grudzień 2009

31 grudnia 2009

   
W Nowym Roku…

życzę Wam...

aby Wasze serca przepełniły się dobrocią,
czułością i miłością,
a Wasze życie nabrało intensywnych barw,
w rzeczach brzydkich dostrzegali piękne szczegóły ...
...by Waszej mądrości nie zaćmiła pycha,
a czułości nie pokonała obojętność...
...by Wasza dobroć nie przegrała ze złem i obłudą,
a zmysłowość nie przerodziła się w rutynę...
...Byście zawsze dokonywali dobrych wyborów,
a wytrwałość zwyciężała nad znużeniem...
By uśmiech nie znikał z Waszych twarzy ,
a radością swą dawali uśmiech innym...
...by nikt nie odmówił Wam pomocy
i obyście jej nigdy nie potrzebowali...
...by większość Waszych marzeń się spełniła,
a szczęście nigdy Was nie opuściło...

...życzę Wam tego z całego serca... ale nie tylko dzisiaj...
...codziennie Wam tego życzę ...


Ściskam i pozdrawiam gorąco :)

      
Moje kochane Anioły ......
     
Kiedy zamiera wokół nas, w ciszę zaklęty świt....
I ten sam... obcy czas, puste dni....
Gdy Ci zabiera kogoś czas, rozpaczą sięgasz gwiazd....
A gdzieś tam... obcy świat, pusty dom...

Dziś już wiem...
Będziesz zawsze blisko mnie...
I wierzę w dobry czas...
Kiedy ból odejdzie sam...
Urszula 
4 - coraz więcej iskierek płonie 

29 grudnia 2009

 
 2008 prosiłam o tak nie wiele i takim cichutkim mysim głosikiem  aby 2009 nie był gorszy od niego,aby był tak samo łaskawy ` i życzliwy..... nie udało się ..... był brutalny ,nieobliczalny ,porywczy,chwilami  wręcz niszczący......zmierzyłąm się z sytuacjami o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia a to że kiedyś będą się mnie tyczyć bądź mojej rodziny było równe wygranej w totolotka..... okazało się że wszystko jest możliwe i dopuszczalne ,wszystko się zmienia i to na gorsze ...... zmienia oprócz mnie ....... ja wciąz dobra mało wymagająca dla siebie ,wybaczająca ......Bardzo dużo nauczyłam się przez ten 2009 rok .Szacunku do siebie i dystansu do innych ,nauczyłam się pokazywać rogi i jęzor ..... jeszcze nigdy w ubiegłych latach nie lądowałam na glebie z taką częstotliwością jak w tym roku -częstotliwości równej prędkości światła.Upadałam ,przegryzalam piach ,nabierałam sił i wstawałam tylko po to aby za moment za chwile glebnąć kolejny raz ........ depresja lub przemęczenie materiału ( psychiatra uparcie twierdzi że nie mam depresji ) sprowadziło moje zycie do poziomu  na którym znajduje się Hades ....... kilka miesięcy w całkowitych ciemnościach ,bez sił ,bez życia,bez nadziei, ołowiana speranza gołymi łapami niczym górnik drążyłą tunele w Hadesie w poszukiwaniu nowego życia........to był rok starconych nadziei,przegranych walk.... Ale idzie nowy rok z 10 na przodzie .I teraz będę wymagać od niego i od siebie ......... tyle ile mi się należy a nie tyle ile chce kierując się skromnością i chęcią podziału z uboższym.........przemęczenie mija ,odsypiam je wszędzie gdzie moge łapiąc chwile wymuszone przez organizm na sen..........ostatecznie rok czasu nie spałam wogóle ,a kolejny rok to diabelski młyn ze spaniem , oprócz wymuszonego siła wyższą .......a ogólnie to tyle ile ma synek czyli 4,5 roku to nie wiem czy przespałam jedną godzinę w całości .................nareszcie porpawia się pamięć i to na tyle że nie wyje za każdym zagubionym przed sekundą przedmiotem tylko celnie ide tam gdzie jest...........to było to co męczyło mnie najbardziej i dołowało w najszczęsliwszych momentach...........to co sobie obrałam do realizacji w 2010 roku będzie wymagało  ode mnie doskonałej organizacji ,zmysłu taktycznego i żelaznych nerw ......... dam rade , dziś to ja gram swoją melodie i tancze tak jak mi się podoba ............. nawet jak upadne to bedę pełzać ale się nie poddam........... jest tyle zaległych spraw których mam już świadomosć że nikt nawet w jednym % nie pomoże mi załatwić......... że bałam się za to brać ,szukałam wsparcia dla siebie tak abym mogła stawić czoło chorobom dzieci ......... stawie im czoła sama .....  ale nie samotna .........obwieszę się kolejnymi kartkami żeby " czegoś nie zapomniec" ale nie dam się zgnębić i nie pozwole na mieszanie mi w głowie.......... I mam nadzieję że w grudniowej 10 powiem ech kocham Cię życie........ale najpierw ulepię sobie do Ciebie odpowiednie dla mnie schodki.......... i nie spadne z nich jak nie wejde to wpełznę.........
Kobieta to taki twór dziwaczny i pokraczny można ją począstkować ...........
 a ~ Kobieta -  człowiek 
b ~ Kobieta -kobieta 
c ~ Kobieta -żona 
d ~ Kobieta - mama 
e ~ Kobieta - gospodyni 
na każdym tym polu odnosi się inne sukcesy ,porażki zdobywa medale albo dostaje po tyłku.........
 speranza 
a ~ coraz bardziej szanuje tego człowieka i jego potrzeby 
b ~ cienko , łep zapuszczony ,pazury lakieru nie widziały ha ha od czasow Napoleona........
c ~ nie istnieje ( ciężko jej z tym ale już nie rozpacza)
d ~ na razie porażki ,tyłek puchnie ,serce pęka ,chyba się na matkę nie nadaje ...
e ~ to same sukcesy i same złote medale- nareszcie
duuuuuuuuuuuuuużooooooooo pracy przedemną .........
  
Moje kochane Anioły bądźcie i czuwajcie 
tęsknie okropnie ale kiedyś spotkamy się w Waszym raju.....
  
Od zawsze miałam marzenie ,i zawsze wierzyłam że Ono kiedyś się spełni .Ale przyszedł taki czas że moje marzenie i wiara w jego realizacje prysła jak bańka mydlana .To marzenie siedziało ale siłą w jego realizacje umarła,a ono siedziało marzyło po cichu w sercu ,bolało ale dzizś odrzyło na nowo wierze że Ono kiedyś się spełni nie za rok to za 5 nie za 5 za 7 lat ale się spełni.......to stworzenie rodzinnego domu dziecka........
   
P.S
nie myślcie że mi się żywot w pięć minut wyprostował i zróżowiął wręcz przeciwnie ale jak on do mnie bez serca to ja do swojego żywota też bez litości ........
  
8 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

27 grudnia 2009

 

 serce  serce  serce ........  SYNKU KOCHAM ........ serce  serce  serce

plecie się ,oj i to jak na wprost na wspak ,i czarno i biało i kolorowo aż się we łbie skręciło.

ŚRODA

1 kromka chleba z masłem

CZWARTEK 
WIGILJA

brzeszki tzw.falbanki z dwóch pierożków 

PIĄTEK

pół opakowania serka danio 

SOBOTA 

reszta serka czyli pół opakowania 
1 frytek

To jest czterodniowe szczegółowe menu mojego małego kożuszka.Łzy mi się w oczach kręcą ,serce ledwo kołaczę ale On nic nie je.I nic nie chce jeść .Jestem załamana bo do czego takie jedzenie a raczej nie jedzenie może doprowadzić to raczej każdy wie.Kiedyś Wam pisałam że zupy gotowałam dwugarnkowe ,czyli wywar warzywny w jednym garnku a ziemniaki oddzielnie .Po ugotowaniu warzywa miksowałam i dorzucałam do nich całe ziemniaki .Złapanie dwóch trzech łyżek rzadkiej zupy wzbudzało we mnie euforie.Aż do czasu kiedy malec postawił stanowcze weto zupom i przerzucił się na suche ziemniaki.Teraz i tego nie je.Gotowanie makaronu al -dente to też już historia bo jak klusek nie rozgotowany wzięty w gebę to jęzor na wierzchu i wymioty gotowe.Nie wiem co jeszcze mam robić jak mu pomóc i sobie bo nerwy mi puszczają.Ta cholerna nadwrażliwość i to taka że ani nie ma jak żuchwy wymasować ani podniebienia.... bo paw gotowy.A już się cieszyłam ,już mi łzy z radości w oczach stawały bo od ubiegłej soboty malec ruszył z mową.Ruszył tak jak 1,5 no 2 letnie dziecko powtarzając.Ja mówię > uwaga < malec za mną ,leci jakaś reklama chyba domestosa i tam mówią  > zabija bakterie<  a malec chodzi i śpiewa zabija zabija ,ja do niego > Ty żabo jedna < a On do mnie > ty zabo < ,i jeszcze kilka innych ale to wyczyny jednodniowe bo na następny dzień nie wyrwie kafarem z niego tych słówek.Ale już się cieszyłąm już coś jaśniało ale nie na  długo.Wigilia ach ciort byłą minęła nie chce nawet o niej pisać i o tej jej magii.Ale wczoraj  objechaliśmy cmentarze byliśmy u dzieciaczków ,i u J....... to jeden cmentarz nasz parafialny ,i byliśmy u babuni to już kolejny i nie byliśmy tylko u mateńki przyszywanej bo to prawie 400 km od nas .No a jak pojechaliśmy do dziatków na grób to i do brata  do domu chciałam zajechać .Wiedziałam że spotkanie z moją mamą będzie dla mnie sporym  stresem ale brat ważniejszy.Mama nie warto się rozpisywać ale kto jest ze mną na blogu dłużej wie jakie mecyje z nią przechodziliśmy i jak jej wzrok działa na małego kożuszka.Tak więc ubrałam malca w czerwoną bluzkę i na miejscu co rusz powtarzałam > sól Ci w oczy a pomiotło w zęby....<.Chociaż nie chciałam psuć magi świąt i zabrudzać sobie serducha to czułam sie bezpieczniejsza z tym całym zapleczem.I do dziś myślę że to co się dzieje z małym kożuszkiem to nie zasługa mojej matki .Ale tak twierdzę tylko ja bo dla Pana M......... to niezły wykręt że "babcia" zaczarowała wnuczka.Nie wiem już czy ja jestem taka słaba że nie daje rady ciągnąć tego życia w całej jego okazałości ,czy depresja się nasiliła,czy faktycznie to co na mnie spada jest za ciężkie ale ja naprawdę nie wyrabiam.A do tego trzeba być nieźle kreatywnym aby przez te kilka dni kilka osób które na co dzień żyją każde swoim życiem w swoim świecie scalić w całość i znaleźć dla nich jeden punkt wspólny chociaż jeden.Nie jest źle na linii Pan M.... ~ kożuszki  ,a na linii Pan M... ~ speranza to lepiej nie mówić .Dzisiaj mu powiedziałam żeby zjeżdżał na tę swoją planetę jak mały książę bo ciągle na niej " przesiaduje ".Tak sobie jeszcze nie dawno myślałam boje się rozstania z panem M... boje się żebym nie zapłaciła za to jakiejś wysokiej ceny za wysokiej zesłanej od Najwyższego.I tak sobie myślałam że ja jestem jak ubrana w skafander ochronny .Taki który ma mnie chronić ,przed słowami,bólem,rozczarowaniem... i tak sobie głupiutko puściutko myślałam że może by tak zwalić z siebie ten skafander postarać się o coś w inny sposób niż dotychczas ..............nie nie warto.

  



Twego uśmiechu i objęć Twych,

Twych pocałunków, co scałują łzy,

Maestrii uczuć, co mieszkała w nas,

Wszystkiego tego jest mi dzisiaj żal.
2 - coraz więcej iskierek płonie 

21 grudnia 2009


  


Nim gwiazdka zabłyśnie,
nim święta przeminą,
niech Wam  błogosławi Panienka z Dzieciną.
Niech się  Wasze  życie
w szczęśliwości splata
dziś, jutro w Nowy Rok 

i po wszystkie lata.


    

Moje świąteczne anioły .....TĘSKNIĘ .... Wy juz w domu ,u siebie z bliskimi ,teraz już wszystko bez pospiechu robicie macie czas na wszystko i na to aby na nas popatrzeć zza tej postrzępionej chmurki ,i wreszcie możecie list napisać  anielskim  piórem i rękawiczki z niebieskiej wełenki dokończyć i kiedy chcecie możecie ręce mąką bielić w pierogowym zachwycie i moje skarby najdroższe już są z babciami ......... 



    


Zaczarowana magią Świąt 
stanę samotnie pod rozgwieżdżonym niebem
i patrząc na spadające płatki śniegu
pomyślę o ludziach, których noszę w sercu
życząc im spokojnych Świąt
wszędzie tam, gdziekolwiek są ...


  




10 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

19 grudnia 2009

 
zadomowiły się we mnie korniki ,siedzą i drążą korytarze w mojej skołatanej duszy....są korniki wspomnieniowe,są korniki marzeniowe,korniki złośliwe i plujące,jedne korniki myślą ze aż  dym uszami idZie a inne są tak leniwe że moje neurony wręcz przestają funkcjonować.Najpierw były pragnienia podparte marzeniami ,potem marzenia rosły jak banka mydlana by zamiast rozkwitnąć w życia zachwycie pękały okraszone łzami ,bólem .....Myślałam że wspomnienia i bolesne obrazy spod powiek zakopałam głeboko jak skarb najcenniejszy ,ale korniki odkopały wszystko- wspomnienia stały się powietrzem którym żyje ,powietrzem które spłyca oddech,powietrzem które kaleczy oczy rosząc je łzami , powietrze które chce łapać w dłonie  i mocno zacisnąć aby jak najdłużej zostało ze mną ale ono ucieka jak woda przez sito......a serce umiera z każdym biciem widząc tę uplecioną wspomnieniami ,marzeniami, nadzieją ,rozczarowaniem fatamorganę,.I nawet korniki nie pozwolą na spokojne wspominanie ,na cierpliwe przeżycie jeszcze raz tych samych faktów z historii,bo gdzie czas na wspominanie przeszłości jak  przyszłość niepewna woła głosem donośnym jak dzwon że teraz czas na nią ,to jej pięć minut to Ona jest ważna .Tylko jak żyć teraźniejszością , przyszłością przed którą coraz większy lęk skoro welon przeszłości  ubłocony ,podarty ,wyblakły bezkształtny ciagnię się za głową ????I albo te korniki po wyżarciu nowych korytarzy opuszczą ciepłe lokum albo mnie podgryzą i unicestwią.....

  
3 - coraz więcej iskierek płonie 

 
zadomowiły się we mnie korniki ,siedzą i drążą korytarze w mojej skołatanej duszy....są korniki wspomnieniowe,są korniki marzeniowe,korniki złośliwe i plujące,jedne korniki myślą ze aż  dym uszami idZie a inne są tak leniwe że moje neurony wręcz przestają funkcjonować.Najpierw były pragnienia podparte marzeniami ,potem marzenia rosły jak banka mydlana by zamiast rozkwitnąć w życia zachwycie pękały okraszone łzami ,bólem .....Myślałam że wspomnienia i bolesne obrazy spod powiek zakopałam głeboko jak skarb najcenniejszy ,ale korniki odkopały wszystko- wspomnienia stały się powietrzem którym żyje ,powietrzem które spłyca oddech,powietrzem które kaleczy oczy rosząc je łzami , powietrze które chce łapać w dłonie  i mocno zacisnąć aby jak najdłużej zostało ze mną ale ono ucieka jak woda przez sito......a serce umiera z każdym biciem widząc tę uplecioną wspomnieniami ,marzeniami, nadzieją ,rozczarowaniem fatamorganę,.I nawet korniki nie pozwolą na spokojne wspominanie ,na cierpliwe przeżycie jeszcze raz tych samych faktów z historii,bo gdzie czas na wspominanie przeszłości jak  przyszłość niepewna woła głosem donośnym jak dzwon że teraz czas na nią ,to jej pięć minut to Ona jest ważna .Tylko jak żyć skoro welon ubłocony ,podarty ,wyblakły bezkształtny ciagnię się za głową ????I albo te korniki po wyżarciu nowych korytarzy opuszczą ciepłe lokum albo mnie podgryzą i unicestwią.....

  
maleńki płomyczek bełga -dziekuję :)

16 grudnia 2009


  

Blogi  odchodzą tak skromnie , w ciszy , w maleńkim pojedynczym komentarzu........Uciekłam ,ostatnio nawet nie wiem gdzie zawędrowałam .Mało mnie tutaj a będzie pewnie jeszcze mniej więc cisza będzie coraz bardziej wyraźna.Pisać było by i o czym ,bo tematów nie brakuje i wciąż coś się dzieje. Tylko ile można psioczyć,narzekać ,płakać pisać o tym że mi źle i nie dobrze ?.A w końcu kto będzie chciał o tym czytać ,kto zechce zaglądać do kogoś kto nie radzi sobie z życiem i tym co ono zsyła?Ja nie lubię siebie takiej niezaradnej ,zdanej na czyjąś łaskę i niełaskę ,nie chce tez litości ani współczucia .Chciałabym te życiowe zawieje i sztormy poprostu przespać jak niedźwiedź  zimę w swojej gawrze.A po obudzeniu chciała bym zacząć wpis na blogu od słów > jestem szczęśliwa,zadowolona ,wszystko się wyprostowało jest fajnie <.A tak co pisać ....... przecież nie jest fajnie nie jest ok a i perspektywy na najbliższe miesiące tez nie są optymistyczne.Wszystko obraca się w pył ,nic nawet mikroskopijne co zaplanuje nie da się zrealizować.Po śmierci babuni złamałam się i za nic nie mogę podnieść .Do tego sobotnie wyczyny małego kożuszka że on chce do baby a jak pojechaliśmy na cmentarz i zaczęłam mu tłumaczyć że babunia teraz tutaj śpi to ten w ryk bo to nie prawda .I musieliśmy jechać do domu babuni w którym teraz urzęduje moja mama .Co ja się w sobie musiałam na przestawiać żeby móc tam jechać to głowa mała.A kożuszek w szlochy bo łóżko babuni puste i łapki zaczoł przekładać dając sygnał ze nie ma baby od zabawy w łapki ,ich ulubionej.Ciężko było go ogarnąć.A większy kożuszek jak automat powtarza jedno pytanie ,ile pustych nakryć będzie w tym roku przy wigilijnym stole ???1 ?2?3?.A mnie to wszystko przerasta .Ale wmurowało mnie w ziemie dopiero po rozmowie z mamą chłopca cierpiącego na brak czucia głębokiego.Mój ma 4 latka a S..... ma 12 więc mama opowiadając o swoim synku i zmaganiu się z jego chorobą i ludźmi którzy nie mają na ten temat bladego pojęcia pokazała mi jak w przyszłości będzie wyglądało życie mojego dziecka( może nie toćka w toćkę ale w przybliżeniu).Zakładanie gipsu na połamane kończyny w największym usmiechu ,nastawianie wybitych palcy ,barku który wyskoczył bez znieczulenia,wycinane wyrostka w ostatniej chwili bo lekarze nie chcieli dać wiary matce że dziecku coś jest .tłumaczenie zielonym nauczycielom co jest dziecku i na co mają zwracać uwagę.I to co my już doświadczyliśmy z małym kożuszkiem czyli poparzenia ,picie gorącej herbaty ,nie wystudzonego obiadu ,nożyczki ,nawet długopis może być zagrożeniem bo dziecko może się tak kujnąć że przebije skórę i nie poczuje.I ogromne zagrożenie to ..... kurki z wodą .I to odstawił mój kożuszek chcąc umyć rączki odkręcił kurek z gorącą wodą ! ! ! Mały kożuszek jest sporym chłopcem i zdał sobie sprawę że na coraz więcej rzeczy ma spory wpływ co chętnie wykorzystuje.Wykorzystuje dostosowując swoje otoczenie do swoich potrzeb.I tak pierwszy ogień tyczy się wszelkich metek na wszystkim co dokoła,malec z zacięciem je obcina,sam dzień w dzień wybiera ciuszki do przedszkola przez co rano dnia następnego nie ma problemu z ubieraniem,jakiś czas temu chciał tylko dla siebie kalendarz dostał go i wielkim kółkiem zamazał w nim co druga cyferkę .Długo nie wiedziałam czemu ma to służyć ani z czym to się  je ,aż do momentu kiedy zaobserwowałam że malec co drugi dzień daje mi swoją podusie z ulubionym puchatkiem  do prania a dzieje się to wtedy kiedy cyfra w kalendarzu jest zamazana.Pisanie w kalendarzu ma na pewno po mnie ale rozkład zamazanych cyferek i trzymanie się tego jest dla mnie niezwykłe.Nie znosi mycia zebów w ciągu miesiąca kupiłam  7 szczoteczek.I nie ma czym myć ząbków ,każdą szczoteczkę chowa tak skrupulatnie że do dziś nie znalazłam jego kryjówki.I jeszcze jedno małe ale najważniejsze to sytuacja z panem M.Ciągle dostaje opieprz od psychologów,psychiatry i innych nadętych dupków że nie powinnam składać pozwu o rozwód bo mam za słaby grunt pod nogami, bo kożuszki powinny mieć chociaż byle jakiego tego ojca niż żadnego,bo dla małego kożuszka rozstanie z ojcem może mieć tragiczne skutki,bo większy kożuszek stracił już ojca jednego i co teraz drugiego.Każdy nadęty dupek mi powtarza jedno jak mantrę walcz jeszcze o ten związek ,walcz o męża  wypchnij go na terapię zmień podejście ,bo przecież wasz związek od początku był naznaczony choroba dziecka najpierw jednego teraz drugiego ,a po drodze śmiercią nienarodzonej córki.No fakt normalnie to u nas chyba nigdy nie było ale to ma być usprawiedliwienie na tyranizm i despotyzm pana M.?A gdzie w tym wszystkim ja?? Muszę walczyć o przetrwanie dla siebie ,dla dzieci ,i co jeszcze pan M. to kolejne dziecko do troski i opieki ??Gdzie w tym wszystkim jestem ja??Gdzie moje potrzeby?Moje uczucia?Ktoś przez lata mnie krzywdził ,poniżał,zabrał godność,odarł z uczuć i pięknych wspomnień ,a ja pomimo wszystko wybaczyłam ,nie zapomniałam bo zapomnieć się nie da. pisałam tutaj kiedyś o wyznaczaniu granic o nieprzekraczaniu ich ,i o tym jakie to ważne abyśmy mieli zagwarantowany spokój ale w życiu raczej granice przeze mnie wyznaczone były bardziej elastyczne niż guma do żucia i bardzo bliscy mojemu sercu agresorzy wciąż je przesuwali.Aż do czasu ,kiedy kilka dni temu wbiłam cholernie mocne pale ,jestem pewna że będa trwałe że moja granica ,suwerenności mojego życia przez ta osobę nie zostanie w żaden sposób naruszona.Było mi potrzeba wielu przegranych bitew ,kilku porażek ,żeby zmądrzeć i wygrać cała wojne.Wiem też że ta jedna osoba i i te bitwy z nią i wyznaczanie granic na jej przykładzie służyło zbieraniu doświadczenia które mogę wykorzystać do "walki" z innymi i do wyznaczania kolejnych  stabilnych granic kolejnym osobom.Teraz wiecie czemu mnie nie ma bo muszę się mocno zastanowić nad życiem ,swoim swoich kożuszków ,nadętego pana M, i nad tym co ja oferuje swoim kożuszkom w tym życiu,to nie przemyślenia na pięć minut za pięć dwunasta ,tutaj trzeba pomyśleć o tym jak to życie zorganizować teraz i jak te decyzje dziś podjęte mogą wpłynąć na nas wszystkich w przyszłości.Troska hmmm zawsze to ja jej potrzebowałam bo to i tamto i śmanto no a teraz co ja mam niby troszczyć sie o pana M... czyli co zapomnieć co złe,wybaczyć,zacząć wszystko jeszcze raz od zera od samego początku a nie od jakiegos momentu ....... i co z tego będe mieć ,za kilka dni tygodni czy miesięcy znów pożałuje że się dałam omotać ,a ten rozwód co on mi da baran jak sie nie chce wyprowadzić teraz to i nie wyprowadzi sie po rozwodzie..... warto latać po sądach i tracić zdrowie????Kartka ,długopis i rozmowy z córą a potem wnioski konkrety i korekta i zobaczymy co wyjdzie.A może znajdę  jakąś grupę wsparcia dla rodziców chorych dzieci tak jak mówiła psycholożka te same zmartwienia zbliżają ludzi ....... 

   


Spuście rosę, niebiosa z góry, a obłoki niech spuszczą z deszczem, Sprawiedliwego
18 ~ płonie niebo nową nadzieją :))


  

Blogi  odchodzą tak skromnie , w ciszy , w maleńkim pojedynczym komentarzu........Uciekłam ,ostatnio nawet nie wiem gdzie zawędrowałam .Mało mnie tutaj a będzie pewnie jeszcze mniej więc cisza będzie coraz bardziej wyraźna.Pisać było by i o czym ,bo tematów nie brakuje i wciąż coś się dzieje. Tylko ile można psioczyć,narzekać ,płakać pisać o tym że mi źle i nie dobrze ?.A w końcu kto będzie chciał o tym czytać ,kto zechce zaglądać do kogoś kto nie radzi sobie z życiem i tym co ono zsyła?Ja nie lubię siebie takiej niezaradnej ,zdanej na czyjąś łaskę i niełaskę ,nie chce tez litości ani współczucia .Chciałabym te życiowe zawieje i sztormy poprostu przespać jak niedźwiedź  zimę w swojej gawrze.A po obudzeniu chciała bym zacząć wpis na blogu od słów > jestem szczęśliwa,zadowolona ,wszystko się wyprostowało jest fajnie <.A tak co pisać ....... przecież nie jest fajnie nie jest ok a i perspektywy na najbliższe miesiące tez nie są optymistyczne.Wszystko obraca się w pył ,nic nawet mikroskopijne co zaplanuje nie da się zrealizować.Po śmierci babuni złamałam się i za nic nie mogę podnieść .Do tego sobotnie wyczyny małego kożuszka że on chce do baby a jak pojechaliśmy na cmentarz i zaczęłam mu tłumaczyć że babunia teraz tutaj śpi to ten w ryk bo to nie prawda .I musieliśmy jechać do domu babuni w którym teraz urzęduje moja mama .Co ja się w sobie musiałam na przestawiać żeby móc tam jechać to głowa mała.A kożuszek w szlochy bo łóżko babuni puste i łapki zaczoł przekładać dając sygnał ze nie ma baby od zabawy w łapki ,ich ulubionej.Ciężko było go ogarnąć.A większy kożuszek jak automat powtarza jedno pytanie ,ile pustych nakryć będzie w tym roku przy wigilijnym stole ???1 ?2?3?.A mnie to wszystko przerasta .Ale wmurowało mnie w ziemie dopiero po rozmowie z mamą chłopca cierpiącego na brak czucia głębokiego.Mój ma 4 latka a S..... ma 12 więc mama opowiadając o swoim synku i zmaganiu się z jego chorobą i ludźmi którzy nie mają na ten temat bladego pojęcia pokazała mi jak w przyszłości będzie wyglądało życie mojego dziecka( może nie toćka w toćkę ale w przybliżeniu).Zakładanie gipsu na połamane kończyny w największym usmiechu ,nastawianie wybitych palcy ,barku który wyskoczył bez znieczulenia,wycinane wyrostka w ostatniej chwili bo lekarze nie chcieli dać wiary matce że dziecku coś jest .tłumaczenie zielonym nauczycielom co jest dziecku i na co mają zwracać uwagę.I to co my już doświadczyliśmy z małym kożuszkiem czyli poparzenia ,picie gorącej herbaty ,nie wystudzonego obiadu ,nożyczki ,nawet długopis może być zagrożeniem bo dziecko może się tak kujnąć że przebije skórę i nie poczuje.I ogromne zagrożenie to ..... kurki z wodą .I to odstawił mój kożuszek chcąc umyć rączki odkręcił kurek z gorącą wodą ! ! ! Mały kożuszek jest sporym chłopcem i zdał sobie sprawę że na coraz więcej rzeczy ma spory wpływ co chętnie wykorzystuje.Wykorzystuje dostosowując swoje otoczenie do swoich potrzeb.I tak pierwszy ogień tyczy się wszelkich metek na wszystkim co dokoła,malec z zacięciem je obcina,sam dzień w dzień wybiera ciuszki do przedszkola przez co rano dnia następnego nie ma problemu z ubieraniem,jakiś czas temu chciał tylko dla siebie kalendarz dostał go i wielkim kółkiem zamazał w nim co druga cyferkę .Długo nie wiedziałam czemu ma to służyć ani z czym to się  je ,aż do momentu kiedy zaobserwowałam że malec co drugi dzień daje mi swoją podusie z ulubionym puchatkiem  do prania a dzieje się to wtedy kiedy cyfra w kalendarzu jest zamazana.Pisanie w kalendarzu ma na pewno po mnie ale rozkład zamazanych cyferek i trzymanie się tego jest dla mnie niezwykłe.Nie znosi mycia zebów w ciągu miesiąca kupiłam  7 szczoteczek.I nie ma czym myć ząbków ,każdą szczoteczkę chowa tak skrupulatnie że do dziś nie znalazłam jego kryjówki.I jeszcze jedno małe ale najważniejsze to sytuacja z panem M.Ciągle dostaje opieprz od psychologów,psychiatry i innych nadętych dupków że nie powinnam składać pozwu o rozwód bo mam za słaby grunt pod nogami, bo kożuszki powinny mieć chociaż byle jakiego tego ojca niż żadnego,bo dla małego kożuszka rozstanie z ojcem może mieć tragiczne skutki,bo większy kożuszek stracił już ojca jednego i co teraz drugiego.Każdy nadęty dupek mi powtarza jedno jak mantrę walcz jeszcze o ten związek ,walcz o męża  wypchnij go na terapię zmień podejście ,bo przecież wasz związek od początku był naznaczony choroba dziecka najpierw jednego teraz drugiego ,a po drodze śmiercią nienarodzonej córki.No fakt normalnie to u nas chyba nigdy nie było ale to ma być usprawiedliwienie na tyranizm i despotyzm pana M.?A gdzie w tym wszystkim ja?? Muszę walczyć o przetrwanie dla siebie ,dla dzieci ,i co jeszcze pan M. to kolejne dziecko do troski i opieki ??Gdzie w tym wszystkim jestem ja??Gdzie moje potrzeby?Moje uczucia?Ktoś przez lata mnie krzywdził ,poniżał,zabrał godność,odarł z uczuć i pięknych wspomnień ,a ja pomimo wszystko wybaczyłam ,nie zapomniałam bo zapomnieć się nie da. pisałam tutaj kiedyś o wyznaczaniu granic o nieprzekraczaniu ich ,i o tym jakie to ważne abyśmy mieli zagwarantowany spokój ale w życiu raczej granice przeze mnie wyznaczone były bardziej elastyczne niż guma do żucia i bardzo bliscy mojemu sercu agresorzy wciąż je przesuwali.Aż do czasu ,kiedy kilka dni temu wbiłam cholernie mocne pale ,jestem pewna że będa trwałe że moja granica ,suwerenności mojego życia przez ta osobę nie zostanie w żaden sposób naruszona.Było mi potrzeba wielu przegranych bitew ,kilku porażek ,żeby zmądrzeć i wygrać cała wojne.Wiem też że ta jedna osoba i i te bitwy z nią i wyznaczanie granic na jej przykładzie służyło zbieraniu doświadczenia które mogę wykorzystać do "walki" z innymi i do wyznaczania kolejnych  stabilnych granic kolejnym osobom.Teraz wiecie czemu mnie nie ma bo muszę się mocno zastanowić nad życiem ,swoim swoich kożuszków ,nadętego pana M, i nad tym co ja oferuje swoim kożuszkom w tym życiu,to nie przemyślenia na pięć minut za pięć dwunasta ,tutaj trzeba pomyśleć o tym jak to życie zorganizować teraz i jak te decyzje dziś podjęte mogą wpłynąć na nas wszystkich w przyszłości.Troska hmmm zawsze to ja jej potrzebowałam bo to i tamto i śmanto no a teraz co ja mam niby troszczyć sie o pana M... czyli co zapomnieć co złe,wybaczyć,zacząć wszystko jeszcze raz od zera od samego początku a nie od jakiegos momentu ....... i co z tego będe mieć ,za kilka dni tygodni czy miesięcy znów pożałuje że się dałam omotać ,a ten rozwód co on mi da baran jak sie nie chce wyprowadzić teraz to i nie wyprowadzi sie po rozwodzie..... warto latać po sądach i tracić zdrowie????Kartka ,długopis i rozmowy z córą a potem wnioski konkrety i korekta i zobaczymy co wyjdzie.A może znajdę  jakąś grupę wsparcia dla rodziców chorych dzieci tak jak mówiła psycholożka te same zmartwienia zbliżają ludzi ....... 

  


Spuście rosę, niebiosa z góry, 
a obłoki niech spuszczą z deszczem, Sprawiedliwego
maleńki płomyczek bełga -dziekuję :)

08 grudnia 2009


  


J..... 1974 ~ 2009  
b.mąż ~dzięki niemu mam przy sobie najcenniejszą rzecz na świecie 

M...... 1930 ~2009
przyszywana mama -osobisty anioł stróż 

W.....  1924 ~ 2009 

babunia ~mamunia dzięki niej i tylko niej wiem jak wygląda dom pachnący rodzinnym ciepłem.
   roza 

Wraz z Waszym odchodzeniem umierała cząstka mnie..... każdy z Was jest dla mnie odrębną częścią mnię ,odchodząc zabraliście kawałek mojego życia ,sporą część mojej historii którą tworzyliśmy razem , wraz z odchodzeniem każdego z Was bezpowrotnie mijała jakaś epoka w moim życiu..... dziś już nic nie powiem,nie przytule, nie dotknę ,nie napoję i nie okryje ciepłym pledem , nie podam łyżki strawy ,nie powiem przepraszam ,dziękuję .......... dziś zostały mi tylko wspomnienia tak ogromne jak babcine pierogi ,dziś zostały mi tylko nagrania waszego ciepłego głosu ,zdjęcia z ostatniej wigilii ,i obrazy  wyraźne pod powiekami jak to pierwsze niewinne nieskalane uczucie....tylko tyle albo aż tyle bo na pewno KIEDYŚ SPOTKAMY SIĘ W WASZYM RAJU.........

  


Wśród moich ludzi widziałem także dzieci zagrożone śmiercią [...]. Bo zdarza się, że Bóg, podobny do żniwiarza, ścina kwiaty wmieszane w jęczmień.
9 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

07 grudnia 2009

Miałam spać ,nie śpię siedzę tutaj.Po co nie wiem widać bardziej potrzebna mi wirtualna biała kartka niż miękkie posłanie.Cisza ,okropna cisza ,odwykłam od niej odwykłam od tego że słychać nawet muchę.W ubiegłym tygodniu mały kożuszek był aż dwa razy w przedszkolu.Całe jego pole manewrów to chatka .Owszem chwilę spędzone z malcem i to takie spontaniczne ,bezcenne dały ukojenie pozwoliły na maleńkie podgojenie matczynych ran w sercu.Tak bardzo było mi potrzeba jego przytulania,tego jego głaskania po głowie ,uśmiechu ...... poprostu oddałam go we władanie przedszkola i raptem stało mi się za mało tego małego człowieczka.Ale nie wszystko pięknę nie wszystko budujące.Malec non stop w domu i to co w tym domu wyprawiał to głowa mała.Po  ciężkiej mozolnej rehabilitacji SI malec zaczął się odblokowywać na dźwięk.Obłed to chyba za małe słowo.Całe dnie od otwarcia oczu po spaniu aż po ich zamknięcie na dobranoc kożuszek musiał mieć włączone radio,karty grające ,i budziki w telefonie i w zegarku .Nic nie mogło zostać wyłączone tak żeby nie zauważył.Owszem te sprzęty były rozstawione po całej chatce i w każdym pomieszczeniu coś brzęczało,ale nawet jak był w ostatnim pokoju a ja w kuchni złożyłam kartę od razu z klawej wesołej zabawy natychmiast robił się płacz i zgrzytanie zebami.A do tego powyciągał z katów pochowane z czasów kiedy nie znosił dźwięków rozmaite własnej roboty grzechotki,które teraz wprost  ubóstwia.Efekt był taki że nawet jakby nam na dachu chatki wylądował samolot to i tak nikt nic by nie słyszał.A do tego jeszcze jego dziwactwa do których w ostatnim czasie użył podłogi w dużym pokoju .Rrrrrrrr poukładał a raczej zasypał dywan ,pudełkami po płytach,maskotkami ,i....... ścinkami z torebek reklamówek które przycisnoł jakąś wyszperaną nie wiem skąd półką ( ! ! ! ).Ale najciekawsze w tym było to że wszystko zostało pogrupowane według >> uwaga << kolorów.Chodzić nie było jak ,strącenie czegos,przesunięcie noga i krzywa mina gotowa i super zabawa popsuta.A mamusia nie spadochroniarz fruwać nie umie ,chód ma tez słoniowy więc to moje rrrrrrrrrrr z bezsilności i złości padało częściej niż często.Moje dzieciątko mój kochany najkochańszy mały kożuszek i te jego dziwactwa które tak ciężko zaakceptować.Bo raptem z chatki robi się mrowisko  ze ścieżkami do chodzenia.Dodajmy do tego mściwe pomysły pana m...... ,nie sprzyjające porywy losu i chwilami miałam ochote wyjść z domu nawet się nie ubierając i iść poprostu iść przed siebie ....... bez celu oby dalej ,oby nie tu.I ten dzisiejszy dzień po tygodniu szumu w mrowisku malec powędrował do przedszkola a tu cisza ,i mysli się prostują i jakoś aż mi dziwnie ,nie swojo ,obco .Blogowa dobra dusza powiedziała mi dziś że najciszej jest w oku cyklonu ........no właśnie może ja jestem właśnie w takim oku cyklonu we mnie cisza a naokoło burze ,ulewy ,wichury ....... ja mam cały czas wrażenie że nad głowa mam tornado ,które zwala na mnie pniaki i zanim wygrzebie się spod jednego i obliże rany to już  następne pniaki lecą na łeb.Ta cisza to pozory bo kolejna osoba już trzecia w tym roku tak bardzo mi bliska ,ważna dla mnie,odchodzi z tego świata ......... ale nie umiem o tym pisać za ciężkie doświadczenie ,zbyt bolesne.Moja kochana babunia ..... świadek mojego życia, odchodzi kawałek historii ....... to boli bardzo boli zwłaszcza jak chcesz a nie możesz pomóc ,chcesz bo widzisz że ktoś bliski umiera w samotności pomimo obecności swojego dziecka.Niedługo do was wrócę ,do komentowania waszych krain ,na razie po cichutku czytam ,zbieram siły ,łatam swoją dziurawą dusze....

  

Największy ból mogą nam zadać tylko osoby najbardziej kochane. Najgorszy, bo zaczajony, zaskakujący wróg to ten, który jest najbliżej ciebie. ...
4 - coraz więcej iskierek płonie 

06 grudnia 2009

Przestrzeliłam dzisiaj bloga na 150 stronę ,tła ,banerki,obrazki obrazeczki kolory i literki tak jakbym porządkując bloga miała uporządkować swoje życie,to moje życie szare,brudne,utytłane ,a tu feria barw,kolory jak z bajki tylko czemu mnie to nie cieszyło?czemu nie jaśniała moja dusza ?Chwilami  jak najbardziej świadomie nie wiem na jakim świecie żyję,nie wiem co się koło mnie dzieje ..... tak jakbym chciała uciec od tego co jest wokół ,odizolować się chociaż na moment na chwileczkę zapomnieć o wszystkim bez wyjątku .Ale są momenty które wyrywają mnie z tego odrętwienia to jakieś nowe zbitkowe paplanie małego kozuszka ,albo wtedy kiedy uchyla delikatnie grającą kartę i słucha to takie chwilunię  którymi się karmie .Ale braków mam tyle że  to za mało by nakarmić wygłodniała dusze,owszem  przez chwilę jestem syta ale potem ...... Te ostatnie dni są koszmarne jeszcze chyba nigdy nie było tak aby w ciągu kilku godzin doświadczyć skrajnie różnych emocji od euforii po płacz dławiący w gardle,od  świetlistej nadziei po bagno rozpaczy, od stanu nirwany aż po kres bólu ,od zwątpienia do odrodzenia.........pamiętam taką scenkę z dzieciństwa kiedy to z chłopakami z sąsiedztwa łapaliśmy takie robaki podobne do dżdżownic ,jak się je nadepnęło to one tak dziwnie strzelały a potem wijąc się uciekały dalej z tym że po takim wystrzale ciągnęły się za nimi ich zielone wnętrzności .Dzisiaj ja czuję się kropka w kropkę tak samo  jak te biedne stworzenia wtedy .Jeszcze próbuje czegoś jakiejś ucieczki ,jakiegoś kroku zdecydowanego ale to już nie ma szans bo moje flaczki wleką się za mną..........wiem już ze mały kożuszek ma zaburzenia czucia głebokiego ,jest to nie do wyleczenia z tym trzeba żyć a jak ciekawie to wczoraj wytłumaczyła mi nasza ciocia rehabilitantka ,po za tym autyzm mamy na  90 % nie wiemy tylko jeszcze jaki i czy to czysta postać autyzmu czy tylko jakieś tam zaburzenia autystyczne ..... dostałam wczoraj takie łupnie odnośnie sytuacji małego kożuszka ze dłuuuuuuuuugo będę się zbierać po tych informacjach.A ja walczę dalej na własną rękę z grypą ,paskudną ,obrzydliwą .Zawaliłam lekarza w czwartek ,sama sobie odstawiłam antybiotyk i jest klawo grypa jak była tak jest ale chociaż nie ma kłopotów ze strony żołądka i jelit........ jak bym w czwartek po akcji z panem m.... zjawiłą się u lekarza to szpital gwarantowany znów by mnie nafaszerowali h.......... albo l........ otępili ogłupili i zrobili co chcieli a tak nie ma figa .No właśnie co do pana m... to nie jestem jeszcze gotowa aby opisać to co zrobił ze mną w czwartek ......... ale ciekawi mnie czy kiedykolwiek płakaliście tak bardzo aż narobiły się wam krwawe wybroczyny w oczach?a czy zaciskaliście kiedykolwiek tak mocno dłonie że aż resztki paznokci poprzebijały wam skore na dłoniach?Boję się coraz bardziej ,na każdy dźwięk dzwonka,dzwonek telefonu ,głośniejsze stąpnięcie nogą chowam się w sobie i drże......... i jestem coraz bardziej nerwowa,wybucham o błahostki , a jak nikt nie reaguje to zaraz płaczę...... naprawde mam już dość ..........

  

Przeczyć, wierzyć i całkowicie wątpić 
jest tym dla człowieka
 czym bieg dla konia.
6 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

02 grudnia 2009

Uściski i podziękowania dla Was kochani blogowicze za waszą obecność.Serdecznie witam w swoich skromnych progach Lorely i Kaye mam nadzieje że zostaniecie ze mną na dłużej.Przepraszam że was nie komentuje na waszych blogach i nie odpisuje u siebie ale ja wciąz jestem zawieszona w próżni ,bardzo ciężko mi się pozbierać od kupy ,nie wychodzi mi odnalezienie siebie.Czuje żal do siebie  że wciąż jęczę i marudzę że powinnam się wziąć w garść dać kopa nieprzychylnemu losowi tylko czy cokolwiek można zrobić na już teraz i w tej chwili??Nawet jak się komuś na gwałt do toalety zechce to trochę musi postękać zanim coś wyprodukuje.A ja ja upadam ,owszem siły mam bo  mieć muszę ale upadam boje się tego co będzię nie potrafię zaakceptować tego co się dzieje.Dotkliwie odczuwam brak wsparcia z jakiegos realnego źródła ,wsparcia ramienia ,słowa ,chce mi się wypłakać  ale nie mam komu.Uczucie pustki i osamotnienia przybiera na sile ze względu na zbliżające się święta .Od wczoraj z małym kożuszkiem siedzimy w domku i jest nam cudownie ..... łóżko do której chcemy ,śniadanko jak się nam zechce ,zabawy oczywiście jak najwięcej umysłowych bo takie preferuje malec .......w tym czasie staram się regenerować  jak tylko się da.Mój mały kożuszek mnie po prostu przeraża .W ostatnim czasie zmieniam podejście do niego i to radykalnie oczywiście w miarę pojawiania się nowych dziwadełek.Wcześniej duuuuużo czasu poświęcałam na tłumaczenie że tego nie wolno  ze względu na to i tamto uważałam że te jego dziwadła to złe nawyki na przyszłość.Dziś ustępuję coraz częściej ...i widzę zaskakujące rezultaty poluzowania mojej chorej dyscypliny.Malec śpi dzisiaj w towarzystwie reklamówki w pieski  oczywiście złozonej i sklejonej taśmą żeby się nie udusił) ,11 maskotek ,koparki,dźwiga ,spychacza oraz..... ukochanego pieska który został włożóny w pudełko po żelazku -bude- żeby było mu ciepło,to jest w łóżku  , a pod łóżkiem  stoją zabrane w wielkim śmiechu mamine malenkie pojemniczki na przyprawy ,4 autka,rozkręcona drewniana lokomotywa.Miałąm okropne poczucie winy wobec siebie że po prostu rozpieściłam swoje dziecko że robi  ze mną co chce .Ale psycholog wyleczyła mnie z tego poczucia winy .Dziś malec otoczony tym wszystkim śpi spokojnie cała noc a nie tak jak wczesniej kiedy mu nie pozwalałam i budził się co chwilę ,łaził po całym łóżku,jęczał i marudził.Przed poluzowaniem mojego podejścia malec potrafił wypić w nocy siedem !!! butelek mleka ,dziś wypija tylko dwie .Wstyd się przyznać ale nareszcie w nocy śpi bez pieluch .Wcześniej co drugą noc musiał mieć pieluszkę.Nie wiem co będzię dalej ale od swojej psycholog dostałam namiary na ponoć dobra przychodnię w stolicy już zapisałam tam małego kożuszka .Termin pierwszy do psychologa mamy chyba na 15 grudnia .Wszystko na NFZ ,i co ciekawe na pierwszą wizytę rodzic jedzie bez dziecka (!!!) , porozmawiać z specjalistą i omówić co się dzieje.Po za tym jesteśmy już zapisani do psychiatry dziecięcego bo ten tez będzię potrzebny.Na razie  tak jak pisałam jestem zwieszona w próżni ,jedni podejrzewają autyzm ( coraz więcej o tym świadczy) inni chorobe genetyczną ,a moja psycholog powiedziała ze moze to nie autyzm a bardzo podobny zespół aspergera.Jeszcze nie rwe włosów z głowy bo nie ma konkretnej diagnozy ale boję się ze jeśli coś z tych rzeczy się potwierdzi  to ja się najnormalniej w świecie załamie nie podźwignę tego.Jeszcze gdyby mówił było by mi lżej a tak ......... brak słów..Malec coraz bardziej buduje złożone zdania i coraz ciężej go zrozumieć.Moja i szkolna psycholog stwierdziły ( nie znając sie) że powinnam zastanowić się nad nauką   języka migowego ,bo dzięki temu kożuszek mógłby się ze mną porozumieć bez problemu i nie powodowało by to tyle negatywnych emocji jak teraz .Teraz nie moze skupić się na normalnej mowie bo wpada w płacz jak tylko ktos go nie zrozumie.Mętlik ,szarość wokół mnie............Z większym kożuszkiem też nie ciekawie psycholog po testach stwierdziła ze nie może spisać opinii i potrzebne są dodatkowe testy bo te które większy kożuszek przeszedł  wypadły tragiczne  .Dobzre że pan M .... ostatnio o dziwo wraca do domu między 18 a 19.Chwilunie dłuzej .Zastanawiałam się ostatnio czym zawiniłam że się nam nie udało ,chociaż jego słowa nie pokrywały się  rzeczywistoscią ,a zarzuty kierowane pod mój adres były wyssane z palca to ja i tak zaczełam mu wtórować że to faktycznie moja wina że jestem do niczego ,że nic nie prezentuje swoją osoba,że jestem wadliwym produktem,i wiele innych........ analizowałam ,myślałam ......... szukałam twardych dowodów na moje słowa że to On mnie poniża ,gnębi,że jest tyranem,że jest mi źle niedobrze........ tak wiedziałam o tym ,mówiłam i pisałam  ale byłam tak zaślepiona że nie dostrzegałam swoich argumentów ........ i kolejny raz mój terapeuta zdjoł mi klapki z oczu.Dopiero teraz jak te kilka dni wraca późno do domu mam twardy i niepodważalny argument  jego winy i tego co robi zarówno ze mną jak i dziećmi.Jak wracał o 12 ,13 to ja o 16 wysiadałam ........ jak tylko pojawial się w domu robiła się napięta atmosfera ,dzieci płakały ,awantury i krzyki .A teraz jak wraca tak późno to i większy kożuszek spokojniej i szybciej robi lekcje ,a mały spokojnie bawi się nikt nie podchodzi do niego co chwilę i nie giełda go po głowie ,ani nie obściskuje czego malec nie znosi ,ja nie mam presji ze muszę mieć sprzatnięte na 16 bo może byc i na 18 jak kozuszki razem będą coś robić.Owszem ogień buzuje ,jak śmiejemy się z dzieciakami ,jak malce włażą mi na głowę ,jak większy kożuszek turla się ze śmiechu to pana M..... aż skręca i wtedy się mśći tak jak wczoraj.Sytuacji która mnie spotkała pod jego nieobecność sprowokowanej przez niego samego nie chce opisywać ,ale finał był taki że kolejny raz w życiu nieistniejące ogromne czarne pająki biegały mi po dywanie........O sobie nie będę pisać szkoda słów .........moze tylko jedno trzymajcie za mnie kciuki bo choroba nie odpuszcza.
Aha i zmieniłam szate bloga na zieloną bo to przecież kolor nadziei....

  

i jeszcze jedna ważna rzecz ,większość z was jest z blogowego świata ,często sami przechodzicie ciężkie chwile ,sami wpadacie w dołki ,i wam tak jak mi nie raz gaśnie swiatełko w tunelu więc wiecie z własnego doświadczenia jak ważne i budujące są komentarze i ile wiary potrafią wlać w człowieka dlatego teraz kiedy moje światełko w tunelu przygasło dziękuję Wam za komentarze.
13 ~ płonie niebo nową nadzieją :))

Brak komentarzy: