Można wpaść w depresję już od samego czytania o niej. Z badań bowiem wynika, że kobiety dwukrotnie częściej zapadają na depresję niż mężczyźni. Dlaczego? Bo cichym sprzymierzeńcem depresji jest nasza biologia. To, co przez lata uważałyśmy za nasz oręż w walce z mężczyznami, obraca się również przeciwko nam. Obniżenie nastroju w czasie menstruacji, ciąży czy podczas menopauzy to podatny grunt dla depresji. Jesteśmy jakby stworzone aby na nią chorować. A jeśli dołożyć do tego jeszcze dodatkowe czynniki – psychologiczno-społeczne (stres, żałoba, utrata pracy), somatyczne (choroba, zwłaszcza ciężka i przewlekła) i genetyczne ( dziedziczenie depresji) … jedyne co możemy, to krzyczeć: ratunku!
Szczególne natężenie choroby występuje u kobiet w wieku rozrodczym, przy stosowaniu antykoncepcji czy leczeniu niepłodności. Zaburzenia nastroju pojawiają się przed miesiączką, w ciąży, po porodzie i w trakcie menopauzy. Aż u 75 proc. kobiet występuje zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) – obrzęki, bóle głowy, zmienność nastroju, drażliwość czy napięcie. Większość kobiet dobrze sobie z tym radzi, dlatego zwykle nie ma potrzeby leczenia farmakologicznego. Zaleca się tylko zmianę diety (ograniczenie soli, tytoniu, alkoholu, kawy i czekolady), regularne ale umiarkowane ćwiczenia fizyczne, relaksację i podawanie witamin (B6, E) oraz minerałów (wapń, magnez). Są jednak i takie stany, z którymi kobieta sobie już nie radzi. Mowa tutaj o przedmiesiączkowych zaburzeniach dysforycznych (PMDD), dotykających 3-8 proc. kobiet. Poza typowymi objawami dodatkowo pojawiają się przygnębienie lub drażliwość, napięcie, lęk czy chwiejność emocjonalna, zaburzające codzienne funkcjonowanie oraz relacje z ludźmi. W powstawaniu choroby dużą rolę odgrywają zmiany stężenia hormonów płciowych. Leczenie zachowawcze jak w zespole przedmiesiączkowym jest niewystarczające. Zwykle należy je wspomagać lekami przeciwdepresyjnymi, a czasem także terapią hormonalną.
Wbrew powszechnej opinii objawy depresyjne w ciąży występują dość często, bo u 30 proc. kobiet. Pojawiają się na początku ciąży, ustępują w 2. trymestrze, nasilają ponownie przed porodem. Poród to nic w porównaniu z połogiem, jak mawia wiele kobiet. I mają rację. Jednym z wyzwań, poza opieką nad dzieckiem, jest zapanowanie nad własnymi emocjami. Po porodzie obserwuje się fizjologiczny spadek hormonów żeńskich. W piątej dobie od narodzin dziecka mają miejsce największe wahania hormonalne , trwające do czternastu dni. U osiemdziesięciu procent kobiet pojawia się postpartum blues. Objawy są łagodne, z zasady nie wymagają leczenia, często pozostają nierozpoznawane, ale czasami przechodzą w depresję poporodową. Poza tak zwana burzą hormonów dodatkowym obciążeniem dla młodej matki mogą być czynniki społeczno-ekonomiczne (na przykład brak wsparcia ze strony męża czy trudna sytuacja zawodowa), cechy osobowości (lękliwość, obsesyjność), niedożywienie oraz problemy w poprzednich ciążach. Depresja poporodowa dotyczy 10-15 proc. kobiet. Objawy narastają w ciągu miesiąca i mają istotny wpływ na funkcjonowanie całej rodziny oraz kształtowanie się relacji matka – dziecko. Podobny przebieg ma depresja po poronieniu lub aborcji. Niezbędna jest pomoc psychoterapeuty, ponieważ leki przeciwdepresyjne stosuje się tylko wtedy, gdy ryzyko choroby i jej następstw dla matki i dziecka przewyższa ryzyko farmakoterapii.
Choć kobiety częściej chorują na depresję, lepiej radzą sobie z jej leczeniem. Dlaczego? Bo mniej od mężczyzn wstydzą się, szybciej się przyznają i chętniej poddają się leczeniu. Depresja jest groźną chorobą i powinna być leczona. Najpoważniejszą konsekwencją nie leczonej depresji jest podjęcie próby samobójczej. U kobiet w okresie choroby szczególnie zaburzona jest komunikacja, występuje nadmierna ustępliwość i zależność od partnera, problemy seksualne, poczucie winy, nieuzasadnione pretensje i brak czułości. W tej sytuacji zwykłe „branie się w garść”, wyjazd na urlop czy łykanie witamin tej choroby nie wyleczy.
dr n. med. Dariusz WasilewskiSpecjalista psychiatra
6 komentarzy:
Mężczyźni powinni nas zrozumieć, a jak nie zrozumieć to uszanować i w jakiś sposób nam pomagać w tych ciężkich dla nas kobiet chwilach.
Ja zawsze mówię, że mężczyzna powinien raz w życiu przejść jeden nasz cykl miesięczny , nie przeżyłby hihihi :)
Moja sąsiadka jest psychiatrą. Troche opowiadała mi o chorobie, to naprawdę trudna dolegliwość. Zresztą każdy miewa doły, już te doły jedno-dwudniowe dają do wiwatu. A co dopiero taka prawdziwa depresja. Myślę że i mężczyźni cierpią na nią, ale ukrywają to, zachowując się grubiańsko i agresywnie. Pozdrawiam miły Duszku :))
Właśnie w tym tkwi problem,że my zdajemy sobie sprawę, co się z nami dzieje i chcemy się leczyć,a nasi faceci, nawet jak mają te same porblemy,to wstydzą się przyznać,że o leczeniu nie wspomnę.
Pozdrawiam
Racja PRomyczku :)) jeden cykl ,jeden poród ....pozdrawiam
Eurydyko ja depresję nazwałam siostrą bliźniaczką i to taką co trawi od środka.To jest straszna choroba ,straszne leczenie a raczej decyzja o nim.Brak świadomości członków rodziny chorego to gwoźdź do trumny. Właśnie trafnie to określiłaś że dół kilku dniowy daje do wiwatu a jak to jest na dłuższą metę!!Mężczyźni też chorują ale u nas w Polsce wiedza na temat depresji jest znikoma a na temat męskiej to w ogóle milczenie.Również pozdrawiam :).
Facet to taki kogut.Jak nie umie piać to się zamknie w kurniku i będzie się uczył.Ale publicznie przed ludźmi nigdy sie nie przyzna że coś mu nie wyszło,że jest inny,że coś mu dolega.Pozdrawiam Majeczko :)
Prześlij komentarz