wrzesień 2010

22 września 2010
Jedno życie dwa światy -jedno niebo milion perspektyw
Czekam z przyszywaną mamą na autobus .Na maleńkiej wąskiej ławeczce wygodnie siedzą ludzie -wiek bardzo zróżnicowany od kilkulatka do starca.
Nie naklejam kartki na czole ani na plecach   ze coś ze mna nie tak i powinnam usiąść .Znam siebie znam swoje możliwości ... siadam na trawniku obok przystanku .Wsiadając do autobusu stoje za matką z kilkuletnim chłopcem za mną przyszywana mama ... niby jakaś kolejka obowiązuje wszystkich ,plus jakiś szacunek i takt .Ale nie dla staruszka który omal nie staranował matki z dzieckiem bo on musi cyt.zająć dobre miejsce !
Wychodząc z autobusu na docelowym przystanku w uszy wdziera się krzyk i niecenzuralne słowa które dobiegają ze szpitalnego parkingu.Dwóch facetów omal się nie pobiją bo jeden drugiemu zajął miejsce ( a wolnych miejsc ci pełno  o tej porze).Tuż przy bramie małżeństwo handluje czym popadnie ,owoce,robótki ręczne ,grzyby i ich też dorwał jakiś niezadowolony człowiek który drze się niemiłosiernie że orzechy które kupił są robaczywe.
To jedno życie .....Tutaj w nim czuje się presje czasu ,obowiązku ,chamstwa i Bóg wie czego jeszcze.
Przekraczam bramę szpitala...... wkraczam w inny  świat .... to samo niebo nad głową ale perspektywy zupełnie inne.
Po przymusowym spotkaniu z ojcem i doprowadzeniu "mamy " do odpowiedniej sali ( jest po ciężkim załamaniu i leczeniu) oraz po obowiązkowej rozmowie z lekarzem schodzę na dół ...... na dwór na łąweczkę.
Tato jest na oddziale wewnętrznym na II piętrze ,na pierwszym jest odział wewn. dla kobiet a na dole na parterze tak dobrze mi znany oddział wewn.ze stacją dializ.
Siedzę na ławce wyciągam twarz do pięknie grzejącego tego dnia słońca i jestem świadkiem kolejnego mistycyzmu ....
Trafiam na czas w którym następuję wymiana dializowanych osób.
Na ławeczce obok dosiada się trzech mężczyzn ,wszyscy palacze .Jeden wyciąga papierosy ,drugi zapalniczkę a trzeci jednego papierosa .Wymiana zdań jeden mówi że ma papierosa ale nie ma zapalniczki ,trzeci mówi że ma tylko jednego papierosa .Facet który ma całą paczkę papierosów nie trzyma jej w ręku tylko kładzie na ławce między towarzyszy ,ten który ma zapalniczkę równiez nie ściska jej w ręku tylko kładzie na ławce tak aby każdy mógł z niej skorzystać.Palą ,jeden za drugim ,i tak kilka naraz wygłodzeni godzinami dializy.Kolejny krok jeden z mężczyzn ( najmłodszy )wyjmuje z dziecinnego pudełka kanapki zrobione przez żonę ..... ale nie je ich sam jedna jest dla niego a kolejną dzieli równo na pół i oddaje kolegom....
Po chwili podjeżdża bus ..... osiem miejsc .... wysiadają ludzie którzy wyglądają jakby przyjechali do pracy na jakąś zmianę do fabryki.W drzwiach stoi pielegniarz Rafał -uśmiech na twarzy ,zagaduje chyba każdego ,wita niektórych uściskiem ręki..... z daleka zagaduje siedzących koło mnie palaczy .Odnosi się wrażenie że Ci ludzie znają się od wieków , szanują i wspierają .Kierowca pomaga wejść  młodej dziewczynie  do stacji dializ tutaj również rozmowa jest taka jakby znali się od dawien dawna....
Po krótkiej chwili z budynku niektórzy wychodzą sami  ,niektórzy są wywożeni na wózkach .Ci są juz po dializach ... wśród nich zakonnica która żegna się słowami > do następnego razu <.Tutaj nikt się nie spieszy ,nie przepycha ... nie ma podziału na lepszego i gorszego...... Panowie palacze nienasyceni nikotyna nie jadą ze swoją zmiana czekają na kolejnego busa .Bus z osobami po dializie odjeżdża pomimo ogromu cierpienia jakie niesie dializa przez okna auta widać uśmiechniętę buzie ..... Siedzę dalej mam z lekka wilgotne oczy .... Pielęgniarz Rafał - człowiek należący do kategori niezapomnianych ludzi.Poznał mnie i przyszedł zagadać.Po kilku chwilach nie ma granicy między mna a palaczami .... dowiaduje się że pan Stanisław jest pacjentem stacji od 8 lat ,najmłodszy P.Paweł od  3 miesięcy obaj zgodnie twierdzą że są ze sobą zżyci jak bracia syjamscy.
Podjeżdża kolejny bus .... kolejni pacjenci do dializy Rafał przykleja uśmiech wita się serdecznie tak samo jak Kasia i doktor Jarek z każdym zagadują .Tym busem odjeżdżają panowie palacze.
Za namową Kasi i Rafała wchodzę na oddział .... W stacji dializ atmosfera iście świąteczna ..... nie ma wyscigu każdy miły zadowolony nie mamroczący że coś mu się nie podoba.Salki są dwuosobowe ,na jednej z nich dwóch pacjentów gra w popularną gre statki.Mam wrażenie że tutaj pojęcie czasu poprostu nie istnieje ....rytm wyznacza tutaj szum i praca maszyn.
O godzinie trzynastej nadchodzi czas powrotu .... przechodząc przez szpiatlna bramę mam odruch wymiotny......
że muszę wrócić tu gdzie ledwo po wejściu do autobusu kierowca drze ryj bo ktos tam za lekko zamknoł drzwi!!!!!!!!!


  



2 - coraz więcej iskierek płonie 

19 września 2010
Żyyyyyyyyyjeeeee chyyyba .
No nie mam czasu dalej wiec duuuuuuużo nie popiszę ale jestem i powiem A kuku :))
Wreszcie poprawiłam stronkę internetową i mi się podoba ,wczoraj od poniedziałku odpisałam na e-maile ufffffff od kilku dni brak mi tylko turbodoładowania........ tata w szpitalu mama z pianą na ustach jakby mogła to by pożerła .....  a mnie dobrze jest ha .a moze nie powinno ...A jutro od nowa będę deski ręcznie heblować :)) a co jak głupieć to do reszty :)) deski do aniołków potrzebne ... a mój mały kosmit gada ...i to jak ha ha a mnie wciąz go mało i mało.... i jakoś tak teraz jak znormalniałam to w ogóle mi jakoś tego zycia mało .....



  
maleńki płomyczek bełga -dziekuję :)

14 września 2010
No kochani ,blog przechodzi w faze spoczynku która bedzie nieraz przerywana nagłymi podskokami  luzak .Nie ma innego wyjścia,totalny brak czasu na "skrobanie" ( jedną notkę skrobałam od piątku do wczoraj i w rezultacie i tak mi ją pożerło   gun ).Ale nie żegnam się .O co to to nie.Zbyt cenne jest to moje miejsce ....i zbyt cenni czytelnicy.Pisanie bloga przypadło na dość czarny etap w moim życiu.I nie mam wątpliwości ze tylko dzięki  czytelnikom mogę pisać tę notkę i cieszyć się życiem.Pamiętam blog pierwszy na WP i słynne hasło ( nieraz przez kogoś powielane ) -dziś mam dołą ,łapcie łopatki kochani i zakopujcie go  brawo.To co udało mi się "naskrobać" przez te 2,5 roku to tylko maleńki wycinek z mojego życia.Trochę więcej będzie na drugim blogu.No właśnie bo jest jeszcze i trzeci blog taki spokojny bez konkursu,bez poklasku ..... ide sobie tam raz na miesiąc ,raz na dwa miesiace i jest mi tam tak dobrze.... i teraz chce aby te oba blogi ten i Ferrero też objeły taką rolę..... że zawsze i wszędzie i o każdej porze będę mogła wrócić i coś naskrobać.Ktoś kto nie doświadczył ciężkiej choroby i osamotnienia nie zdaje sobie sprawy z tego jakim ważnym elementem życia staje się blog.....U Was będę i jestem tak jak teraz .... może ciszej, może na paluszkach, może jedną notkę czytam etapami ale bez Was nie wyobrażam sobie życia.....Możecie mnie "łapać " po za blogiem gdzie chcecie.Na NK, na Stefanie ,na GG ,a jak ktoś dobrze poszuka to i numer telefonu znajdzie bez większego problemu  brawo .To kochani do następnej notki ,kiedyś tam w niedalekiej przyszłości  roza  .

  


4 - coraz więcej iskierek płonie 

07 września 2010
Kochani jakby ktoś miał ochotę ,to to jest kolejne "moje " miejsce ....szczególne .... na temat zupełnie inny....


  
maleńki płomyczek bełga -dziekuję :)

02 września 2010
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. - św. Augustyn

  
8 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

01 września 2010
Tak wszyscy biegają, przenoszą manatki...
Ja pomimo deszczu tez coś wiatru poderwałam i może ja powinnam się gdzieś 'odświeżyć"
Mózgownica mi się lasuje chyba normalnie.
Czuje się jakby mnie pociąg rozjechał ... dosłownie milion maleńkich kawałeczków składających się na jakąś względna całość.Ale odnoszę wrażenie jakby każdy z tych odłamków żył swoim życiem ,miał inne potrzeby,inne bolączki,lubił co innego,do czego innego dążył....

  
zostaw proszę iskierkę nadziei...

Brak komentarzy: