Mamy znajomych a raczej mieliśmy bo się od nas kiedyś tam czas jakiś wstecz odcięli.Wcale nad tym faktem nie ubolewam.Ci znajomi jak jeszcze nie byli małżeństwem zostali chrzestnymi naszego małego kosmity.Oni mieli ślub kościelny my nie i z tego faktu było mi nie raz cholernie przykro.Natomiast wiedziałam że za nic w świecie nie chce brać ślubu w takiej otoczce jak nasi znajomi.Dwoje zdrowych normalnych ludzi na bakier z zasadami nie tylko kościelnymi ale moralnymi,społecznymi.Zero przeszkód do tego aby wziąć ślub w normalnych warunkach bez pospiechu z godnością.10 lat byli ze sobą i nawet przez moment im do głowy nie przyszło że może warto zacząć żyć na serio nie na niby.I wielkimi krokami zaczeła zbliżać się pierwsza komunia ich córki.I pierwszy brzdęk od księdza.Nie ma przeszkód do zawarcia sakramentu małżeństwa a rodzice żyją na kocią łapę.Więc skoro tak to dziecko do komunii nie zostanie dopuszczone!Rodzice wielce obruszeni na księdza po ostrej wymianie zdań polecieli do następnej parafii "szukać "ratunku znaczy się księdza co udzieli komunii ich dziecku.Nie wiem ile tych parafii oblecieli ale niestety nic nie wskórali.Ze zwieszonym łbem wrócili do swojej parafii gdzieś w lutym.Ślub brali w czwartek po wieczornej mszy ,bo ksiądz za ich zachowanie nie zgodził się na ślub na mszy o 18.W niedziele natomiast była komunia ich córki!!
Jak moja kosmitka szła do komunii nie było kłopotu bo u nas istniała przeszkoda do zwarcia związku.Ale co ja się umęczyłam w kościele to tylko ja wiem.Jak musiałam wyjśc z kościoła w czasie gdy inni rodzice przyjmowali komunie.Można powiedzieć że nigdy nie zatraciłąm wiary że moje marzenie o normalnym życiu w normalnym związku kiedyś się spełni.Przygotowywałam się na to długich siedem lat.Przez te siedem dłuuuuugich lat wiele się wydarzyło ,wiele pozmieniało oprócz jednego mojej niezachwianej wiary która przez te lata jeszcze bardziej się umacniała.20 sierpnia składając słowa przysięgi mężowi tak naprawdę będę składać wotum wdzięczności Bogu za opiekę nade mną i cała moją rodziną.Przez te 7 lat wciąż coś od Boga dostawałam ,a to bilet powrotny,a to zdrowie,ocalenie,siłę,a to kopa jak już nie było sił iśc dalej .Mam za co być wdzięczna.I teraz nadchodzi czas aby się odwdzięczyć ,spłacić dług.To jest moja wiara ,a wiara to prywatna sprawa każdego człowieka nie mam zamiaru nikogo nawracać ,nagabywać na to aby zawierzył Bogu.Trzeba doświadczyć ( nie zobaczyć ! ) aby uwierzyć ja doświadczyłam ogromnej miłosci płynącej odgórnie.Nie wiem tylko czy ja sama świadomie wybrałam Boga za przewodnika ,czy to raczej On mnie a ja się tylko poddałam jego woli i pozwoliłam i pozwalałam lepić siebie jak rzeźbę z gliny.A może znów data mojego urodzenia i przypadające wtedy świeto maczało tym paluchy.nie mam pojęcią.
Wiem że cały tydzień odkąd zapadła klamka znów doswiadczam magii dnia codziennego.
3 komentarze:
Powiem Ci,że ja byłam od dzieciństwa na bakier z kościołem,później nie czułam potrzeby, chęci.
Pewnego dnia, kiedy byłam w ciąży spłynęło to na mnie i z dnia na dzień umocniało się bardziej.
Dla mnie I Komunia mego syna była tak niezwykła i magiczna,że się popłakałam.Bardzo głęboko to przezyłam.
Owszem są dni,że nie chce mi się iść,że po co?
Ale są też takie,że muszę pójść a po wyjściu z kościoła czuję się jak nowo narodzona, tak lekko,wręcz szczęśliwie:)
Ja wierzę i to bardzo, jednak w Boga a nie w instytucję Kościoła...cieszę się Twoim szczęściem i niecierpliwie czekam na zdjęcia z uroczystości.
Cóż, bardzo mądrze napisane. Wiem i ja, co w życiu wymodliłam. Wiem, że nie poradziłabym sobie bez wiary. I chociaż jesteśmy małżeństwem niesakramentalnym - wierzę, że nie odrzuconym......
Prześlij komentarz