marzec 2010

21 marca 2010



 w chorobie więcej się czuje niż przy zdrowiu. Zdrowie zamula, a w chorobie może taka jasność przyjść, że widzisz, czego w zdrowiu nigdy nie zobaczysz.

  

wrócę tutaj ale jak będę mieć konkrety.....musze wiedzieć na milion procent z czym walcze....musze odnaleźć się w nowej sytuacji....teraz pisanie nie ma sensu bo całe moje życie toczy się między kolejnymi gabinetami lekarskimi....a czare goryczy i kielich rozczarowania przygotowane przez los musze wypić sama....


4 - coraz więcej iskierek płonie 

17 marca 2010

wszystko się pindrzy i wali na łeb.dobrze choć tyle że dopiero teraz a nie np.na początku roku bo w tamtym czasie napewno bym sobie nie poradziła a dziś musze dać rade i nie psioczyć chociaż nie ukrywam że jest mi smutno i przykro z powodu zaistniałej sytuacji.u większego kożuszka "obudziła" się astma.dusi się non stop, w domu pół apteki leków i czekamy na inhalator w szkole jeszcze gorzej dlatego wcale do niej nie chodzi.po za tym piekielnie się boje zaostrzenia epilepsji bo wiadome że atak astmy powoduje niedotlenienie co z kolei jest czynnikiem wywołującym atak epi.z petit mal które mamy obecnie radze sobie i ja i nauczyciele całkiem nieźle ale nie wyobrażam sobie jakby "obudziły" się grand male.....to by była katastrofa na miare Titanica.....u mnie też nie zagościła grypa jak początkowo myślałam i liczyłam na jej rychłe wykichanie.mam w sobie bakterie Bóg jeden wie skąd która przy "odpowiednich"warunkach ożywa i zaczyna mnie pożerać.Już dwa razy mnie nadgryzała korzystając z obniżonej odporności ,za każdym razem leczenie trwało około roku.ten ból barku to właśnie objaw jeden z kilkunastu świadczący że bestia zadomowiła się tym razem w kości barkowej.dzisiaj odebrałam wyniki -marnica do przeżycia -OB =243.od wczoraj kuli mnie już na wszystko,posiew krwi 3 razy, OB brali i wczoraj i dziś mam jeszcze zrobić scyntygrafie kości .doktorek wpakował mi dzisiaj antybiotyk uniwersalny o szerokim spectrum działania o takiej sile skuteczności że po 2 godzinach od zażycia zsypało mnie od góry do dołu wielkimi rozlanymi plamami !normalnie pożal się Boże.mam zobowiązania nie chce ich zawalić,terapia małego kożuszka nawet nie mam co dyskutować mus i koniec,wizyty w PLB  pozwalają mi na większą samodzielność ograniczając uporczywe dolegliwości ale na nie moge jeździć zaliczając dzień wcześniej sesje u terapeuty bo wtedy mózg oczyszczony i ciało luźne nie spięte( tak jak to określił lekarz jak pustak ) więc i masaż czy akupunktura inaczej się przyjmuje.to wszystko jest jak łańcuch ,jak przerwe jedno ogniwo posypie się wszystko.od kilkunastu sesji świadomie żegnam się z Robertem .początki przypominały kąpiel w morzu bólu i bezsilności nie wierzyłam że dam rade ,przepełniała mnie wściekłość na terapeute za to jak brutalne metody dla mnie wybrał.....ale pomimo wszystko lazłam w to wszystko.....teraz brak mi jednego do ostatecznego pożegnania ale mam nadzieje że i to się nie długo spełni-zapale lampkę na grobie Roberta.przeszłam po rozżarzonych węglach,przetrawiłam gniazdo żmij i wiem że nie mogłam się pogodzić z odejściem R... bo ktoś kto był przy mnie w chwili obecnej nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa,które dzięki umiejętnemu wybaczeniu dałam sobie sama.Smutek mi w oczy zagląda jak pomyśle do czego doszło z powodu odrzucenia,sponiewierania mnie , mojej kobiecości i godności......to co wydarzyło się między mną a A...... chciałabym móc cofnąć czas tak aby do niczego między nami nie doszło.bo z perspektywy czasu mam na to tylko jedno określenie -świństwo-zdrada.i wiem jak A..  się czuje bo ja zostałam potraktowana dokładnie tak jak on sobie ubzdurał ze ja go skrzywdziłam z tą różnicą że mnie oszukano naprawdę i to bardzo dotkliwie a On kłamstwo wymyślił sam i co gorsze że w nie uwierzył.dałabym wiele aby móc z nim porozmawiać chociaż na chwilkę....moje maleńkie marzenie żebyśmy dali sobie jeszcze jedną szanse......
czasem jest tak że ślady przeszłości w postaci rożnorodnych świstków ,listów,zdjęć itp przechowujemy niemal jak relikwie.....te świstki nie jednokrotnie chowane pospiesznie przed dziećmi lądują w podręcznej teczce,w szufladzie na samym wierzchu,albo obrastają kurzem między książkami......i  w ten sposób całkiem przypadkowo wpadają w nasze ręce budząc bolesne demony przeszłości.w ostatnim czasie zrobiłam generalny remont i odciełam się od przeszłości pozbywając się wielu wiekowych pamiątek.


  

AGUŚ

dla Mateuszka najjaśniejsze światełko,i oby Ci się wszystko ułożyło tylko nie zapominaj że masz swój rozum i wolną wolę.A co do życzliwej koleżanki to los bardzo szybko umie się odwrócić,

   

ICZKO
to dla Ciebie i Twojej połówki;

Bądź moim natchnieniem,
że świat zmienię, przeświadczeniem.
Pięknem bądź, bo skąd mam je wziąć?
Zły czas unieważnij,
daj blask mojej wyobraźni,
myślom mym bądź jak czuły rym...

  


MARLENKO

czasem trzeba odejść by móc znów powrócić.
czasem trzeba "wszystko wyrzucić by dać miejsce nowemu.

  

EWUNIU

tobie szczególnie całym sercem dziękuje za obecność za te niezwykłą moc Twoich komentarzy.... DZIĘKUJĘ...I nie zmieniaj się jeśli masz nature domownika to niech tak będzie a czas na wiare w siebie i swoje możliwości nadejdzie w odpowiednim momencie.
p.s.odpisze na meila ,ale musze mieć troszke więcej czasu tak aby treść miała sens i logizm.

   

LIDZIU

poprostu nie ma Cię.... a ja bardzo się martwie.

  


cała reszto blogowej rodziny ,Wy to ludzie a blogi to tylko cząsteczka Was po zamknięciu laptopa ,wtedy kiedy rzędy literek zostają niezmienione w swojej pozycji ,kiedy blogowiska znikają w maleńkiej skrzyneczce Wy pozostajecie ze mną w moim sercu ,jesteście obecni w moich myślach,czy słońce czy deszcz,dobrze czy źle jesteście ze mną.........jesteście jak otaczające powietrze nie widać go a jednak czuć wyraźnie.


  


9 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

11 marca 2010

pierwszy HIT dzisiejszego dnia jest taki że mama na godzinę przed zabiegiem nawiała ze szpitala  sceptyczny . zadzwoniłam do niej żeby choć słowo z nią zamienić w odpowiedzi usłyszałam kilka przekleństw i połączenie zostało przez mame przerwane.dla życzliwego co mi "życzliwego " meila podesłał dodam że właśnie ze względu na takie sytuacje moja "opieka"nad mamą może być sprawowana tylko przez osoby trzecie i tylko na odległość.koniec pierwszego Hitu.
drugi HIT  to coś mnie łamie  depresja  tylko szkoda że od razu tak dokładnie.potworniaście bolą mnie stawy  buuu  barkowe,kolanowe i biodrowe.łazić nie mogę,rąk do góry nie podniose ,golfu nie mogę założyć bo od razu coś mnie dusi  groza .a tak wygląda moje wczorajsze "podgardle" które i tak jest mniejsze niż kilka dni temu. no i wiecznie chce mi się spać  ale aż do przesady.

 

nie nadążam z nauką swojego organizmu  wrr .wiem że jest inny bo to już oswoiłam,wiem że jak nie mam sił to mam leżeć plackiem i ani próbować ruszyć palcem w kapciu.bo "normalny"zdrowy człowiek chwile niemocy zregeneruje w ciągu kilku godzin a ja będę dochodzić do siebie tygodniami,zawalając ważne sprawy.no i na słowie "wiem " co dobre się kończy bo następna w kolejce powinna być akceptacja .a jak tu akceptować tyle ograniczeń jak mam milion rzeczy do zrobienia  brawo .

trzeci HIT lekko przeterminowany bo wczorajszy to nowe powiedzenie większego kożuszka .

>pesymistyczny optymizm <

no coments  żaba  


  

ale nie myślcie że tylko stękam i nasłuchuje co mi w uchu chrupie   luzak .nie nie tak dobrze nie ma .korzystając z chwilki luzu biegam po internecie i oglądam różne rzeczy potrzebne do domu ,meble,obrazy ,dywany,zawieszki na kubki , zastawy,i takie tam i powoli klepie w całościowy projekt pokoju dla kożuszków.no bo czas podziałkować wspólny pokój i dać im odrobine prywatności.a przy okazji nowy regał x 2 trzeba kupić ,oglądałam takie razem z biurkami no bo biurka też muszą być x2  hehehe bo to one będą dzielić pokój.a zestaw regał +biurko = jakieś 300 zł mniej niż  zakup oddzielny a jak wliczyć to podwójnie to niezła kasa zostaje  hehe .jak jest plan to  i realizacja łatwiejsza.
pozdrawiam Was słoneczkowo  całus .

aaaaaaaaaaaa bym zapomniała zmieniam kolor irokeza tym razem z czerni na gołebi (siwy)....bo mam dość tego naturalnego balejażu.




11 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

10 marca 2010

2010 rok musiał podtrzymać tradycje lat ubiegłych i sprawić mi w dniu 8 marca niezłą kinder niespodziankę.w poniedziałek wieczorem zadzwonił chrzestny pytając czy wiem co się dzieje z mamą.widziałam ją dzień wcześniej bo byliśmy u brata i jakoś nic szczególnego nie rzuciło mi się w oczy.a o szczegóły z jej życia to ja się nie dopytuje bo niby topór wojenny własnoręcznie zakopałam ale od osoby ziejącej ogniem niczym smok wole trzymać się na dystans dla własnego bezpieczeństwa.wujek się kręcił nie zbyt chętny do ujawniania szczegółów ,kazał mi jechać i osobiście ją dopytać.to akurat nie wchodziło w gre z braku czasu i możliwości.sprawa rozwiązała się wczoraj.mama na chwile przyjechała do domu i oznajmiła że jutro czyli dziś w środe idzie do szpitala na operacje.no to jak tyle powiedziała to ja dalej pytam z jakiego to powodu. okazało się że mama ma w brzuchu guza wielkości głowy noworodka który rośnie w zastraszającym tempie 11cm przez dwa tygodnie.tak więc idą kolejne kłopoty.do szpitala biegać nie będe bo to nie na  moje zdrowie ale znam lekarzy z oddziału więc informacje mam na bieżąco.po za tym oby to było coś zwykłego co utną i wyrzucą a nie jakaś inna paskuda bo wtedy będzie jeszcze gorzej......


  
4 - coraz więcej iskierek płonie 

08 marca 2010

08 marzec 2008 -  (*) (*)



  


Nasza przeszłość 
nadaje kształt 
naszej przyszłości.





  

6 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

05 marca 2010

piątek czyli mówiąc krótko " koniec tygodnia" teraz weekend.mam wrażenie że poniedziałek zakłada siedmiomilowe buty i pomijając inne dni od razu wpada na kawe do piątku  Aaa .taaaak na 5 dni właśnie dziś przypadł dzień kiedy nie na wariackich papierach jem śniadanko   hehe .na pół zmrożone  rumieniec bo mi się czekać nie chciało aż pierożki same w garnku  na wierzch wypłyną. w tygodniu obijam się o piekarnie,cukiernie małe warzywniaki i podjadam w autobusie bo idąc chodnikiem jest zbyt niebezpiecznie  hehehe .no niebezpiecznie bo taka pogoda jak dzisiaj i to ta nad głową jak i te warunki pod nogami to luksus w złotku,ale jak się chodziło jak mrówka mikroskopijnie odśnieżoną ścieżką to tak  jak kilkanaście dni temu kiedy przez pewną szlachciankę w
futrze wylądowałam tyłkiem w zaspie śniegu to wcale nie było miło.chodzą takie kapelusznice co to im się pierwszeństwo należy nawet jak już się człowiek na ścieżce pierwszy znalazł i w d..... mają to że ja mam trzecią noge do pomocy więc obok mnie też się nie przecisną  czacha po trupach i przed siebie.są też mamusie wózkowe ale takie świeżutkie co to uważają się za pępek świata i chodniki mają na wyłączność  wrr .więc wracając do szybkiego jedzenia w wyżej wymienionych warunkach jest ono wysoce niebezpieczne  sceptyczny .a moje kożuszki to istna wymienna symbioza jak się mały "ustatkował" to większy "poszedł w tango".dlatego zmiany ,zmiany ścisła współpraca ze szkołą ,nauczycielami ,psychologiem,pedagogiem.jakoś trzeba przetrwać ten nastoletni wiek a najważniejsze to nie stracić kontaktu z dzieckiem nawet w najgorszych sytuacjach.po za tym jeszcze nie jestem pewna ale większemu kożuszkowi zdarzają się bardzo dziwne sytuacje które wyglądają jak atak epi ale bez utraty przytomności tylko z wyłączeniem.ale to można stwierdzić np.badaniem EEG które nie długo będziemy robić.a ja oby do poniedziałku do tego paskudnego 8 dnia marca.ten dzień już od 2006 roku  wykuwa nowe blizny na sercu......będzie ciężko ból wróci ,wydarzenia poprzedzające to co się stało już dziś ożyły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ale dam rade....... wiem o tym.zaraz po 8 będzie 11 i 2007 rok i tutaj już uczę się tego co się wydarzyło więc może uda mi się to przejść z biletem ulgowym,następnie 15 i 19 ........ kiedy iskierka zgasła a następnie pochłoneła ją czarna mogiła.......i tu dopiero będzie rewolucja........ boje się tego co ma nastąpić ale też i cieszę i oczekuje wyjazdu z niecierpliwością.

  
3 - coraz więcej iskierek płonie 

02 marca 2010

gdyby ktoś zechciał napisać książke z dwóch ostatnich dni mojego życia z całą pewnością byłby to horror.obóz przetrwania,survival ....przeżyłam ten koszmar na hektolitrach coli i wiśniach w likierze.kolejny raz w życiu cholernie dotkliwie odczułam że całe ludzkie życie jest zaplanowane odgórnie w najdrobniejszych szczegółach.gdyby nie intensywna terapia psychologiczna [ brrrrrrr ] nie poradziłabym sobie...... i te niedawne warsztaty w których uczestniczył pan.m...gdyby nie wiedza na nich zdobyta to Bóg jeden wie co jeszcze by się wydarzyło.w słuchawkach cichuteńko płyną piosenki arasha dom spowity ciszą i snem a ja dziękując Bogu za ocalenie nas wszystkich i wepchnięcie na właściwy tor wcale nie chce zasypiać jest mi dobrze ,chce jeszcze rozkoszować się chwilą..........i błysneła maleńka iskierka jednego  życzenia......żeby kolejne i następne dni były takie jak ten dzisiejszy dzień.




  



16 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

Brak komentarzy: