lipiec 2010

czego nauczyło mnie zycie z facetami ?

Różne sytuacje ,już mnie spotykały ,małżeństwo z Tobą jest moim kolejnym związkiem.Z pierwszego jest dzieciatko które nie raz nie dwa chorowało.Zawsze wtedy byłam sama ,nawet jak był z nami jej ojciec.Zawsze coś było ważniejsze od nas ,coś co nie pozwalało nam wspólnie przechodzić chorób i ważnych sytuacji w życiu naszego dziecka.Potem zostałam z nią sama ,taką samą jak wcześniej wciąż chorującą non stop świątek piątek i niedziele...... SAMA z nią.Potem pojawiłeś się Ty.Marzenia schowane gdzieś głęboko jak cenny skarb o dzieleniu smutków i radości wypełzły na wierzch.Pierwszy etap ,choroba przewlekła córci przeszedłeś wzorcowo.Byłeś na ile mogłeś.Starałeś się według swoich możliwości i wiedzy.Potem coś nabrzmiało i pekło.............. po kolei moja choroba ,po urodzeniu kolejnego dziecka , niepełnosprawność po wypadku ,aż w końcu zagadkowe schorzenia synka w każdej z tej sytuacji byłam SAMA.Pamiętam swój ogromny wstyd kiedy po zabiegu musiałam prosić mamę o opiekę na de mną i dziećmi bo dla Ciebie praca była ważniejsza.Pamiętam ten szczególny czas przed komunią córci ...... kiedy nadszedł czas że nie wiązałam już ze soba kolejnych godzin.To wtedy zaczoł się okres w moim życiu kiedy przestałam odróżniać noc od dnia.Wtedy też byłam SAMA.Czas po powrocie do domu ze szpitala był koszmarem.Zostawałam sama z dzieckiem bez picia i jedzenia...... poruszanie się z pokoju do kuchni to była przeprawa przez dżungle.Jak juz dostałam się do kuchni niczym wystraszone zwierzatko robiłam hurtowe ilości kanapek i picia oraz jedzenia dla małego kosmity i pakowałam to w plecak ,i ciągnełam do ostoi jaką było łóżko w pokoju ,zbierając po drodze wszystko co mogło się przydać za godzinę ,dwie a może wcale..... kredki, pieluchy,kremy,butelki do mleka,długopisy,książki, nożyczki,kleje plasteliny itp.itd.Nikt mi nie pomógł, nie podał nie wsparł,nie podetknoł niczego pod nos.....Walczyłam jak lew ,na ślepo ,  żeby tylko te pieluchy które zostały dla mnie naszykowane i które  przywitały mnie w domu nigdy nie zostały  użyte ! ! ! Szłam do przodu jak taran ,wiązałam synkowi sznurówki pomagając sobie zębami ,zakładałam skarpetki zębami ,co było wyżej wylądowała najniżej ,oby sobie poradzić ,nie dać się.Survival w domu........ wywalczyłam siebie powoli spokojnie z zacietością i poprzygryzanymi do krwi wargami powstawałam jak feniks z popiołów.Wtedy też byłam SAMA ( oprócz małych wyjątków ).Kiedy ja wstawałam z kolan upadało nasze dziecko -mały kosmita.Przez kilka lat odbijałam się jak piłka od jednego gabinetu lekarskiego do drugiego od drugiego do trzeciego.SAMA!Każda moja prośba o towarzyszenie mi i naszemu synkowi podczas wizyty kończyła sie utarczką słowną większą lub mniejszą ,obrażaniem lub łzami oraz tysiącem Twoich akurat na ten dzień zobowiązań.Przywykłam, nauczyłam się obrosłam mchem tą samodzielnością przez lata pielęgnowaną ,dokarmianą pewnością ,słusznością wyboru.Zapomniałam jak to jest kiedy jedno wspiera drugie,jak to jest jak jedno tonie a drugie rzuca mu koło ratunkowe.Byliśmy jak dwie krążące obok siebie planety ,obok ,obco nigdy wspólnym torem.Jeszcze wczoraj będąc u J..... na pytanie czego się napije kawa herbata ja odpowiadam że niczego bo wszystko mam!Bo po drodze kupiłam sobie sok i bułkę.... i słyszę słowa że jestem samowystarczalna.Dlaczego?To życie z wami z facetami wyżłobiło moją samodzielność i odrębność.Jeżdżąc z małym kosmitą na terapię wyglądam co najmniej jakbym szła na pielgrzymkę.Cała trasa rozpisana ,godziny minuty ,sklepy ,wystawy torba wypchana zakupami zrobionymi dzień wcześniej ( chusteczki suche i "mokre" ,picie moje i małego kosmity, najgorszy ręcznik jakby zaczął rzygać, bułki ,zabawki , gazeta ,pielucha albo zapasowe gacie jakby znów nie poczuł co zrobił ...) obowiązkowo doładowany telefon i sprawdzenie czy przypadkiem synio wcześniej nie wykasował numeru ICE z komórki.I to co Ciebie najbardziej zdziwiło dlaczego malcowi na drogę nigdy nie zakłądam spodni na szelki ?Odp.prosta mało kiedy nadążamy z siusiu .... Większe przygotowanie mniej stresu i mniej wpadek.I nadszedł wtorek dzień kiedy synek miał mieć usuwane zabki.Musiałeś być.Ale raczej traktowałam Cię jako szofera , od początku nastawiałam się na kolejną  " samotnie".Pierwszy szok przeżyłam kiedy malec dostał wlewkę głupiego jasia...... zwinoł się u naszych stóp na podłodze jak psiak i powoli odpływał...... chciałam trzymać go za rękę ale moja trzęsła się tak że nie mogła trafić w rączke małego kosmity.Wtedy poczułam mocny uścisk na swojej dłoni ..... To było dziwne odebrałam ten gest jako przekaz > nie martw się jestem tutaj <.Jak odpłynoł zanieśliśmy go na sale , anestezjolog kazał do synia mówić i gadać z nim ...... trzymałam się przepisowo do czasu jak na swoim ramieniu nie poczułam Twojej ręki ,w tym momencie ,kiszki skręciły mi się w 9 ,serce tłukło jakby chciało wyskoczyć ,a w uszach dzwoneczki merry christmas  pękałam ........ powoli i delikatnie ..... mały kosmita zasnął ...... wróciliśmy do poczekalni stres stres przez niego miałam ochotę schować się w piwnicy ,bunkrze ,oby nikt nie chodził, nic nie mówił .........,zeszliśmy do innej poczekalni spokojniejszej..... opadłam na kanapę i zastanawiałam się tylko jak na swoich miękkich nogach pokonam kilkanaście schodków w powrotną trase....... miałam ochote wyć, krzyczeć, drzeć się żeby wszyscy wiedzieli jak jest mi cholernie ciężko .......i w tym momencie otoczyłeś mnie ramieniem ,cichutko ledwo słyszalnie dotarły do mnie słowa Twoje słowa ,że będzie dobrze ,żebym się nie martwiła ,że jesteś ........ to co zaczęło pękać na górze teraz roztrzaskało się z hukiem w drobny mak.... pozwoliłam samej sobie wtulić się w Ciebie ,pozwoliłam kolejny raz nozdrzom powdychać Twój zapach............ dziwne uczucie ,takie zwykłę niby normalne ,a czekałam na nie na te chwilę z utęsknieniem tyle lat..... my rodzice i nasze dziecko ,traumatyczne chwilę i my oboje ,razem wspólnie ....... wsparcie i opieka najpierw ty mi rzuciłeś koło ratunkowe potem ja Tobie...... od tamtej pory dzielnie uczysz się peseli dzieci ,wozisz większego kosmite do dentyste ,z mniejszym wbijasz gwoździe.... pytasz zagadujesz dociekasz i jesteś BOŻE JAKIE TO DZIWNE.
 @)-->-->-- chce się z Tobą podroczyć nie potrafię 
chce się z Tobą pokłócić - nic z tego
chce Ci pokazać że mnie wpiekliłeś -nie potrafie
Wiele kosztowało mnie zrzucenie pancerza budowanego latami , to nie życie mnie nauczyło samodzielności ,ani tym bardziej Wy.Złe wzorce z dzieciństwa , brak poczucia bezpieczeństwa , ciągły lęk Bóg wie jeden tylko przed czym właśnie tak mnie opancerzyły .Potrzebowałam kilku miesięcy aby to zrozumieć, aby pojąć że musze w sobie dokonać ogromnych zmian ,musze pokonać siebie aby móc żyć normalnie.
WTEDY NIE BYŁAM SAMA

1 komentarz:

majacyranek@gmail.com pisze...

Jejku,kochanie ile w Tobie siły i ile przeciwności losu Cię dopadło,ale Ty byłaś silna i choć Ci było źle nie poddałaś się.
Wielka jest w Tobie siła woli i walki.
Cieszę się,że M był z Tobą w takiej ciężkiej chwili, to na pewno dużo dla Ciebie znaczyło.
Popłakałam się, jak przeczytałam,że byliście razem,że Cię wspierał itd.