Listopad 2009

29 listopada 2009

Włos mi się na głowie zjerzył i ciężko mi się pozbierać.To co się przydarzyło poprostu mnie przeraża do szpiku kości.....
Otóż przy śniadaniu zauważyłam u małego kożuszka mocno zaczerwienione paluszki,po bliższym przyjrzeniu zobaczyłam coś strasznego........... mały kożuszek ma oparzone a raczej przysmażone trzy paluszki  ! ! ! ! ! !Stwierdził że dotknoł się do kominka ,ale on nie czuje bólu ! ! ! !Jego to wcale nie boli gdybym nie zauważyła paluszków to chodziłby tak jeszcze długo a ja nic bym nie wiedziała! ! ! ! !Obmywanie wodą utlenioną ,dotykanie smarowanie pantenolem a on nic ,banan na gębię ! ! ! ! ! Już kiedyś zauważyłam coś podobnego u niego.Przyciął palce drzwiami optrzepał rączkę i nic ,a palce aż zsiniały ale wtedy jeszcze mnie to nie przeraziło.Boże co się dzieje ,co mnie jeszcze kopnie..... boje się o niego strasznie to nie jest normalne.... ale do kogo z tym iść??Co robić ??Mamy jechać do psycholog ale ja się boje tej wizyty aż dostaje telepu ,boje się co psycholog jeszcze " wymyśli" ,co doda .... już mi wystarczy że przedszkolna psycholog powiedziała że malec ma objawy sugerujące autyzm ........... Boże miłosierny odwróć to wszystko ode mnie co ja takiego zrobiłam że aż moje dziecko za to płaci........Jutrzejszy dzień zapowiada się uroczo .Mam wizyte u lekarza ( obowiązkową ) a nie mam z kim zostawić małego kożuszka,przydało by się go zostawić w domku bo też się zrobił pociągający ale znów szkoda mi tego dnia bo w przedszkolu będzie mikołaj i zabawa z wróżkami.Jak go zostawię ,ominie go coś pięknego czego jeszcze nie doświadczył na taką skalę ,jęsli ja nie pójdę na wizytę nie będę wiedzieć co się dzieje znów coś przegapię coś przeoczę i złapią mnie jakieś powikłania a do tych mi  bliżej jak dalej.Więc tak myślę że jutro malec pomaszeruje do przedszkola ja do lekarza a we wtorek do wyra oboje ..........

  

Skarbeńki moje anielskie tak strasznie za wami tęsknię ,tak strasznie mi was brak,wraz z ciszą waszego odejścia umierały moje marzenia .....ten krzyk tak niemy ale naocznie rozrywający ludzkie ciało i duszę .... czy kiedyś moje łzy przestana palić ,przestaną płynąć,moje serduńka najkochańsze..........

  

Boli wbrew mojej woli
 bólu nikt nie ukoi
może  z czasem się zagoi... 
9 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

28 listopada 2009

 
Czy wszystko pozostanie tak samo, kiedy mnie już nie będzie?
Czy książki odwykną od dotyku moich rąk,
czy suknie zapomną o zapachu mojego ciała?
A ludzie?
Przez chwilę będą mówić o mnie,
będą dziwić się mojej śmierci - zapomną.
Nie łudźmy się, przyjacielu,
ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała.
Nasz ból,
nasza miłość,
wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce.
Na ziemi nie ma pustych miejsc. 
chyba Poświatowska
   
P.S.
znów mnie łamie , katar do kolan albo jeszcze dalej   
co do pana M.... to wczoraj na gorąco był dzień podlizywania,grania dobrego,czułęgo,wspaniałego ach cód miód i orzeszki aż do obrzygania, a dziś jest dzień poniżania,grożenia ,wyśmiewania....  
miłego weekendu dla gallów anonimów blogowych     ( ja nie gryze milej by było jak by się chociaz połowa ujawniła        ) odwagi ludziska odwagi 
i dla tych blogowiczów odwazniejszych dużo słoneczka i miłości w serduszku moc na te wolne dzionki no i nadziei pełne garście 
  
3 - coraz więcej iskierek płonie 

27 listopada 2009

blog lekarstwem na (prawie) wszystkie bolączki.Jest 5 rano ,pierwsza od dawien dawna noc miała być w spokoju i odpoczynku przespana w całości w domu.I oczywiście odgórna weryfikacja że co zaplanowane to powywalane.Tak teraz siedzę i wsłuchuje się w siebie staram się określić emocje i uczucia jakie mi teraz towarzyszą.....ciężko cokolwiek wyłapać coś nowego wszystko po staremu.No oprócz tego że (jeszcze) nie płaczę..........bo na pewno będę wyć jak zostanę sama .Przeważnie tzn w 99% jak się kogoś  spytać czemu mnie nie lubi czy wręcz nienawidzi odpowiedź jest prosta jak drut i jasna jak słońce.Nienawidzę cię za to ze: sobie radzisz,że żyjesz,że oddychasz,że pomimo  złych wiatrów i klejowatych stóp brniesz do przodu  ot takie coś .Podobno najbardziej kochają nas Ci którzy najmocniej nas nie nawidzą a to ciekawe.Mnie się właśnie nienawidzi za to że nie siedzę gdzieś pod płotem i deszcz mnie nie obmywa,że nie siedzę jak rumuńska żebraczka z dzieckiem pod pachą na głównej ulicy miasta i nie wyciągam łap po datek.A do czego zmierzam aaaaaaaaa to będzie na koniec ale rzecz rozchodzi się o pana M...Jak wiecie nigdy nie było między nami dobrze ,po za kilkoma chwilami nieźle wyreżyserowanymi na potrzeby pana M... tak aby wypadł w jak najlepszym świetle.Ostatnie tygodnie koszmar ,sceny chwilami jak z horroru z coraz większym przerażeniem i niepewnością patrzyłam na tego człowieka.Tak patrzyłam ,wnioskowałam,kolejne spostrzeżenia i obawy ulegały weryfikacji na plus lub na minus czyli zbyt dużo sobie wyobrażałam.No ale działałam trochę jak CBŚ metodą >> najpierw cie oswoję a potem cię wykończę i zniszcze twoje życie<< chociaż aż tak brutalna nie jestem ale jednak wszystko skrzętnie sobie kodowałam tak aby nie zostać z ręka w nocniku.Może jestem inna ,może przedpotopowa,ale ja naprawdę wole jeść suchy chleb i popijać wodą niż uczestniczyć w jakiekolwiek awanturze ,albo co gorsze na jawnym oficjalnym mszczeniu się.a wczoraj było piekło o głupią poduszkę że niby ja mu zabrałam .... z braku sił do szukania zaginionej poduszki oddałam mu swoją .Tylko pech chciał że jak mu kładłam poduszkę koło łba to on już spał i nie wiedział o tym .A ta między czasie spadła na podłogę   powodując tym samym wybuch wściekłości pana M... o godzinie 1:20( bo przecież dalej biedaczysko nie ma podusi a rozejrzeć się dokołą to cholka wolka ciężko).Pierwszy kop zaliczony ,ciężko było zasnąć bo trzeba się było przestawić na inne godziny a jak już się udało to trep musiął obudzić i się wyżyć.Znów nie mogłam zasnąć ,a mój żal rósł wraz z coraz głośniejszym chrapaniem pana M...W końcu Morfeusz ulitował się na demną .Aż tu raptem o godzinie 3:30 budzi mnie walenie i duże światło zapalone w pokoju .....w pierwszej chwili myślałam ze pan M... lunatykuje bo przewalał zabawki synia z wielkim hurgotem ,czego przecież normalny człowiek świadomy tego że w domu spią domownicy by nie robił.Ale gdzież tam on nie spał tylko w zabawkach szukał swoich kluczy ,więc ja mu na to ze klucze są tam gdzie zwykle czyli na kuchennym stole no i w tym momencie dowiedziałam się że jestem głupia,idiotka że po co się wtrącam jak nie wiem ....zaczoł się budzić mały kożuszek ,więc ja standardowo uszy po sobie poszłam do kuchni i spod gazety wyjełam klucze.Wściekła byłam jak nie wiem co ,byłam pewna że to wszystko jest robione na złość celowo.....powiedziałam mu ze jest powalony kompletnie i jak mnie nie szanuje to niech chociaż uszanuje dzieci i to że akurat śpią.I w tym momencie poleciął na mnie cały stek wyzwisk,obelg,przekleństw.....zabolało bo nic z rzeczy które mi zarzucił czy wytknął nie pokrywało się z prawdą.....słowa niczym lodowe igły przeszyły mnie na wylot ........ i jeszcze muszę wrócić do wczorajszego wieczora i kilku tygodni wstecz.Już pisałam tutaj ze pan M... wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują ze kogoś ma na boku....,te ciche telefony albo wogóle nie odbieranie połączeń ,sprawdzanie mnie  wyśmiewanie się z tematu zdrady potęgowały aurę tajemniczości...Przez te ostatnie dwa tygodnie byłam w domu raczej tylko ciałem a nie duchem i myślami więc  sytuacja trochę się rozluźniła,aż do wczorajszego wieczora.Telefon bębnił co chwilę pan M... albo nie odbierał albo jak rozmawiał to wychodził na korytarz ( ! ! ! ).Jeden zamek w drzwiach jest taki ze można go otworzyć tylko z klucza więc ja go zamknełam i czekałam co trep zrobi jak zacznie gadkę i zechce wyjść .Zadzwonił telef. pan M... powiedział żeby rozmówca chwile poczekał i skierował się do drzwi.W tym momencie wparadowałam do kuchni ... słyszałam jego .... rozmówczynię ...on zmieniał kolory jak kameleon mocując się z drzwiami rozmowa mu się nie kleiła więc ją skończył migiem ale zdążył się z lalą ( jakąś ) umówić na dziś.Po tej rozmowie stwierdził ze ma jutro czyli dziś sporo pracy,że musi coś załatwić,i ogólnie się ogolił wyperfumował i nawet wyjoł najlepszą koszulę i odprasował ! ! ! ! !Dlatego też dzisiaj składam wniosek o wszczęcie zawieszonej sprawy rozwodowej.Decyzja zapadła nie ma odwrotu.... boje się bo występując przeciw panu M.... wypowiadam mu słownie wojnę ,będzie się mścił jeszcze bardziej,będzie się miotał jak ryba  pozbawiona wody,będzie poniżał,i niszczył człowieka ale jestem gotowa na tę bitwę.Wiem że będę musiała miec oczy nawet w tyłku bo jego maślane oczy i banan na gębie będą tylko przykrywką.....nie będę mogła z nim nigdzie jechać bo wiem że jest zdolny w obliczu takich okoliczności do całkowitego wciśnięcia gazu do oporu a następnie do puszczenia hamulca,będę też musiała uważać na dzieci.....mam już dosyć ,dlaczego nie możemy się rozstać jak wiele współczesnych par w zgodzie i szacunku ,dlaczego nie możemy jak wiele małżeństw po rozstaniu podzielić się obowiązkami wobec dzieci???Boże dodaj mi sił ........

  
9 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

26 listopada 2009

 

ZDERZENIE Z RZECZYWISTOŚCIĄ

1- BRUTALNE -straszne-podejrzliwe-obserwujące-pilnujące-nasłuchujące
 luzak 
kwicząca (czyt.świńska) grypa

Wszyscy o tym trąbią.Media,prasa,ludzie bardziej i mniej wykształceni, społeczność wiejska i miejska.Gdzie  by się nie obejrzeć wszędzie wieje zgrozą.W mediach i prasie aby nadać dosadność problemu nie używa się słowa zmarł - zmarła , odszedł -odeszła tylko pogrubioną dużą czcionką wali się tytuł ZABIŁA ( oczywiście kwicząca )! ! !I już społeczeństwo robi w gatki ( wcale sie nie dziwie).I zaczyna się hajda jazda po minister zdrowia ,po politykach,po kazdym kto wyżej kto na bardziej miękkim fotelu że nie kupili nam szczepionek ..... Ale tego że szczepionka nie działa od razu po podaniu ,że jak się okazuje uczula bardziej niż pyłki na wiosnę już się do umysłu nie dopuszcza.A przecież szczepienia na grypę ( jak kto nie uczulony) można ponawiać co rok .Ja codziennie wychodząc z tej mysiej śmierdzącej nory ( czyt.oddziału) zastanawiam się czy już coś załapałam czy jeszcze nie,czy zarazę swoje kożuszki czy tez nie.Na oddziałach całkowity zakaz odwiedzin stacja dializ jest w zasadzie otwarta ale od drzwi wita pacjentów wielki afisz jak dezynfekować ręce ,że obuwie zamienne obowiązkowe .Jak już człowieku zczytasz to wszystko i dostaniesz się za magiczne drzwi od razu pielęgniarka wręcza ci maseczkę ....  kosmos ,księżyc,woda ?????I oczywiście pyta :oddział czy stacja ( wszystko za jednymi drzwiami w ciągu jednego  korytarza) bo jak oddział to od razu nawrotka.I tak będąc między ludźmi nasłuchuje się kto kałsnął i jak czy kaszel suchy czy mokry  sceptyczny .I tak nie widzisz jej ( grypy ) ale czasem jakby coś kwiczało za uchem  myśli .W naszym miasteczku ponoc spokojnie nikt jeszcze kwiczącej nie załapał.Ale oficjalnie to ciężko się cokolwiek dowiedzieć ponieważ wczoraj znajomy grabarz powiedział ze w sobotę był pogrzeb 40 letniego mężczyzny który zapakowany był w worek bo własnie zmarł na świńską grypę Aaa .A mnie się jedna myśl nasuwa .Ile osob dziennie ,codziennie ginie w wypadkach samochodowych ????

   

2 - SZACUNEK -zły tok myślenia,
 luzak  
chorują nie tylko ludzie powyżej 50 +


Jakos tak do tej pory myślałam ze dializa dotyczy osób w wieku 50+.Bo przecież młodsi nie chorują aż tak aby się dializowac.50 latki coś już przechorowały i moze ich nerki nie pracują prawidłowo.A tu zderzenie cząsteczek atomu aż oczy wyłażą na wierzch większość dializowanych to ludzie do 45 roku życia .Najwięcej osób jest w wieku 19 -33 lata  Aaa  i to dializowanych już od kilku lat.Zdarzają się i 60 latkowie ale to rzadko.Czy nasze życie aż tak poszło do przodu że ludzkie organizmy nie wytrzymują ani zmodyfikowanej żywności,ani ulepszaczy,ani barwników ani konserwantów?????Renata która przyjeżdża co drugą noc dializuje się już 4 lata  od dwóch czeka na przeszczep. Jej kłopoty z nerkami zaczęły się po urodzeniu synka i postępowały bardzo szybko.Zadziwia mnie postawa tych ludzi tak twardych ,nie poddających się ogromnemu bólowi.Po jakimś czasie robią się zrosty i to zarówno u tych na hemodializie ( zrosty w żyłach) jak i tych z CADO ( w jamie brzusznej).Przyznam się że jak patrzę na tych dializowanych hemodializą to łapie nawet nie lekkie przerażenie. przetoka na żyłach / tętnicy na przedramieniu (  groza ) to i tak widok względny ale patrzenie na kogos kto ma wbite igły w przetokę w tętnicy szyjnej to czasem ponad moje siły ( ble ).Mnie wystarczy moja rureczka w brzuchu  uśmieszek .I jest jeszcze coś w rodzaju hierarchii .Otóż w ciagu dnia na dializie można spotkac tzw.niedobitki,bezrobotnych ( raczej z wyboru ) ,tych co to sporo wypić lubią i na pewno nie wodę ( no chyba że destylowaną ).Dzień to czas dla niedomytych ,nie dopachnionych z żałobą pod paznokciami ( zdarzają się też odszczepieńcy czyści,pachnący normalni ale to dzienne wyjątki).Za to noc to czas dla matek,dla ojców,dla pracowników banków,dla dyrektorów sporych firm dla ludzi którzy w dzień starają się prowadzić normalne życie.

   

COS Z INNEJ BECZKI

mały kożuszek wczoraj powiedział normalnie imię swojej siostry czyli większego kożuszka   ... raaaaaaaaaaaaaaaaadocha na całego .No i na wszystko ostatnio mówi NIE .chcesz jeść?Nie ! po czym nie je a wcina .... chcesz pić? Nie! po czym żłopie jak smok....nO i ma nowe hobby ( ku utrapieniu mamusi  sceptyk ) g-w-i-z-d-e-k.Gwiżdże non stop i uzywa do tego całej zawartości płuc ,dziwie się że sam nie ma tego dość.Gwizdek jest tak ważny że mały kożuszek nawet ............ z nim śpi   .Większy kożuszek chyba zaczyna załapywać o co biega w szkole tak aby mieć stopień ale się zbytnio nie natrudzić.Otóż ostatnimi czasy codziennie ściąga do domu po piątce .Zbytnio kumata nie byłam żeby wchodzić w szczegóły za co te piątki ale dzisiaj konkretnie sprawdziłam w dzienniku elektronicznym i o zgrozo najpierw się uśmiałam a potem przeraziłam.Historia piątka za aktywność na lekcji (czyli czytanie niby z pamięci a naprawde z zeszytu), matematyka to samo, polski za czytanie,przyroda za współprowadzenie lekcji z panią  Aaa .....A ja chyba zaczynam dochodzić do siebie ,na razie wiszę za noge łepetyną w dół ale jak wyniki będą w miarę dobre to dostane antybiotyk do domu i na dializę nie będę musiała jeździć codziennie .No i czekamy na wynik biopsji ,bo prawa nerka ledwo żyje ale lekarz powiedział że organizm ludzki jest tak cudownie zbudowany że w razie nie podjęcia pracy przez jedną nerkę druga jest w stanie przejąć jej funkcje brawo .Wczoraj zrobiłam się głodna zaopatrzyłam się przy pomocy kolegi w bułkę z budyniem ,w czekolade z całymi orzechami,i iiiiiiiiiii ćwikłę.Nic z tych rzeczy nie zjadłam ale wszystko posmakowałam wczoraj było dobre i myślałam ze smak powrócił na stałe ,dlatego dziś na dialize zabrałam termos z herbatą i git herbata ble bułka też więc smak znów se poszedł ale szukam go i wołam i mam ochote na jakiś dobry obiad i chyba sobie coś zamówie  całus bo w zasadzie ja jestem najbardziej "poszkodowana" ,mały kożuszek je obiad w przedszkolu ,większy w szkole ,pan M.... w pracy a ja zostaje na lodzie .........bo ani sił ani ochoty na gotowanie.Wczoraj miałam wyznaczoną wizyte u psychiatry ,odwołana i przełożona na sobotę a lek We....n  który miałam brać będzie trzeba zmienić ze względu na nerki.A i muszę się pochwalić .Swojego czasu nasza kochana blogowa babcia podpowiedziała mi żebym zapisała się do poradni leczenia bólu .Oczywiście chciałam ale u nas okazało sie to niemożliwe ,bo tylko ból przewlekły przyjmują,bo onkologiczny,bo brak miejsc i tak zostałam z marzeniami .A teraz doktorek który mnie prowadzi umówił mi wizytę w takiej poradni na 16 grudnia szkoda że nie u nas tylko w stolicy ale i tak się cieszę .

    


W życiu wszystko ma swój zmierzch. 
Tylko noc kończy się świtem.

   
3 - coraz więcej iskierek płonie 

24 listopada 2009

  

MAMA kilka literek ,maleńki króciutki wyraz ale jak bardzo wymowny.Na dźwięk tego słowa ,nikt chyba nie pozostaje obojętny.Mama nawet samo w sobie słowo nie koniecznie konkretnie przypisanej osobie wzbudza w nas niezwykłe emocje,poczucie bezpieczeństwa,ciepło,miłość,szacunek,to słowo sprawia ze gdzieś w środku chociaż na moment ludzie stają się lepsi. .Mama rodzi się wraz z dzieckiem .... to nowa rola  która dołącza do ról już pełnionych ,żony,siostry,córki,koleżanki.Tutaj w blogowisku widać po dokładniejszym przyjrzeniu się jak rozkłada się podział na mamę.Mamy mamy  które walczą o to by być mamą,pomimo cierpień,okaleczeń duszy,porażek,pomimo  piętrzących się trudności  wspinają się stromymi schodami w górę ,ku nowej nadziei,ku promykom szczęśliwości .Są mamy które pomimo życiowych największych tragedii tulą swoje,większe i mniejsze skarby do piersi,wsłuchując się w oddech,patrzą każdego dnia w oczy dziecka i za każdym razem dziękują za ten cud,to mamy które przy najmniejszym kaszlu,przy lekkim drżeniu powieki organizują szyki bojowe mające na celu ochronę ich największego skarbu.Są babcie które świata nie widzą po za wnukami ,które tuląc dzieci swoich dzieci odczuwają rozpierająca dumę , to babcie które łzy tęsknoty skrywają za uśmiechem.  I chociaż nie zawsze tak jest jak w tym wirtualnym świecie bo przecież często słyszymy o maltretowanych ,katowanych zabijanych z zimną krwią maleńkich istotkach to jednak na co dzień więcej jest pozytywnych wzorców w zasięgu ( przynajmniej moich) oczu.Patrząc na mamy wirtualne i realne widzę ile mnie ominęło,ile straciłam będąc ze swoją mamą.Coraz częściej i coraz dobitniej słyszę słowa >> zaniedbania z dzieciństwa<< , >> wada wrodzona << ,>> czy nie była pani nigdy z mamą u lekarza << ,>> czy mama nie zwróciła na to czy tamto uwagi ...<<.Zastanawiam się jakim trzeba być człowiekiem aby zostawić dziecko na pastwę losu,aby nie zwracać uwagi na jego zdrowie .Koarktacja aorty,astma,dysplazja stawu biodrowego z przesunięciem kości udowej w panewce,niedomykalność czegoś tam w żołądku co powodowało zwracanie jedzenia nawet płynnego ( w wieku około 2 lat skierowanie na operacje ).To nie które z moich ubytków istniejące od urodzenia a są jeszcze koślawość stopy z powodu przecięcia mięśni w stopie  (gdyby szkło z przebitej stopy usunoł chirurg a nie ja nie było by powikłań),wyrwany bark,a od wczoraj doszła jeszcze wrodzona wada moczowodu -skręcenie go na całej długości .Leczy się to operacyjnie jeszcze u małych dzieci .U mnie jest już za późno ,ale przynajmniej wiem dlaczego tak szybko odradzają się kamienie i dlaczego tak często łapie infekcje dróg moczowych.Po wczorajszej rozmowie z lekarzem i pod wpływem jego pytań zaczęłam się zastanawiać czy faktycznie mama mogła przeoczyć nie które sprawy,czy nie było żadnych objawów sygnalizujących że coś jest nie tak z moim organizmem.I nie znajduje dla niej usprawiedliwienia.Od małego szybko się męczyłam, sina byłam zawsze nie tylko od święta,jazda na rowerze powodowała że występowały na mnie nie tylko 7 ale i 77  poty,częste omdlenia, jeszcze częstsze lądowanie w gabinecie szkolnej pielęgniarki,ciągłe problemy z żołądkiem,kuśtykanie po każdym dłuższym spacerze.Znalazłam tez swoją książeczkę zdrowia i tam jest opisane schorzenie bioder,problem z żołądkiem i nawet wpis od lekarza ze skierowaniem na zabieg.O wadzie serca tez wiedziała bo nie raz się tym chwaliła między ludźmi.Za każdym razem jak widzę oddanie matki dla swojego dziecka,jak widzę miłość dwustronną ,jak widze troskę matki o swojego skarba, nawet tutaj jak widzę koleżankę którą na dializy co drugi dzień przywozi teściowa która pomaga jej również w domu  przy dzieciach coś mocnego ściska mi gardło.... nie jest to zazdrość bo ja sie cieszę że są ludzie którzy mają dobrze,którzy sie szanują,ale to takie ukłucie że ja też mogłam być ważna dla kogoś,że gdybym była kochana dziś zapewne miała bym o wiele więcej zdrowia......a tak znów się boję kolejne badania ,kolejne konsultacje ..... i żadnego pewnika......

  

Atmosferę w rodzinie wciąż jeszcze tworzy matka. 
To ona jest w domu menedżerem.


  

14 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

21 listopada 2009

  
jak to jest z tymi blogami .... piszemy jak nam żle ,niedobrze coś uwiera ściska to wtedy czestotliwość wpisów jest niemal codzienna ,jak dobrze to tez piszemy ale chyba jednak rzadziej....są też sprawy o których nie chcemy pisać,bo nie warto ,bo coś nas hamuje ,bo czasem aż wstyd napisać że to coś tyczy się akurat nas.I jest w życiu jeszcze coś takiego jak stabilizacja.Jeśli jest stabilizacja jest poczucie bezpieczeństwa.Harmonogram dnia jest ustalony ,wiemy co nas czeka jutro i pojutrze mamy spokój ...... No a mnie tej stabilizacji jak na lekarstwo,wszystko się burzy i pieni i każdy nowo zbudowany przeze mnie most łączący ze sobą harmonijnie kolejne dni obraca się w pył w ciągu kilku sekund....Piątek prócz tego że to był 13 dzień listopada nie miął się wiele różnić od pozostałych listopadowych dni.Dzien liczony od jednej godziny do drugiej i do  kolejnej .Chciałam upiec ciasto ,drożdżowe o które upominał się większy kożuszek,i chciałam robić z kożuszkami prace z plasteliny,i musiałam wyprać galowy strój na specjalna mszę.A w tym wszystkim musiałam pamiętać że mam południową wizytę w przychodni,i o 14 rehabilitacje małego kożuszka ...........Wszystko zaplanowane ,ułożone ,ciasto rozczynione rosło pod szmatką ,miałam je upiec jak wrócę do domu ,pranie w pralce nawet proszek wsypany do dozownika tylko włączyć,i w drodze do przychodni kupiłam plasteline.To miała być   krótka wizyta u lekarza bo coś przeziębienie nie odpuszczało.i gdyby nie mój upór i stawianie kożuszków na pierwszym miejscu to jeszcze dziś nie była bym w domu.Żyje w takim zawieszeniu że nawet nie wiem czy jest mi ciężko staram się pomimo swojej słabości a wręcz ułomności  działac tak aby wszystko działało na pól gwizdka ale bez zgrzytów i zahamowań.Są momenty że kolega który wozi mnie do szpitala okrywa mnie kocem nasuwa czapkę na oczy i dosłownie wynosi  do auta.Z badań zrobionych na szybko w przychodni ( OB, mocz b.o.) wyszła ostra infekcja układu moczowego a trzy cyfrowe OB i cyt."kosmiczne wyniki moczu"zmusiło lekarkę aby jak najszybciej powtórzyć badania.Nic się nie zmieniło w kolejnych .... Rodzinna lekarka zna mnie nie od dziś i nie od wczoraj ,wie że umiem wykręcić numer że z jakimś skierowaniem prędko nie dotrę do lekarza,dlatego kolejny raz w ciągu tygodnia korzystałam z żółtej taxi z kogutami w kolorze blue którą zamówiłą pani doktor.O tym co się działo na pogotowiu nie będę pisać ale mogę to określić jako skok ze spadochronem  .... bez rozpiętej czaszy.Po wielu negocjacjach,perturbacjach, próbie pogryzienia doktorka,wrzaskach i łzach ja w roli spadochroniarza wylądowałam na oddziale wewnętrznym ze stacją dializ z rozpoznaniem kłębuszkowego zapalenia nerek .Dzięki życzliwości jednej z pielęgniarek miałam dostarczaną skąpą wiedzę odnośnie tego co się dzieje.Ale wszystko działo się tak szybko że nawet nie było odpowiednio kodowane.Oprócz jednej rzeczy że mam tu zostać i że pewnie potrzebna będzie dializa ! ! ! ! ! ! Za nic w świecie nie chciałam zostać na oddziale,i jak tego dokonać podpowiedziała mi pielęgniarka >donosicielka<.Zrobiłam jak mi powiedziała i tak mam do dziś.Dwa razy dziennie stawiam się w zacnej placówce .Pierwszy raz około 8:30 do 14 i drugi raz o 00:00 do 02:00 to czas potrzebny na dializę i antybiotyk ściśle co 12 godzin bańka.Moje najdroższe kozuszki nie odczuwają ujemnych skutków nie ma mnie wtedy kiedy i ich ,albo wtedy kiedy śpią,oprócz doby na mus spędzonej na oddziale po biopsji.Za każdym razem jest robione badanie moczu i morfologia dodatkowo zahaczyłam już o urografie,biopsje,usg.Ostatnio doktorek z którym się już ciutachne znamy powiedział ze jestem jak piorunochron bo ściągam wszelkie choróbska.A ja tylko w myślach powtarzam jeszcze tylko daj Boże 3 lata jak przeżyje będzie ok.I coraz mocniej wierze w to że dziewczynki zabierają mamie urodę a chłopcy zdrowie.W tym całym mętliku nie ma żadnej stabilizacji ,a tym samym nie ma poczucia bezpieczeństwa nie wiem co będzie jutro,nie wiem czy znów nie będę musiała kogoś na priorytet szukać do pomocy,nie wiem gdzie wyląduje a to wzmaga lęk i strach....i własnie w minionym tygodniu poczucie bezpieczeństwa znajdywałam w blogowym świecie .Ja dryfująca na krze i blogi mocno trzymające swoja pozycje to dawało namiastkę bezpieczeństwa ,tutaj chciałam siedzieć,czytac,komentować chociaż nie raz wykręcało mnie na 10 stronę i napisanie  czegokolwiek graniczyło z cudem.Trafiłam tutaj z powodu nerek a dostałam się  nawet do endokrynologa bo doktorek po obmacaniu mojej szyi stwierdził ze mam wewnętrzne wole i mam mieć oznaczane hormony w kierunku niedoczynności tarczycy bo dopatrzyli się jeszcze paru rzeczy które mogą o tym świadczyć.Dowiedziałam się tez jak radzić sobie z Hortonem z którym ostatnio męczyłam się 9 tygodni.Lekarz neurolog  powinien mi wystawić zaświadczenie z którym w razie objawów poprzedzających atak Hortona mam udać się nawet do swojej przychodni i poprosić o podanie tlenu.Sprawdziłam to już na oddziale i faktycznie tlen przerywa atak.Tyle razy miałam kłopoty ze zdrowiem ale jeszcze nigdy nie czułam tak jak teraz że komuś może tak zależeć na tym aby pacjent był leczony fachowo i aby faktycznie ,naprawdę znaleźć podłoże nie których chorób i je albo wyleczyć albo zminimalizować .Gdzieś w sobie odnajduje pokłady spokoju ,i mam wrażenie że te pokłady mają radosne jasne barwy.....Do niedawna wciąż wierzyłam że mój związek z Panem M.... jest do ocalenia,że może uda się nam raz jeszcze,że pomimo tego całego zła które pan M..... nosi w sobie uda mi się go odczarować.A w ostatnich dniach coraz mocniej słyszę swój wewnętrzny głos który świadomie i donośnie oznajmia >> że to juz koniec<< ,że  >> każde z nas to oddzielna jednostka i nic już nie jest w stanie wsadzić nas na ten sam pokład<<.....i o dziwo wcale się tych myśłi nie boję a wręcz czuje jak pomimo ogromnego garba gdzieś z zakamarków duszy jaśnieje promyk uśmiechu i niezwykłej pewności siebie.... Zaczynam patrzeć sercem a nie oczami i widzę że do tej pory Ci najważniejsi w moim życiu najmocniej się na de mną pastwili a ja ich cierpliwie usprawiedliwiałam.Dziś nadszedł kres mojej litości wierze głęboko że to co najpiękniejsze wciąż jest przede mną.... życie na mnie nie czeka ani czas nie czeka ale najpierw muszę zadbać o swoją duszę i muszę być pewna swojego kroku wtedy dojdę  nawet do słońca ..........być może jak to powiedział lekarz dochodzić do siebie będę jeszcze latami ale jesli potem mam żyć nawet tylko rok a może miesiąc to nadrobię te lata które miną...........jeszcze tylko wynik biopsji ale jestem spokojna co by nie było w tym wyniku to to co jest moją słabością jest tez moją największą siłą...........A moje kożuszki miały dzisiaj raj robiły ogromne ilościowo i jakościowo bańki mydlane .......jak widziałam ich radość to aż mnie się udzieliło.....

  

a to na poprawę humoru i  brawo dla was kochani

p.s Falinko serce  gdzie znów uciekłaś  co? 
  
Życie ludzkie jest jak bieg po okręgu,
człowiek uciekając przed samotnością,
chroni się w ramiona ludzi,
po czym poznając ich obłudę i zło,
ucieka w samotność.
  
9 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

20 listopada 2009

  

Ciągle żałuję, że odwróciłam się od ciebie
Z nikim już nie czuję się tak beziecznie jak z tobą

Nigdy nie chciałam sprawiać ci problemów
Nigdy nie chciałam cię zranić
Byłam osłabiona pokusą czarownego lotu

Pragnę przebaczenia
Pragnę znów trzymać cię w ramionach Przebaczenia
Bo ciągle potrzebuję przyjaciela

Niemal utonęłam w morzu grzechów
Czy mógłbyś ukoić ten ból, który czuję w sobie

Nigdy nie chciałam sprawiać ci problemów
Nigdy nie chciałam cię zranić
Byłam osłabiona pokusą czarownego lotu
 kawa 
tekst przetłumaczony z angielskiego....z dedykacją dl a .............
 
P.S.czy ktoś  wie ile czasu trzeba czekać na wynik biopsji nerki??
8 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

17 listopada 2009

Są też osoby bardzo „jak należy”.
Spotykając się z nimi, pytamy: „Wszystko w porządku?”
One odpowiadają: „W porządku”.
Nie mogą powiedzieć nic więcej,
ponieważ są więźniami samych siebie i społecznego jarzma.
Nie mogą wypowiedzieć cierpienia, które je dusi i łamie.
A my przechodzimy, nie zauważamy ich spojrzeń – świateł alarmowych,
nie słyszymy ciszy ich krzyku,
nie dostrzegamy nawet,
że na barometrze ich serca wskazówka zatrzymała się na kreseczce „burza”.
  
14 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

13 listopada 2009

  serce   PAMIĘĆ JEST WDZIĘCZNOŚCIĄ SERCA   serce




 
Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek, pozostawione samemu sobie ciało sprawdza, czy jeszcze istnieje. Wzbudza w sobie wspomnienia, bo każdy wykonany kiedyś gest, każde doznanie zostało przez nie zapamiętane. Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tylko wtedy, gdy ciało ginie.
  
4 - coraz więcej iskierek płonie 

11 listopada 2009

Coś Wam napiszę.Tak w tajemnicy bo aż wstyd....
Mój mały kożuszek powiększa swoje wynalazkowe menu.Teraz do dziwactw dołączyły buty .Dwie równiutko ustawione jak w wojsku pary butów ,pysznią się koło łóżka.Śpimy jak zwykle z ogromną ilością zabawek ale dziś pierwszy raz koło głowy mam piłkę.Dobrze że wielkości tenisowej a nie do nogi.Nie śpię dlaczego będzie na końcu.Ide do kuchni ,tam cisza spokój  a może znajdę w jakimś naczynku  odrobinę tych dobrych kartofli z obiadu.Po doturlaniu się do kuchni na oczy rzuca się stół na którym w równiutkim rządku stoją jedne za drugim kolorowe auta,obok nich gazetka reklamowa z supermarketu.I tu o niej słówko przez nią bowiem mały kożuszek aż zzieleniał rano.Otóż ta ulotka to namiastka poczucia bezpieczenstwa które zostało zburzone przez Pana M...... który rano pierwszą stronę zabrał i pogniótł w celu zrobienia "piłeczki" dla kotka.Matka w telepach ,odebrała ojcu narzędzie zbrodni chwyciła  żelazko wyprasowała prasę i ocierała łzy z kożuszkowej twarzyczki.Ta cholerna ulotka ma już ze dwa miesiące ja wiem że to istna świętość ,dbam o nią ," pielęgnuję ",pilnuje żeby nie wsiąkła pan M..... też o tym wie...... więc przemilczę ale z chęcią bym go udusiła.Nawet teraz kilkanaście godzin od całego zajścia łzy skapują na tę nieszczęsną ulotkę.Kartofelka tez  raczej nie znajdę w tej kupie garów czekających na umycie.W takiej sytuacji robię odwrót,do pokoju większego kożuszka.Tutaj w jednej części słowo >>sajgon <<to za mało może >>sajgon do sześcianu<< by jakoś tu pasował. przez drzwi przechodzi się wąziutkim przejściem ponieważ po obu stronach używając słownictwa kożuszka znajduje się cit-e czyli szlabany zapory utworzone z aut torów i nie wiem czego jeszcze.Większy kozuszek śpi  w czterech ścianach ozdobionych( czytaj wymazanych ) słowami normalnie napisanymi ale czytanymi od końca np. lawenda -na ścianie pisze adnewal.To ostatnio fascynacja większego kożuszka.Niby w pokoju czysto ,niby dywan posprzątany ,na półkach też nic się nie wala ale to tylko pozory.W szafie ,szafce,szufladach mozna znaleźć wszystko .Otwierając szuflade robi się coś w rodzaju pudełka niespodzianki .Po otwarciu pudełka wyskakuje coś na sprężynie to samo z szufladami.Patrzę na tę moją pannicę i zastanawiam się gdzie jest to urocze dziecię z poprzednich lat.To grzeczne,ułożone,dbające o siebie i otoczenie,dobrze się uczące.Dzisiaj to pyskal z wdziękiem w oczach,  wilk walczący do upadłego jak ma racje, i to ciągłe,dlaczego nie miałaś ćwiczeń -zapomniałam,dlaczego brak pracy domowej - zapomniałam , brak zeszytu- zapomniałam, brak stroju na w-f - zapomniałam ze dziś jest w-f.Zapomniałam to i zapomniałam tamto ............5 klasa = 12 lat a ja z planem w ręku sprawdzam czy wszystko spakowane .Sprawdzam dwa razy na wieczór i raz rano.Rano na mus bo jak się kożuszce przypomni ze nie zrobiła czegoś tam to potrafi zostawić zeszyt specjalnie,ponieważ nauczyciele każą wyjmować wszystko z plecaków bo dzieci nagminnie oszukiwały. sprawdzam plecak, sprawdzam specjalny zeszyt do prac domowych podpisywany przez każdego przedmiotowego nauczyciela, i ........... odrabiam z nią lekcje wszystkie lekcje.I mam dość .Nigdy orłem z matematyki nie byłam ale do całkiem tępych też nie należałam a dziś ludzie kochani po wydarzeniach z listopada ubiegłego roku ja nie znam tabliczki mnożenia.A oni maja jakieś tam dzielenie, mnożenie, wspólne mianowniki w ułamkach.Dla mnie to kosmos najpierw sama robię, dochodzę co do czego( dobrze ze można się podeprzeć programami w komputerze) a potem, tłumacze jej rozmieniając wszystko na jeszcze większą drobnicę bo ta jej pamięć szwankuje coraz bardziej.A ten materiał szkolny to szkoda gadać ..........codziennie inny temat i ani grama czasu na logikę i zrozumienie.
I tylko rano jak się wszyscy rozejdą do swoich zajęć,a ja wrócę do domku z przedszkola zamykam wszystko na siedem spustów,odłączam dzwonek i wsuwam się pod kołdrę.Wtedy jest ta magiczna chwila ,kiedy slyszę tykanie zegara,kiedy słychać  śpiew sikorek  za oknem,słyszę jak deszcz zacina miarowo o  ścianę,słyszę swoje myśli,w uszach słychać bicie serca......... wszystko pozamykane nikogo nie wpuszczam,nie mam sił sprzatać skarpetek które pan M....... zostawił w pokoju przy stole, popłacze nad kubkiem po zeschniętej wczorajszej kawie i nad tą miską po kiślu.Nie wyniósł bo nie zmieściło by się to w zlewie.........Bo "żona " nie zmyła nie sprzątnęła bo przecież ledwie tyłek za sobą cały ubiegły dzień ciągnęła, a jak tylko na chwilunię się ta " żona " położyła spowita w równej części bólem ,niemocą co nadzieją na to ze pan M..... zajmie się dziećmi a ona chwilę odsapanie to ów pan tatuś jeszcze szybciej pada na to co ma pod tyłkiem w danej chwili i natychmiastowo boli go głowa, ręce i mózg pewnie też.Nadzieja pryska ide do tego co dla mnie najcenniejsze i najdroższe ,wymyślam coś co pozwoli zająć im czas dać świetną zabawę bez używania siły i mocy .........i tylko czasem pamięć przypomni że kiedys dawno temu ten tatuś bawił się w chowanego ,malował farbami i gotował przepyszny czerwony barszcz z jajkiem.............Teraz nie spię bo pan M....... mnie obudził .Pomimo że tyle razy go prosiłam że jak zasnę pierwsza to żeby już nie włączał telewizora by zgasił lampkę bo to bardzo źle na mnie działa.A staram sie jak mogę ograniczać chemię w swojej diecie.Nic z tego telewizor musiał być włączony o 23:30 i to dośc głośno  i lampka tez musiała się palić..... a ja swoją pigułkę cudną na sen moge brać tylko do 23................wiem ze to kara za to ze dziś się czołgałam a nie chodziłam, za to ze nie nałożyłam mu obiadu, za to ze nie dałam się dotknąć nawet jednym palcem,za to ze sporo łaziłam po necie.I słowa z piosenki mi huczą w głupiej łepetynie >> co ja robię tu.........<<
4 - coraz więcej iskierek płonie 

10 listopada 2009

Będę się najpierw chwalić bo duma mnie rozpiera.Bo taki maleńki cud a na jego poletku urosły ma zaczatki skrzydeł.


MAŁY KOŻUSZEK


  

wczoraj w przedszkolu "ciocia" nachwaliła kożuszka że po raz pierwszy odkąd poszedł do przedszkola  nie stał ,ani nie siedział w kącie z boku tylko wyszedł z ukrycia i zaczoł się integrować z grupą.Po za tym powiedziała że wczoraj malec narysował obrazek używając innego koloru niż zawsze(zawsze używał czarnego ) .Radość ogromna a że zaczoł używać "normalnych "kolorów to już wiem od piatku kiedy to pokolorował widoczna na górze lokomotywkę w bajkowe radosne kolory.Staram się odnajdywac w nowej dla mnie roli.Już nie czekam ze malec z czegoś wyrośnie,wyskoczy teraz staram się to akceptować z wszelkimi dziwactwami jakie to niesie.Jednym z takich dziwactw było to ze kożuszek z uporem maniaka przenosił kosz na śmieci z kuchni do pokoju.A ja z uporem maniaka tłumaczyłam mu po 1000 razy po co jest kosz ,co się tam wrzuca,i czy u kogoś widział na środku pokoju stojący kosz.W sobotę w kuchni wylądowął nowy kosz a stary dumnie stoi w pokoju przy regale i nie ma już kwaśnej miny,ani podkówki na usteczkach.Malec musi być sterylnie czysty.Tylko jak być tu czystym jak je się kinderkowe czekoladki?Raz do 3 kinderków zużył dobre pół paczki chusteczek nawilżających bo każda która miała chociaż odrobinę brązu na sobie była nie zdatna do użycia.Od niedawna kinder czekoladki kożuszek zajada................ nadziane na widelec.Stresu mniej i radości więcej.Takich przestawień jest dużo bardzo dużo a w tym wszystkim trzeba trzymać mocno fason aby dziecko które jest inne nie zaczeło tej inności wykorzystywać przeciw nam bądź tez do zdobycia czegoś.
 brawo 
WIĘKSZY KOŻUSZEK

Wczoraj usłyszałam takie słowa .
-Wiesz mamo jak to tak fajnie jak ide po schodach i czuje zapach obiadu..............

Nic dodac nic ująć .Skrzydła rosną co prawda krótkotrwale bo potem obiad jest be ale rosną pomimo wszystko.
Z większym kożuszkiem  co innego spędza mi sen z powiek.Ona ma 12 lat ja miałam 14 jak w moim życiu pojawił się równoległy świat i jego mieszkańcy.Ona wszystko zawsze ma szybciej od emnie.Ostatnia rzecz sparaliżowała kilka osób.Nie chce opisywać szczegółowo o co chodzi .Ale kożuszek z równoległym światem namacalnie i dobitnie zetknoł się w ubiegły piątek w kościele podczas mszy.Do dziś rozmawiałam z kilkoma osobami które widziały mojego kożuszka w trakcie tej nazwijmy to wizji.Każdy potwierdza że z córą coś się działo.Do tego co mówi dziecko trzeba mieć zdrowy dystans zawsze taki mam ale w tym przypadku wierzę jej.I zastanawiam się że jeśli Ona tez będzie mieć ten dar co ja jak będzie z nim żyć?????

 brawo  brawo  brawo  brawo  brawo  brawo  brawo 


Jak widzicie mało mnie tu ostatnio .Więcej jestem u was.Ale jak to wczoraj przeczytałam na jednym z blogów czasem ludzie mają jeszcze większe problemy niż można sądzić.Nie wszystko chce opisywać ,nie wszystko nadaje się do opublikowania .Po za tym nie chce przynudzać,nie chce się powtarzać,nie chce pisać po raz kolejny że coś znów jest nie tak.A nie tak jak powinno być jest już od piątku.W piątek lądowałam erką na sorze.Powód nie ważny ,nie warty opisywania.Na razie diagnostyka co to było i dlaczego.Jakoś ciężko mi uwierzyć w diagnoze lekarza z SORu.Sobotę przetrwałam jakoś.Ale w niedziele odkąd otworzyłam oczy musiałam zapalić świeczkę za duszę J.......... Od czwartku męczyły mnie sny właśnie z J..... w roli głównej.Ale w niedziele podjoł we śnie rozmowę ze mną.Tych kilku słów nigdy nie zapomnę.Spisałam je w kalendarz.Roztelepały  mnie one niesamowicie.Cała niedziele przechlipałam.Powodem do łez było wszystko i to co dobre i to co złe,to co wzruszało i to co było martwe.Ciężko nam ostatnio wszystkim i mnie i Panu M...... i dzieciom.Ten równolegle żyjacy do nas świat przeplata się a może nawet łączy z naszym.Trzaskanie drzwiami  od łazienki w czasie gdy nikogo w niej nie ma,przewracanie krzeseł gdy nie siedzimy przy stole,wyłączanie telewizora ,Pan M..... wczoraj obił zderzak w aucie ponieważ przy wjeździe do garażu coś zamknęło drzwi z  ogromną siłą.Cien który chodził sobie po klatce schodowej który widział większy kożuszek z małym i z Panem M....... I to najciekawsze co kopie mnie po nogach ,nie widać tego a śliwy są ogromne.I ten poranny karnisz .Pan M ..... wstał dziś jak połamany .Mówił że śniło mu się jak ktoś okłada go kijami.Powiedziałam tak jakoś żeby się pomodlił a on na to niech to coś spier.................. w tym momencie w z okna spadł karnisz .Haki całe karnisz też ..........bez komentarza.Ciężki ten listopad do przetrwania smutny skłaniający do refleksji.
11 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

06 listopada 2009

  
śnie najpiękniejszy z wszystkich snόw
gdy zasnę już po trudach dnia
do mej sypialni przybądź znόw
niech me ułudne piękno trwa

prowadź mnie tam gdzie rajskie drzewa
gdzie brzmi anielski czysty śpiew
i jabłka ktόrych nie dotknęła Ewa
gdzie nie dociera ludzki gniew

chciałbym zanurzyć się w promieniach
słońca co nie suszyło łez
i obmyć nogi w tych strumieniach
ktόre nie wiedzą co to krew
  
5 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

03 listopada 2009

Dech zdech he he.Bosz co mnie naokoło otacza ??!! Nie wiem ale chyba to coś jest gorsze od grypy.Pomimo tego zę się ledwo trzymam swojej ramy postanowiłam załatwić kilka zaległych spraw urzędowych odkładanych od dawna a obwarowanych prawnymi terminami.No co jak szofer pod reką a każdy z trzech urzędów jest  kupe kilometrów od domu to trzeba sytuacje wykorzystać.Wykorzystałam tak intensywnie że teraz bolą mnie boki a katar jest jeszcze gorszy niż wczoraj.Ale sprawy załatwione kropka postawiona.Najważniejsze to ustaliłyśmy ze szkolną psycholog termin badania większego kożuszka który odbędzie się trzy stopniowo.no już jestem ciekawa co z tych badań będzie wiadomo.A przy okazji rozmowy z psycholog napomknęłam jej czy wie jak i gdzie mozna dobrze ,dokładnie zdiagnozować czy dziecko ma  autyzm czy nie.Dostałam telefon do bardzo znanej fundacji ,zadzwoniłam zeby się dowiedzieć gdzie w stolicy można udać się z 4 -latkiem i dostałam dwa namiary i dość miła pani powiedziała że jest strona w internecie gdzie rodzic wypełnia ankietkę ( 170  pytań ) i potem zlicza sobie punkty i czyta wynik( takie same arkusze wypełnia się przy diagnozie SI ).Nie przerobiłam nawet połowy ale na razie wszystkie są pozytywne.Na razie nie dopuszczam do siebie myśli ze z malcem może być aż tak źle w chwili obecnej to swoista euforia i szukanie, wciąz szukanie co mu jeszcze jest .To że coś jest nie tak to widzę już od dawna  teraz chciałabym mu pomóc abyśmy nie szli już po ciemku .Każda wskazówka ,każdy trop będziemy starali sie sprawdzić.Coś znów we mnie pękło jeszcze nigdy nie czułam się ..... tak świadomie świadoma swojej dojrzałości.Jestem na takim etapie że mam jakąś dziwna nie wiadomo skad pochodzącą wiedzę którą chciałabym przekazywać innym.Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie zdarzyło się abym tak twardo i tak mocno umiała przedstawić swoje argumenty i racje.Chwilami widząc czyjeś życie czyjś los doświadczam zjawiska deja wu .  To głupie i wstrętne uczucie które powoduje że się wyobcowuje pomimo ze doskonale znam czyjejś emocje ,wiem jak dobrać słowa i nie raz zdarzyło się że wiedziałam jaki finał nastąpi.Dziwna jestem ........... a mozę to mały kożuszek tak mnie nastraja .Jego nadwrażliwość powoduje że całymi godzinami unika głośnych sytuacji,przedmiotów bo nie chce sobie nimi zadać "bólu".Ale jest takie 30 minut wieczorkiem kiedy katuje nas swoim starym traktorkiem którego dzwięk śmiało można porównać do huku  wielkiego ciężarowego auta.Po takiej dawce dźwięku jesteśmy jak pijani ,przygłusi a malec wprost przeciwnie idzie spokojnie i wyciszony spać!!!!!!!!
5 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

02 listopada 2009

  
   
Zapytałam dziecko niosące świeczkę:
- Skąd pochodzi to światło?
Chłopczyk natychmiast ją zdmuchnął.
- Powiedz mi, dokąd teraz odeszło - odparł. - Wtedy ja powiem ci, skąd pochodzi...
  
zdycham ,mocno zdycham .Grypa zaziębienie nie wiem konkretnie jak nazwac To co mnie dopadlo .Leże i kwiczę .Na tyle powaznie kwiczę że Pan M ..... musiął wziąść urlop i zająć się chałupą.A ja mam satysfakcje bo jak nigdy nie dźwigam się na siłę tylko leżę i .......... "rozkazuje" co ma robić.Przetrwałam ten wczorajszy dzień ale kuźwa tak ciężkich pytan od większego kożuszka jeszcze w zyciu nie słyszałam.Tak się zastanawiam hi hi hi czy kto na mnie z tymi chorubskami mniejszymi i większymi jakiegoś uroku nie rzucił .Kiedyś slyszałam ze się wtedy jajko przelewa nad takim zauroczonym hi hi hi hi ............a nie łatwiej by było takie jajco rozbic na głowie??Boje się tylko zeby kożuszki tego bakcyla ode mnie nie załapały więc faszeruje je homeopatią i czekam i tak czekam i słyszę że mały kożuszek kaszle aż się mury trzesą a większy jęczy że go głowa boli.Większy jak większy ciort jakoś se poradze ale mały jakby znów rehabilitacje zawalił to klops na całego.Aaaaaaaaaa bym zapomniałą już się oswoiłam dałam łapę pogryźć to wam powiem .Psychiatra jak jej powiedziałam co mam z mniejszym kożuszkiem to zasugerowała zeby malca zdiagnozować w kierunku A-U-T-Y-Z-M-U ! ! ! ! ciekawe co jeszcze się okaże między czasie ......... ale mam już numer psychologa ( ponoć dobrego ) jak bede w stanie mowić i jasno sprecyzować o co mi biega to zadzwonie i umuwię się na wizytę znaczy się że ja z małym kożuszkiem w celu zdiagnozowania jego nie mnie :))).Powykręcało mnie  fajosko .Każdy palec w inną stronę ,łep pustawy też się do ramienia przykleił i ogólnie wygladam jak jakaś maskotka cyrkowa .

12 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

Brak komentarzy: