Oj galopuje ostatnio i już zaczynam odczuwać to diabelskie tempo.Zeszłam ostatnio na jeden temat pisząc krótkie notki ale dobre i te trochę emocji spisać.Ale napiszę Wam co się u Nas w ogóle dzieje,a dzieje się oj dzieje.Otóż po wstępnych konsultacjach w poradni rodzinnej okazało się że na terapie rodzinną nadaje się tylko ja.Pan M.... odpadł nic by się z niego nie dało ulepić sensownego.Trochę głupio się poczułam po takim werdykcie ale trudno trzeba kuć to żelazo zardzewiałe.Efekty wstępnych wizyt były i tak ogromne.Sama pzrez tyle lat nie mogłam go namówić do tego ślubu sakramentalnego a tu kilka wizyt u speca i zgodził się i sam termin wybrał.No właśnie tutaj muszę coś opisać.Otóż niby termin wybrany ,niby wszystko ruszyło ale to jeszcze nie było to.Napisałam maila do księdza Tadeusza żeby sprawdzić czy wybrany przez nas termin jest w ogóle wolny,i żeby sie dowiedzieć co jest potrzebne.W niedzielę wieczorkiem telefon odbieram a tu ksiądz dzwoni i pierwsza poważna rozmowa ,że termin wolny, że która chcemy godzinę bo mamy do wyboru od 13 aż do 19 (!) ,mówi jakie dokumenty potrzebne ,pyta o nasze dane.Gadka jak zahipnotyzowana ale po jej zakończeniu ręce trzęsły mi się niesamowicie ,bo właśnie to co do niedawna było tylko kwestią marzeń właśnie zaczęło się ziszczać!W poniedziałek dogadaliśmy świadków i przysłowiowa klamka zapadła.Dotarło do mnie że to wszystko dzieje sie naprawdę.I jakiś pręt paliwowy w głowie zaczął mi się topić,urosły mi skrzydła,oczy rozświetliły nieznanym blaskiem,zamiast chodzić po ziemi zaczęłam fruwać,dosłownie miałam wrażenie jakbym miała w sobie nie wiem od kąd jakieś zablokowane ziarno które nagle zaczeło kiełkować i mnie karmić.Od tej niedzieli w domu zaczeły dziać się maleńkie ale bijące ogromnym blaskiem cuda.Mały kosmita niejadek z milionem nadwrażliwości na miliardy rzeczy zaczął jeśc.Dosłownie .Do dziś ,na zmiane dwa pączki ,całe pierogi ,kanapki z wędlina po 4 na raz ,5 miseczek zupy ( miseczka to jeden duży głęboki talerz obiadowy ),dodatkowo je wszystko co białe ,nie tylko jak dotąd serki,ale np.jogurt naturalny,krem do ciasta,serek topiony !!!!O komunikacji można by encyklopedię napisać.W minioną niedzielę byliśmy u mojego chrzestnego a mały kosmita prowadził dialog z ciotką ,pomagał jej do obiadu ,żartował z ciotką aż huk ze śmiechu szedł.Pamięć mu się niezwykle odblokowała dotąd nic co wcześniej sie działo nie było zapamiętywane a w tej chwili on pamięta sytuację kiedy miał 2 lata !! Bo zaczął nam opowiadać wyjazd do Gietrzwałdu !!!I milion innych rzeczy!!!!!!!!!!!!Terapeutka powiedział że to moje oddziaływanie na domowników tak skutkuje.Moze i tak ale jeszcze tego nie pojmuje.
Kolejna sprawa obejmuje Spis Powszechny.Cieszę się że pracuje cieszę się że mam kontakt z ludźmi ,ale nie których typów to bym w kosmos posłała.Te typy to wykształciuchy na mocnych stołkach.Np.Pani nauczyciel po kilku fakultetach ,a jak pytam jej w jakiej szkole pracuje ( publiczna,prywatna,gminna ) to w morde wzrusza ramionami bo ona nie wie nie ma pojęcia!Następna Pani geodeta plus coś tam jeszcze.Pytam jakie ma źródło wody ,swoje lokalne czy gminne ?A ona nic no w ogóle nie ma pojęcia co znaczy lokalne ,a co gminne ,a z nazwą hydrofor zetkneła się pierwszy raz w życiu .Czy ma gminną wodę tez nie wie bo nawet nie wie za co płaci rachunki!!!Jeszcze innym razem spisuje pana po kilku fakultetach z bardzo ścisłym umysłem ale On nie umiał nawet okreśłić metrażu mieszkania.
A ja jak napisałam na wstępie zaczynam być coraz bardziej zmęczona.
A jak bardzo zaraz wam napiszę.
Wtorek ładna pogoda od rana ,w środę miałam mieć bieganie po dwóch umówionych wcześniej specjalistach z małym kosmitą,więc myślę sobie z pracy biorę wolne muszę nabrać sił na następny dzień.
A ponieważ już od dawna wybieram się na cmentarz i nie mogę wybrać ,a dodatkowo w czwartek ( czyli dziś ) jest dzień matki to postanawiam dosiąść swój rower i wybrać się wreszcie w to skąpane ludzkimi łzami miejsce.Pierwszy szok przeżywam kupując znicze już nie na sztuki już na zgrzewki (!) i to dwie ( 18 szt po 9 w zgrzewce ).Na cmentarzu spędziłam prawie trzy godziny.Odwiedziłam 9 grobów .Od Jacka jak nigdy szybko uciekłam ,bałam się że się rozkleję,popłynę.Położyłam mu czerwoną różę zapaliłam lampki i w nogi. Posprzątałam u dzieciaczków , postawiłam im bukieciki z stokrotek ........... kolejny pusty dzień matki.A w drodze powrotnej odbieram telefon że.............. wcale nie w środę tylko we wtorek miałam mieć wizyte z kosmitą u specjalisty!!!!!!!!To dopiero dałam plamę.Ale przemiła Pani przełożyła nam wizytę na 31 maja.
A wczoraj była środa ten dzień mnie zmaltretował normalnie.Wiadome że jak ślub to i kupa potrzebnych papierków.Od dawna wybierałam się do kancelarii parafialnej ale jakoś tak nie po drodze mi było ( pomimo że przechodzę obok niej nawet dwa razy dziennie ).Ale kiedyś trzeba tam zajść no i zaszłam wczoraj licząc ślepo na szybkie załatwienie sprawy bez obecności proboszcza bo on urzęduje w kancelarii tylko w piątki.
Zachodzę Pani w przed kancelarii pyta po co ja i z czym.Więc jej mówię.Po świadectwo chrztu i zgode na zawarcie małżeństwa w innej parafii.I ............. ok zaświadczenie o chrzcie zaraz mi wypisze a o licencję zaraz zapyta proboszcza!!!!!!!!!!!!!!Hug więc jednak proboszczunio mnie nie minie.Stres nerwy nie do opisania.Pomylił mi dwa razy nazwisko.Widać trzy nazwiska to o dwa za dużo.Kręcenia bo ja wdowa i w którym miejscu to wpisac na zaświadczeniu o chrzcie.Zgoda wypisana ,dodatkowo zostało wypisane świadectwo śmierci Jacka ,oraz świadectwo że zostawił po sobie żonę w mojej osobie!Plus mult dat które musiałam podać.Wyszłam po godzinie i 20 minutach na miękkkich nogach z walącym sercem.A tego było mało bo musiałam iść do USC po akt zgonu !!!!Po wizycie w USC musiałam jechać do lekarza po recepty.Wróciłam z powrotem zrobiłam ekspresowe zakupy po malca do przedszkola i do domu.Po obiedzie normalnie zaczęłam padać na ryj a kręgosłup w którym osiadły stresy z całego dnia o mal mi nie wybuchł.Miałam dwa wyjścia ale sie położę i zasnę i potem będę mieć kłopot w nocy albo jakoś się do czegokolwiek zmobilizuje.Tak się zmobilizowałam że wsiedliśmy na rowery i po przejechaniu ładnych kilometrów drogą przez las wylądowaliśmy u znajomych na wieczornej herbatce.trochę odżyłam kosmitom wycieczka tak się spodobała ze chcą taką dziś!Po porcji Świerzego powietrza rano nie mógł mnie obudzić nawet budzik.I nie tylko mnie.Pan M...... rano nie wstał z łóżka tylko zsunął się na podłogę posiedział na niej trochę oparwszy łepetynę o łóżko postękał ,pojęczał i dopiero z trudem się dźwignął.Ja obudziłam się o 8 ale moje oczy otworzyły się dopiero kilkanaście minut później z wagą bliską tonową.Kosmitka też najpierw zaliczyła podłogę przy łóżku ale krótko bo musiąła wypełznąć z bzikiem na dwór.Natomiast mały kosmita miał tak zapuchnięte oczęta że aż śmieszne ,a przeciągał się na łóżku baaaaaaaardzo dłuuuuuuugo.
:))))))))))))))))
dopisek dn.27.V.2011 r
dopisek dn.27.V.2011 r
Była od nas nasza z naszego miasteczka dziś juz jej nie ma.....................
Małgosia Dydek (*)(*)(*)
10 komentarzy:
Ogólnie widzę nie próżnujesz, tylko załatwiasz i bardzo dobrze:)
Cieszę się,że już załatwienia w parafii masz za sobą, choć pewnie kosztowało Cię to sporo nerwów.
Zazdroszczę takiego wyjazdu na rowerach, pewnie fajnie było,że potem tak padliście.
Nie przejmuj się, ja też czasem mylę daty wizyt.
W ogóle muszę sobie kupić organizer,żeby nie popłynąć.
Pozdrawiam
Duszku..super.
Widzisz jak się świat zmienia:) To co jeszcze parę dni temu było niemożliwe, tylko w sferze marzeń już się w rzeczywistości dzieje..
Jest coś takiego, kiedy dzieci widzą mamę szczęśliwą same zmieniają swoj stosunek do świata. Na lepszy,:)
Och Duszku..tylko tak dalej.
Pracą się nie przejmuj. Różni ludzie się trafiają. Traktuj ich jak "niemiłych " klientów i pokaż im swoją klasę czyli uśmiech na twarzy..a co tam !
Buzka
Zmiany, zmiany, szaleństwo i dobrze...
Ludzie odchodzą tak szybko, za szybko...
Nie ten cas, nie ta pora...
[*]
Żal ogromny Małgosi Dydek....
Duszku, nie mogłam nadążyć z czytaniem tych wieści, się dzieje, że hej !!! Ależ masz obroty :)) Pozdrawiam cieplutko, cieszę się, że światełeczka nad Wami błyszczą a Kosmita pochłania jak odkurzacz :)))
i dobrze,bo jak coś się dzieje to człek nie ma czasu na rozmyślania i popadanie w stan paskudnych emocji.Cieszę się że wszystko wreszcie zaczyna toczyć się tak jak powinno Duszku.
Aga z Kacpim
Maju jeszcze podpisanie papierów w parafii Górecko :)).Mnie tam i kalendarz nie pomaga a mam je dwa ;)
Lui dla mnie to nie pojęte że aż tak oddziaływuję na dzieciaki.Tak marzenia się spełniają teraz czas zacząć przygotowania do skoku ze spadochronem.Co do spisu tacy ludzie mnie rozwalają a moja babcia by skwitowała krótko studia za masło i jajka pokonczyli.
Iczko raczej zmiany ,zmiany, szaleństwa tu nie ma jest zimna kalkulacja żeby wszystko miało ręce i nogi.Nam się wydaje nie ten czas nie ta pora na to czy tamto ale zawsze w porę biją Boże zegary.....
Eurydyko jak dowiedziałam się o śmierci M.D. to normalnie jakby mnie grom przeszył.Zawsze tam gdzie zostają dzieci przeżywa się ból ze zdwojoną mocą a tu jeszcze byla od nas..........No tyle lat leżenia i rdzewienia a teraz tryby ruszyły :)).Ja sama za sobą i tym wszystkim tez już chwilami nie nadążam.Kosmita mi codziennie podlewa moje skrzydła.
Oj tak Aguś ..... nie ma czasu na gdybanie i umartwianie,chociaż nic co przegapione nie znaczy że zamknięte.No może jeszcze toczy się kwadraturą koła ale jednak staje sie coraz bardziej elastyczne....
Prześlij komentarz