co ja mam pisać? w jakiej formie?czy to nie wstyd ? ale co ja mam do stracenia? długo podejmowałam decyzje,rozważałam za i przeciw.podjełam decyzje wbrew rozsądkowi,wbrew ludziom,na przeciw sercu.......i nawet na złość Tobie.Ale robie to w pierwszej kolejności dla siebie a następnie dla dzieci....... wbrew logice wierze że dzięki tej decyzji i poniesionym konsekwencjom "złapie"wreszcie "mocny " grunt pod nogami.że wreszcie po tylu latach "zaznam spokoju".ty się ode mnie nie odkleisz tego jestem pewna na milion %.więc musze zrobić wszystko aby zarówno życie moje jak i moich dzieci ustabilizowało się maksymalnie.....wraz z tymi decyzjami obudziła się we mnie kolejna tęskniąca myśl.z jednej strony chce cały czas aby moje dzieci miały normalny dom,rodzinę,tradycje,a z drugiej nie robie nic aby zagwarantować im "ciągłość" jednych dziatków,jednych rodziców.skupiam sie na walce z Tobą,szukam sposobu jak sie z tobą rozstać.A przecież tak nie powinno być....zawsze skupiałam się na tym co Ty przekazujesz dzieciom,patrzyłam tylko na to co Ty upychasz dzieciom w "życiowe walizki".no właśnie a ja? co ja Im daje..... obraz walczącej matki,matki która z góry wie że nie chce ojca!czas to zmienić.teraz myśle tylko o tych wspólnie przeżytych latach i tych co jeszcze przed nami.i chyba sie starzeje bo nie chce mi się wchodzić w żadne konflikty z Tobą ,ani reagować na Twoje różnorakie zaczepki.mam nadzieje że nie jet za późno ay pokazać dzieciom że związek dwojga ludzi nie musi przypominać pola bitwy,że czasem trzeba powalczyć,czasem ustąpić ale zawsze trwać i nie rozpisywać na straty ani siebie ani kogoś ani naszego związku.........
puszek
nie wybiegam w przód nawet po za granice własnych powiek,godzina -60 minut to dla mnie całe wieki,liczy się tylko tu i teraz ta sekunda dziecięcego uśmiechu.....nie marze nie planuje nie sięgam nieba ,trwam ,niedostrzegalnie drże ,cieszę się tak cicho jak liść kołysany wiatrem .te chwile darowane nam są lżejsze od puchu ,ulotne ,niestabilne kążde nerwowe mrugnięcie ,każdy głębszy oddech może wprawić puchową stabilizacje i spokój w ruch i nasze "szczęście " nie będzie już nasze......nie ono nie jest nasze ono nas tylko na chwilkę odwiedziło dając wytchnienie umęczonemu sercu......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz