Wena mnie opuściła .Ale wniosek taki że jak Ona już jest oczywiście ta wena to trzeba myśli na byle czym spisywać żeby nie uciekły.i tak wena żyła we mnie w sobotę a dziś mamy poniedziałek.Ale to nic .coś pokombinujemy.Po pierwsze jestem zdechła.Chce mi się spać ,mam katar.Weekend minął nam na naukach przedmałżeńskich które odbywały się u Dominikanów w Warszawie.Tak jak już chyba pisałam nie musiałam w nich uczestniczyć bo jednorazowe uczestnictwo jest do żywotnie.Ale chciałam ,z wielu powodów,by pobyć z ludźmi,by być tam ze swoim "narzeczonym",by wchłonąć chociaż trochę swojej wiary. Nauki trwały od 9:30 do 19:30.Świetnie prowadzone przez wspaniałego Ojca Mirosława Pilśniaka.Dla mnie cudne przeżycie, możliwość zweryfikowania swoich poglądów z nauką kościoła jak również z zapatrywaniem czysto osobistym ojca Mirosława.Umocnienie swojego zdania na wiele spraw.Te spotkania pokazały też iż Pan M...... tak naprawdę jest osobą niewierzącą.Jemu wiele rzeczy w nauce koscioła przeszkadza ,uwiera,traktuje jak bezsens,same ograniczenia.Tak więc mam kolejną duszę do modlitwy o nawrócenie i łaskę wiary.Nie naciskam na niego ja go rozumiem.Wiara to doświadczenie namacalne obecności Boga to widoczne oznaki jego łaski.Ja wierze bo doświadczyłam opieki w najczarniejszych chwilach swojego zycia ,powtarzając słowa z postu wcześniejszego Przez te 7 lat bycia razem wciąż coś od Boga dostawałam ,a to bilet powrotny,a to zdrowie,ocalenie,siłę,a to kopa jak już nie było sił iśc dalej .Te przykre doświadczenia umocniły mnie w mojej wierze w tym że jest nad nami ktoś mocniejszy ktoś kto ma siłę o wiele większa niż armie świata..Przetrwałam swoją niepełnosprawność ,chorobę ,choroby dzieci jak również ich odchodzenie.Dzieciństwo moje tez nie było różowe z niedzielnym dwudaniowym obiadem.Cytując Ojca Pilsniaka "moja osobista historia jest historią działania Boga w moim życiu ".
Natomiast Pan M....... nie ma smutnych wspomnień z swojego dzieciństwa ,ani z dorastania .W jego życiu nie było aż tylu dramatycznych zwrotów akcji co w moim.On nie potrzebował Boga do opieki,do zrozumienia,do przetrwania do oddechu ,do zamknięcia powiek na dobranoc .Chociaż i tak jestem zdumiona bo w naszym zyciu wspólnym były tez zaskakujące zwroty akcji .Zagrożenie mojego życia,śmierć wspólnego dziecka,choroba kolejnego .To sytuacje które wylewają pod wiarę twardy fundament jednak nie u Pana M........Jednak zyje nadzieją że kiedyś Pan M..... nawróci się,Nie mieliśmy okazji jak do tej pory wziąc udziału w takiej otwartej debacie na temat sakramentu małżeństwa.Jednak wiele razy powtarzałam Panu M.. czego chce,co powinno byc jak powinno być.Nigdy nie brał moich słów na poważnie ,nie brał ich do serca ,nie stosował sie do nich.Ale mógł myśleć iż to moje wymysły dyrdymały ,babskie psioczenie.Aż do nauk kiedy to co ja wielokrotnie mówiłam usłyszał z ust księdza i że to nie moje wymysły ale tak nakazuje wiara.
Pan M......... szerokimi oczyma patrzył na Ojca Pilśniaka gdy mówił o tym że dziecko niepełnosprawne to tak naprawdę dar zaufania Boga wobec człowieka.
perełki z kursu: ( oczywiste i wszyscy je znają )
~ pierwszeństwo "my"przed "ja" i "moje"
~odwaga trudnych tematów
~ wierzyć to tęsknić za Bogiem i jego sprawami
~ rachunek sumienia -czy moje życie podoba się Panu Bogu a nie czy jestem w porządku względem zasad
Odnoszę wrażenie że po 20 sierpnia otworzą się dla mnie ogromne zamknięte do tej pory na głucho drzwi.........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz