Co u nas

W zasadzie życie moje i mojej rodziny toczy się na dwóch torach jeden tor to ślub i wszelkie przygotowania z nim związane a drugim torem pędzę ja wraz z bakteria która pożera mnie coraz mocniej.To pierwsze zaczyna mnie przerażać w zasadzie im bliżej tym gorzej i większa trzęsiawka.Mamy już nocleg ,fotograf mam fryzjerkę ,mam makijażystkę tort zamówiony kwiaty też.... tylko wizyta w poradni nam została.No i kieckę trzeba wreszcie kupić .Jednak tyle kilometrów od domu daje poczucie niepewności cy wszystko wypali??Zwłaszcza że nie ukrywając trzeba się trochę postawić przed świadkami.Ślub o 16 potem dwie godziny sesji plenerowej i o 19 mają nam przywieźć jedzenie z cateringu.No własnie i tu milion pytań.Jakie będzie to jedzenie?Czy w ogóle zjadliwe?Czy dowiozą?Wszak wszystko przez telefon zamawiane.Jestem dobrej myśli ale jakąś furtkę muszę sobie zostawić w razie awarii uchyloną.W ogóle jechać będziemy jak cygany , trzeba zabrać talerze bo 11 na pewno w wynajmowanym domku nie znajdziemy ,jakieś marynaty w słoikach typu grzyby sałatka wielowarzywna.Ech dużo tego. Kieckę na pewno dam radę kupić bez problemu już to sprawdzałam.Potem trzeba będzie kupić syniowi gajerek i większej jakąś kreację.Z kreacją jest jedno ale kupić oryginał czy używaną?Ostatnio trochę mi się przytyło a jak patrzę na używane to znaleźć coś powyżej rozmiaru 3 hmmm z 4 na przodzie to już kłopot.Czy wszystkie panny młode są na drakońskich dietach??Bo jeszcze rozmiar 38 40 rozumiem ale 34  to już nie.
Od 1 do 8 mnie nie ma nie istnieje dla ludzkości.W sobote wraca córa ,w poniedziałek już wraz z syniem wywożę ich do rodzinki.A we wtorek mam stawić się w szpitalu.Ma to być zgodnie z zapewnieniami doktorka góra 4 dni czyli weekend luz blues.Mają pobrać posiew z z barku sprawdzić co to, zrobić coś tam jeszcze walnąć antybiotyk dożylnie ukierunkować dalsze leczenie i do domu.I tak Zaplanowałam że w sobotę ( jak widać innej myśli o przedłużeniu pobytu w 3 gwiazdkowym hotelu nie przyjmuje do wiadomości ) tylko we dwójkę jedziemy z Panem M.... to Białowieży. Wynajęliśmy pokoik w maleńkim domku w kompletnej głuszy.Wracamy dopiero w poniedziałek na wieczór.Muszę odsapnąć od tego co mam teraz i od tego co się szykuje i nabrać sił na ślub.

2 komentarze:

Iczka pisze...

Ale się u Was dzieje... Ja taka troszkę w tyle...
Życzę więc krótkiego pobytu i zadowolenia z załatwionych spraw...

Promyczek pisze...

Przed slubem to zawsze taka gonitwa.
Czasem opłaca się kupić już używaną suknie ślubną bo w sumie po co taki wielki wydatek na ta jedna chwilę? A z drugiej strony taka chwila juz sie nie powtórzy :)
A sprawdzałaś jakieś opnie tego cateringu ? czy dobre jedzenie mają? Poszukaj w necie.
A za zdrówko trzymam kciuki mocno !