Pudełko

Pudełko numer 1
Na oddziął zabrałam starego laptopa .Kontakt ze światem potrzebny i wskazany.Laptop stary ,zdezelowany wywalony na pawlacz bo nawet spec stwierdził że nie ma co inwestować w naprawę lepiej kupić nowy.I tak leżał biedaczysko coś około 1,5 roku.Aż w końcu wyciągnęłam go i postanowiłam sprawdzić.Teraz wiem że coś w tym że zadziałał musiało być i było to sprastwo odgórne.W tym starym rzęchu natrafiłam na coś czego bym się w życiu nie spodziewała.Z nadmiaru czasu a i też z powodu odsunięcia szpitalnych myśli zaczęłam grzebać w starym profilu.Okazało się  jakimś cudem zachował się jeden jedyny folder ze zdjęciami. Zaczęłam przeglądać........I natrafiłam na zdjecię ......... kiedy Joasia mieszkała jeszcze pod moim sercem.Ból,wzruszenie,niedowierzanie,zakłopotanie.W tej ciąży nie pozwalałam robić sobie zdjęć jakby coś odgórnie broniło mnie.To jest jedyne jakie mam .Dla mnie teraz to świętość !!Patrzyłam na nie długo i jeszcze wielokrotnie wracałam ,chyba z lęku że i je mogę stracić jak Joaniulkę.Na zdjęciu ja uśmiechnięta jak na te miesiące ze sporym brzuchem ,obok większa kosmitka na ręku u mnie uśmiechnięty roczny mały kosmita.Sielanka. Szczęście beztroska zabawa z dziećmi ,zabawa wodą co uwielbiają chyba wszystkie dzieci.Sprawdziłam datę.... byliśmy tacy szczęśliwi na dwa dni przed postawieniem diagnozy.
Pudełko numer 2
W sobote kosmity nie mogły się mną nacieszyć.Jedną z rzeczy do której zasiediśmy razem były Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler.Lubie program ,prowadzącą może mniej.W ostatnim odcinku przygotowywano wielki strudel.Moja kosmitka uwielbia szarlotkę i zaraz sie zapaliła do tego strudla co go  robili w programie.Mamo a z jabłkiem taki można, a z wiśniami,a z innymi pierdołami??Więc jej tłumaczę że można że strudel to jak to babunia mówiła  taki śmietnik bo i z owocami i z mięsem i z kapustką.No a jak się kosmitka wywiedziała wszystkiego to strzeliłą decydujące pytanie.MAMO A CZY TY BYŚ MOGŁA TAKI UPIEC?!. Oczywiście z jabłkami.Jasne że bym mogła dla Was wszystko.Wymyśliłam sobie ze upiekę go jak będzie w szkole to po powrocie będzie mieć niespodziankę.Więc pierwszy termin poniedziałek.Przepis mam jeszcze niezdarnie spisywany niewprawna ręką w czasie podglądania prac strudlowych wykonywanych przez babunię.Babunia robiła mega wielkiego strudla.Więc dysponując jej przepisem kiedyś zaopatrzyłam się w blachę tylko do takiego wypieku.
Dawno strudla nie robiłam wiec nieźle musiałam się na główkować gdzie ta blacha jest.
W celu poszukiwawczym wdrapałam się na ..... (!) strych.
Znalazłam ją ...wystarczyło jedno spojrzenie,dotkniecię zimnej wręcz lodowatej powierzchni a moje pudełko wspomnień kolejny raz się otworzyło.
Nie proszone,nie zapraszane,nie podjęte kawą z imbirem ,wprosiły się same,skapując  dośc głośno w pustą balchę~łzy.Wszystko wróciło.Obrazy jak żywe staneły przed oczami.
Nie piekłam strudla.........
Pamiętam pierwsze wspólne Boże Narodzenie moje i ś.p. J.... a.Zawsze chciałam żeby w moim stworzonym prze ze mnie domu była świąteczna atmosfera ,żeby były szczególne potrawy.Z nim mi sie nie udało ale do dziś mam takie ciasta które robię tylko na święta.Makowiec z ogromną ilością bakalii tylko na Boże Narodzenie,Biała Damę tylko na Wielkanoc.I wtedy na te nasze wspólne swięta upiekłam a raczej pieczołowicie przygotowałam strudel.To były jedyne nasze święta.Piękne święta.Najpierw wspólna kolacja wigilijna u J....a mamy ,wspólnie z jego rodzeństwem.Potem u nas wieczerza dla moich rodziców ( którzy musieli trzymać fason i nie zasiedli w jednym czasie z nami do stołu tylko jak jedno skończyło i wyszło to drugie przyszło).Wspomnienia tych wspólnych nielicznych chwil dziś grzeją moja skostniałą dusze.
A potem była Wielkanoc.Już nic nie było takie jak kilka miesięcy wcześniej.Było już po pierwszych rękoczynach,po interwencjach policji,teściowej,byliśmy już po pierwszych poważnych rozmowach dotyczących leczenia J...a w szpitalu na oddziale zamkniętym,po pierwszych poszukiwaniach jakiejś pomocy.I po pierwszej poważnej konfrontacji  z życiem że J...k jest alkoholikiem.Była też kosmitka na swiecie.I ta Wielkanoc która miała odwrócić bieg wydarzeń,miała dać nowe nadzieje,za którą tak wiele wiązałam.I też chociaż warunki nie sprzyjające to przygotowałam strudel.Chciałam zaczarować świat i czas i Nas tym strudlem z którym było tyle miłych wspomnień.On był jak czarodziejska różdżka.
Strudel w pijackim amoku w niedzielę wielkanocną z siła wodospadu w akompaniamencie wulgaryzmów i obelg wraz z paterą wyladował na ścianie....tuż obok wózka z kosmitką.Nad wózkiem musiał być jakiś parasol ochronny bo jabłka z rodzynkami były nawet w koszyku pod wózkiem  na budzie a kosmitka w wózku była nie tknięta szkła z patery jak od linijki leżały kilka kroków od wózka.Przypomniało mi się jak to wszystko sprzątałam i jak moje marzenia o normalnym życiu o szczęśliwej spokojnej rodzinie rozleciały się jak ten strudel.Nie miałam pojęcia że można łzami tymi przezroczystymi perłami napełnić chociaż trochę jakikolwiek pojemnik!!!!Pan M .... był wczoraj w domu więc na strychu mogłam sobie pozwolić na chwilkę słabości ,przy nim już nie.Tamta wielkanoć 98 roku to był czas kiedy ostatni raz przygotowałam strudel.Aż do wczoraj.......

pudełko numer 3




Tak jak kiedyś pisałam mamy cięzki czas z Panem.... ale wiemy juz że nic na siłę nie zdziałamy.Poddajemy się czasowi i czekamy do maja.Ale ostatnie dni i tygodnie są mega cięzkie.Wszechogarniająca,cisza,czepianie.Brak zrozumienia.Atmosfera gęstniejącą z godziny na godzinę.Były momenty że któreś musiało ustąpić i poprzez wyjście z domu ( dobrze że jest ładna pogoda ) i krótki spacer oczyszczało atmosferę.Wczoraj natomiast z racji wolnego Pan M... korzystając z ładnej pogody porządkował ogród.Przytaszczywszy blachę z strychu i po skomponowaniu wszystkich potrzebnych składników zabrałam się za strudel.Wyszłam z wprawy.Nic mi nie wychodziło .Nic nie szło jak powinno.Ciasto w efekcie rwało się lepiej od papieru toaletowego.Łatałam , zaklejałam ,kombinowałam. Wsadziłam do piekarnika po niezłej walce w zasadzie rozpisując ciasto na straty.Przyszedł Pan M....... do domu i patzrę że coś z nim nie tak.Jakiś czerwony jak burak,jakieś oczy zaszklone.Pytam czy wszystko dobrze mówi że tak.Jak zniknął w pokoju to wyciągnęłam ciasto z czeluści piekarnika.Takie zabezpieczenie jak nie wyjdzie to od razu wyrzucę i nawet nikt nie zauważy.Zapach w domu był upajający a widok wyrośniętego , pięknego strudla o mało nie doprowadził mnie do zawału.Stojąc ze złożonymi rękoma nad blachą ciasta poczułam że ktoś obejmuje mnie ramieniem. Wzdrygnęłam się.Pan M... powiedział że teraz tylko zamknąc oczy i nie otwierać..... bo zapach ciasta jest identyczny z tym  z jego dzieciństwa ,kiedy ciasta piekła jego mama .I że ten zapach daje mu poczucie bezpieczeństwa .Znów mi oczy zwilgotniały.......... to co nie udało się zaczarować w 98 roku udało się 13 lat później... znów zaczeliśmy rozmawiać,uśmiechać się do siebie.



6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Duszku a co się dzieje. Dlaczego jesteś w szpitalu ?
Buzka

Eurydyka pisze...

Złe wspomnienia obudziło we mnie pudełko nr 2. Tyle lat, a jeszcze zabolą...
A trzecie pudełko wzruszyło mnie, ładnie M powiedził o tym poczuciu bezpieczenstwa. Przytulajcie sie często, trzymajcie za ręce, to daje siły, wtedy i wichury mniej groźne....

majacyranek@gmail.com pisze...

Wzruszyłam się, ja też czasem otwieram swe pudełka, choć otwarcie ich wymaga ode mnie dużej odwagi.
Jednak zbliżyliście się do siebie, świetnie czytać takie wieści.
Dbajcie o siebie,przytulam i dużo zdrówka życzę.

shy pisze...

Lui już po wszystkim.Od lat mam anemie i trzeba się było po zimie wesprzeć żelazem dożylnie.

shy pisze...

z biegiem lat zapominamy twarz osób nieobecnych w naszym życiu ,zapomina się ich zapach a może nie zapomina tylko naturalnie podlega to wyblaknieciu...ja zawsze staje zupełnie bezbronna i bezsilna w obliczu takich wspomnień .Ich obrazy są żywe jakby działy się teraz nie lata wstecz ja nawet pamietam jaka pogoda była wtedy....pamiętam w co była ubrana kosmitka....Tak Eurydyko takie drobniutkie gesty jak przytulenie,trzymanie za rękę a wymowa ogromna jak ocean.

shy pisze...

Hmmm ja już świadomie nie decyduje się na otwieranie pudełek...zbyt wiele mnie to kosztuje.Tak ciasto nas odczarowało ,zapewne nie na długo ale dobre i te trochę.