25 lutego 2010 | |
Kożuszkowe jedzenie kreatywność mamusi ( to tylko ziemniaki z foremek do ciasteczek to juz kreatywność względem większego kożuszka murzyniątka małe dwa idealnie takie same i po co marnować mase drzewa na konfesjonały to się nazywa liczna parafialna gromadka pod opieką swojego " taty " wizyta u chorych jeśli ktoś ma ochote to zapraszam po adopcję serca tak maleńko trzeba aby na buzi dziecka pojawił się uśmiech.a świadomość że gdzieś daaaaaleko jest "nasze dziecko " jest dziwnie miło budująca i kojąca To już wyczyny odrodzonego dziecka (znaczy się małego kożuszka ) uwaga wchodzę teraz ustawka do najwygodniejszej pozycji ... i juz jestem i mama juz wie kto jej cichaczem poprzewalał książki i po akcji ręcę zajęte ale mała książka w zębach jest a tutaj cos nowego coś niezwykłego coś bardzo bardzo uświadamiającego ...... kolejny leworęczny malarz w domu a ja jestem udupiona.ha ha taaaaaaaaak dokładnie.5 dni w tygodniu po za domem .przechodzę przymusowe "pranie mózgu " u terapeuty .Bo było cienko oj prawie przezroczysto pod nogami ale dzisiaj jest hu hu hu glancko .ale jakos tak nie powierzchownie tylko jakoś od środka mi dobrze.Ale to zapewne zasługa nie tylko terapi ale i małego kożuszka który mówi.Tak tak nie zaczyna mówić tylko wali pełnymi zdaniami a zasób słów nie jest już dla mnie możliwy do codziennego spisywania.Jego zdania typu> mama luty zima kozia nie mniam ,kozia maj lato mniam << czyli rzecz o tym czemu zimą koza nie pasie się na łące.czy mamo albo wręcz po nazwisku użytym w bardzo prześmiesznej formule >> cy zakupis mi jajo ? << więc ja pytam jakie >> no to jajo tutaj o tutaj ,widzis to ładne jajo z autem <<.albo siedzi na dywanie w pokoju i na całe gardło woła >> ty carny kot ,no kotek oć do mnie << .To było siłą która spowodowała gwałtowny wzrost moich skrzydeł ,spowodowała ze uśmiecham się non stop ,nie tylko ustami jak do tej pory ale całą soba.A jak juz malec wypali >> moja mama i nazwisko przekręcone celowo kocham cię << to jestem w stanie iść po gwiazdkę z nieba.Terapia jest cholernie ciężka do przejśćia .Kuzia nie wiem jak ja daje radę.Polega ona na całkowitym rozdrapaniu tego co było kiedyś i należytym pożegnaniu się z niektórymi sytuacjami ,oraz na pogodzeniu się z nimi.Ech nieraz rozdrapanie sięga do szpiku kości ale dam rade bo widzę efekty .tylko chwilami jestem zła na siebie że nie pozwalałam sobie na bycie słabą gdy działo się coś ponad siły tak jak umiem to robic teraz.Bo dawne siłowanie ma niestety największy negatywny wpływ na moją teraźniejszość.jak przejdzie ten pierwszy etap terapii a to jeszcze długie trzy tygodnie ,rozpoczynam kolejny nie mniej traumatyczny będzie to radykalne wybaczanie bo bez tego to ciężko gdzieś nogę wcisnąć.A połączyć wybaczanie z terapią teraz nie da się- zadużo wrzodów do przebicia.oby do wiosny .....
|
15 lutego 2010 | |
Moje życie wygląda jak pęknięty sznur pereł ,spadający na podłogę . Jakkolwiek bym próbowała nie mogę ich złapać ......
|
12 lutego 2010 | |
kończą się ferie zimowe.14 dni które od początku miały byc poświęcone przede wszystkim wiekszemu kożuszkowi ( mniejszy nie miał ferii ).Miało byc miło,przyjemnie miałysmy nadrobić czas codzienny który za szybko płynie.Wiele sobie obiecywałam po tych wolnych dniach dlatego też wiekszy kożuszek miął być w domu a nie na wyjeżdzie.Dziś nie żałuje że nigdzie jej nie wysłałam ale od tego co mi zgotowała jestem wprost pijana.Codzienne niekończące się pytania i to nie typu dlaczego śpiewa skowronek ale na bardzo powazne tematy.Spostrzezenia które nie jednego powaliły by na kolana w pozycji leżącej.Nie z cała pewnością nie byłam gotowa na taką dorosłość mojego dziecka.Po śmierci J.... utwierdziłam się tylko w przekonaniu że dalej mojemu dziecku nalezy się prawda tylko prawda i to na każdy temat .Rozmowy o Asi,o Zuzi o Michasiu .... do tej pory to ja sama sobie zadawałam szereg pytań typu a jak by to było gdyby ,a jakby wyglądali gdyby ,a co by lubili gdyby a do kogo byli by podobni gdyby .... a teraz dołaczył do mnie większy kożuszek .... ja mogłam sobie tylko zadawać pytania bez odpowiedzi ale córa skrzetnie je kończyła dopowiadając że np teraz mały kożuszek ma fajne rzęsy więc jej rodzeństwo tez by je mogło mieć ale np nos to Ona ma ładniejszy więc nosek mogli by miec po niej .....rozmyślania czy byli by praworęczni jak mały kozuszek czy leworęczni jak Ona.....Wspólnie zamówiłyśmy maleńką wiązankę na rocznicę na marzec ale kwiaty wybierała córa.Razem wspominałyśmy i wyobrażałyśmy sobie jak by to było fajnie z naszymi 3 aniołkami pod jednym dachem i razem z moim ogromnym bólem oglądałyśmy zdjęcia z USG o które prosił większy kożuszek....Temat anielskiego rodzeństwa to tez pytania jakie zadają sobie wszystkie aniołkowe mamy DLACZEGO?I to DLACZEGO padło tez wielokrotnie z ust większego kożuszka.. DLACZEGO nie wszystkie dzieci się rodzą, DLACZEGO dosięgła je taka czy inna choroba ?Gdzie są ?Czy jest im dobrze? Przypisywanie domowych skrzydlaczków do Zuzi Michasia i Asi .....To tylko kropla w morzu całości tematu.....jednego tematu.Kolejny to temat śpiączki,ludzi którzy są w niej pogrążeni.I kolejny stos pytań .Mamusiu bo ty spałaś ale czy ty napewno słyszałaś jak wujek czytał Ci listy od Nas?A czy ty czułaś ból?A czy nie tęskniłaś za nami?Mamusiu czy tym ludziom można jakoś pomóc?Mamusiu a czy Oni się kiedyś wybudza?Chociaż mam mózg jak sito to dokładnie pamiętam listy od kożuszków ,pamiętam jak brat czytał mi ulubioną bajkę,pamiętam jak na łóżku obok odeszły dwie osoby .....bólu nie czułam ,tęsknoty świadomej tez nie ale brat mówił że często przy wspominaniu kożuszków pojawiały się na mojej twarzy łzy.Jakoś trzymałam się pod tym ciężarem aż 10 dni.10 dni do środy .....W środę byłam z małym kożuszkiem na terapii u neuro-logopedy .Wróciliśmy dopiero około 17 i od razu zaszliśmy po większego kożuszka do mojego taty.Od progu słyszę jak tato komentuje na bierząco teleexpress padają po kolei słowa :bydlaki, śmierć za śmierć ,zero litości itp.Siadam w fotelu i z przerażeniem widze w telewizorze miejsce obok którego przejeżdźaliśmy z małym kożuszkiem rano.Urywkami dociera do mnie że ten człowiek który leżał na chodniku .wcale nie wpadł pod tramwaj jak mi się wtedy wydawało tylko został zasztyletowany przez bandziora bo zwrócił mu uwagę! ! ! ! Dodatkowo policjant.Zesztywniałam ,ręce mi się roztrzęsły w jednej chwili kolejne wspomnienia do których nawet ostatnio zaczęłam się uśmiechać ożyły jak zaczarowane otwierając tak naprawde wcale nie zagojone rany.........Gdzieś z nie wiem nawet skąd dobiegł mnie znajomy śmiech ,przed oczami staneła twarz Roberta którą ciężko było mi z biegiem lat odtwarzać,miałam wrażenie że słysze dźwięk przychodzącego sms w głowie jak by to było napisane przed chwilą a nie 10 lat temu > pamiętaj choćby nie wiem co się stało jestem na zawsze Twój << godz.01 : 09 .Jak przez mgłę docierały do mnie słowa taty który tez zaczoł wspominać Roberta ..... jak najszybciej chciałam znaleźć się w domu ale nie ryzykowałam iść na piechotę .... zamówiłam taksówkę.Myślałam że to tylko moja sprawa ,że śmierć Roberta to tylko moje wspomnienia bo większy kożuszek miał wtedy nie całe 3 latka Boże jak się strasznie pomyliłam.Ledwo wpełzłam do domu a moja córa przyniosła dużego biało niebieskiego pluszowego misia ... Ja wiedziałam skad i od kogo on jest ale nie myślałam ze moje dziecko TEŻ !!!!Mamuś ja pamiętam od kogo go mam .Od wujka Roberta On tak samo jak ten pan policjant z telewizji ,no ktos go zabił.Myślałam że się nie pozbieram siedziąłam na środku pokoju na dywanie i miałam wrażenie że moje ciało i dusza rozsypało się na milion częsci i wirują one wokół mnie.Nie mogłam złapac powietrza a moja córcia zadawała kolejne pytania ......opowiadała o swoich wyrywkowych wspomnieniach o tym jak Robert nosił ją na barana jak bylismy nad Zegrzem ,bo większy kożuszek twierdził że woda jest strasznie zimna i ona do niej nie wejdzie więc żeby chociaż trochę miec uciechy Robert brał ja na barana i sam zanurzał się w wodzie ...........spytała tez czy mam jeszcze biało niebieską sukienkę ,a jak powiedziałam że tak to poprosiła żeby jej ją przynieść bo Ona pamięta że kiedyś miała ją na sobie jak bylismy na lodach i umorusała ja calusieńką .Ewakuowałam się z domu pod pretekstem wyjścia do sąsiadki musiałam wywyć co swoje otrzeć gębę w śniegu i dopiero wróciłam do domu.Nie mogłam się pozbierać ,wszystko wróciło dosłownie wszystko..... kilka wspólnych tygodni żadnych deklaracji ,same dobre i piękne wspomnienia do dziś odczuwam jakby wraz z Robertem odeszło całe moje szczęście.........czas naszej próby został brutalnie przerwany .......... wczoraj robiłam co mogłam aby unikać pytań kożuszka ,udawać że ich nie słyszę ale jedno wstrząsneło mną dogłebnie .Mamo a dlaczego nigdy nie byliśmy na grobie Roberta?????Bo ja chciałabym zapalić mu lampkę.Jeszcze wczoraj kupiłyśmy znicz i zapaliłyśmy w "naszej " grocie ,a w przyszłości muszę pomyśleć o wycieczce do Poznania .Wspomnienia o Robercie to było coś do czego zaczelam sie ostatnio uśmiechać ,to było cos co po latach bólu zaczeło ogrzewać śmierć niewinnego człowieka rozpaliła wszystko palącym ogniem ............Robert zmarł pchnięty nożem podczas interwencji na której po trzykroć nie powinien się znaleźć .Godzina zgonu jaka została podana w karcie to godzina interwencji spisana w jego notesie 01:38 .....bezpośrednia przyczyna zgonu wykrwawienie z powodu przebicia tetnicy udowej.Robert przeczuwał że stanie się coś złego .............Bydle które odebralo mi moje szczęście dostało tylko kilka lat do odsiadki ponieważ biegli orzekli że działało w stanie ograniczonej poczytalności ! ! ! ! ! Dlatego jestem za karą smierci .ŚMIERĆ ZA ŚMIERC. Moje dzieciątko śpi a ja wprawiona w ruch niczym wahadło bujam się od krainy łez ,do krainy zwątpienia ,od krainy rozpaczy do krainy kompletnego dna.
|
ROBERT + 2001 ANDRZEJ + 2010 "Kiedy odchodzi nagle ktoś bliski i cząstka ciebie umiera z nim... I pustka wokół i nicość wszystkim, struna rozpaczy gdzieś w głębi drży. Serce przebija ci ostry sztylet, rozpruwa oddech powietrza łyk, wspominasz wszystkie minione chwile, w gardło się wdziera żałosny krzyk. W morzu tęsknoty, pytasz – dlaczego? Próżno próbujesz ożywić sny. Szczęście to tylko coś ulotnego - mrok zawsze zdławi słoneczne dni. Choć czas lekarzem, jednak zabija coś, co by mogło wciąż jeszcze trwać. Jak wąż się wokół szyi owija, dusi nadzieję, rozsiewa strach."
|
ROBERT + 2001 ANDRZEJ + 2010 "Kiedy odchodzi nagle ktoś bliski i cząstka ciebie umiera z nim... I pustka wokół i nicość wszystkim, struna rozpaczy gdzieś w głębi drży. Serce przebija ci ostry sztylet, rozpruwa oddech powietrza łyk, wspominasz wszystkie minione chwile, w gardło się wdziera żałosny krzyk. W morzu tęsknoty, pytasz – dlaczego? Próżno próbujesz ożywić sny. Szczęście to tylko coś ulotnego - mrok zawsze zdławi słoneczne dni. Choć czas lekarzem, jednak zabija coś, co by mogło wciąż jeszcze trwać. Jak wąż się wokół szyi owija, dusi nadzieję, rozsiewa strach."
|
ROBERT + 2001 ANDRZEJ + 2010 "Kiedy odchodzi nagle ktoś bliski i cząstka ciebie umiera z nim... I pustka wokół i nicość wszystkim, struna rozpaczy gdzieś w głębi drży. Serce przebija ci ostry sztylet, rozpruwa oddech powietrza łyk, wspominasz wszystkie minione chwile, w gardło się wdziera żałosny krzyk. W morzu tęsknoty, pytasz – dlaczego? Próżno próbujesz ożywić sny. Szczęście to tylko coś ulotnego - mrok zawsze zdławi słoneczne dni. Choć czas lekarzem, jednak zabija coś, co by mogło wciąż jeszcze trwać. Jak wąż się wokół szyi owija, dusi nadzieję, rozsiewa strach."
|
06 lutego 2010 | |
Śmierć nie jest kresem naszego istnienia - żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem oni to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia.
|
02 lutego 2010 | |
Tak mam swoje marzenia.Może nie do spełnienia ,ale muszę wierzyc że jednak kiedyś się ziszczą bo jak przestanę wierzyć w ich realizację to zginę marnie.A wszystko dziś te całe sielskie widoki ukryte pod kopuła głupiego mózgu znów odżyły zadając dodatkowe bolesne ciosy.Takie pierwsze male marzenie to takie że chciałabym miec swoje gospodarstwo agroturystyczne .To takie kilka w jednym spokojna wiejska okolica ,cisza spokój ,swój domek ze swoim kącikiem i kilka pokoików dla gości a gdzieś za miedzą las ,pole z warzywami , jakieś zwierzątka ,dla dzieci to raj a przy okazji swoja działalność .To marzenie lśni jaśniutko już od kilku lat już był taki czas kiedy nie wiele brakowało aby się wziąć za jego realizację.Ale wszystko rozmyło się jak mgła.Drugie to jednak to że i tak czy tu gdzie jestem teraz czy gdziekolwiek indziej za kilka lat będe starać się o założenie rodzinnego domu dziecka .Te dwa marzenia mogły by się pięknię wspólnie skomponować.Tu gdzie jestem teraz nic absolutnie mnie nie trzyma.Niedługo korzuszki zaczną szkolną edukację podstawową i gimnazjalną to idealny moment na przeprowadzkę i rozpoczęcię "nowego życia".Tu gdzie jestem czuję że się duszę że tak jak kiedyś tak i teraz to nie jest miejsce dla mnie.Oglądałam stare siedliska których ceny sa porażająco niskie .Wystarczyło by zacząć cokolwiek po malutku , jakiś kredyt dofinansowanie i jestem pewna że marzenia nabrałyby realnych kształtów.Ale dziś padły gorzkie słowa ....... bo przecież On ma swój plan na życie ,swoją wizję ,swoje drogi i swój biznes ( na którym porządnie umoczy dupy).A wszystko co złe zwala się na mnie bo przeciez zabezpieczenie potrzebne a On tyle nie ma bo przecież sam pracuje sam utrzymuje ......... wszystko sam .W takich tematach nie podejmuje dyskusji .... szkoda zdrowia i nerw .Bo przecież ja tez pracowałam i tez utrzymywałam dom chwilami zarabiając dużo więcej od Niego!.Moje zdrowie ,zdrowie dzieci tez się nie liczy i te tysiące wpakowane w prywatne rehabilitacje i leczenie to przeciez gówno wielkie ..... A ja się pytam gdzie on ma te 3/4 pensji które mu zostaje po oddaniu mi jałmużny? !Wszystko idzie coraz lepiej ,ale nawet jak dojdę do siebie maksymalnie jak się da to i tak zostaną pewne ubytki i deficyty co do których lekarze są zgodni że normalna praca " mi nie grozi".To mam na razie głeboko w nosie jest milion innych prac ktore można chociaż próbować wykonywać.Ale realizacja marzeń pozwoliła by mi na pewną niezalezność ,podjęcie pracy a kontakt z ludźmi dodaje skrzydeł....ale tak jak już pisałam stoję w miejscu ale od tego stania kręci mi się w głowie niczego nie jestem pewna ,wszystkiego się boję nawet jak ciut sie podniosę to On i tak mnie przytopi....A te miesiące są koszmarne jedna rocznica za drugą ,dziś wspomnienie za kilka dni dni kolejne za moment będę palić lampki u dzieci ..... wróci wszystko spotkania,rozmowy oczy ,słowa czyjś zapach dotyk,tęsknota ..... kur......... mać.... za ciężko tak nie da się życ.Przez iks czasu można żyć w celibacie uczuć,słownych,duchowych ,cielesnych ale w końcu przychodzi taki dzień kiedy wszystko wylewa się jak woda przez sito i drze ten celibat morde niewyobrażalnie mocno że chce się przytulić ,że chce miłego słowa na dobranoc,że rozmowy,że chce ach w cholere nie wiem już czego chce bo mam wrażenie że wszystkiego potrzebuje i mam kompletną awitaminozę niczym dzieci z sieroca choroba i jeszcze tylko patrzec jak zacznę się bujać na boki ......Wiele rzeczy mogę sobie tłumaczyć ale nie da się tak w nieskończoność.....oszukiwać siebie.Czuje się tak samo jak te parszywe dwa lata temu .... głodna uczuć ,słów akceptacji, zrozumienia .Wtedy wszystko potoczyło się źle nie tak ,za szybko zostały przekroczone pewne granice do których nie wolno było się zbliżac.Tylko co z tego jak dziś za dobre słowo za miły gest wylizałabym darczyńcy buty.Boli jątrzy się ten bol saczy bo nigdy tamtego człowieka nie oszukałam ,nigdy nikomu nie powiedziałam na niego nic zlego.Akurat przed nim otworzyłam się najszerzej jak można byłam szczera a on uwierzył jakiejś wstrętnej babie która sprytnie umie manipulować ludźmi i ustawiac ich na swoje potrzeby.Skoro jak pisał do tamtej baby najpierw że mnie nie zna i nic o mnie nie wie to dlaczego w którejś wiadomości użył słów przeczących temu co wcześniej napisał? !.Boże jak ja chciałabym zapomnieć ,jak bardzo pragne wyrzucić jego obraz spod powiek razem ze skurczem żoładka na jego wspomnienie! ! ! Te wspomnienia potrafią zabijać i mnie i moje marzenia.A są jeszcze dodatkowe kopy ale nie do opisania na tym blogu.........
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz