Kurs

zapisałam się na kurs.Jedni popukają się w czoło drudzy potkną o swoje myśli.Szkolenie trwa przez weekend października i  listopada .Pierwszy termin 8-9 październik.Zajęcią od godziny 8 do godziny 18 - 19.Jest to część teoretyczna ( ponoc na studiach przyswaja się te ilośc wiedzy przez dwa lata).Potem w listopadzie 12 i 13  jest część praktyczna.A kurs kończy się certyfikatem poświadczającym najwyższe umiejętności wolontariusza hospicyjnego i jest honorowany zarówno w kraju jak i za granicą.Za granica mi nie potrzebna u nas w miasteczku jest hospicjum nie jestem wymagająca to mi wystarczy.Za tydzień kolejne urodziny.Odkąd skończyłam 30-tkę moje życie nabrało barw .Tylko jakoś tak cały czas te barwy mają przybladły kolor,jakby ktoś je mocno zmatowił.Może oddając część siebie komus innemu moje życie stanie się wyraźniejsze.Moje małżeństwo tez do łatwych i przyjemnych nie nalezy.Nic już nie zmienię i nawet nie mam zamiaru.Ale muszę mieć jakieś swoje miejsce gdzie poczuje się potrzebna,gdzie komus będę mogła pomóc chociażby trzymając go za rękę.Mąz nie dołoży mi sił i radości a sa mi one potrzebne do tego aby pełniej poświęcić się jego trudnej miłości.


3 komentarze:

lorely pisze...

Chylę czoła.. trzeba niezwykłej siły i przeogromnych pokładów miłości by pracować w hospicjum..

shy pisze...

ta myśl dojrzewała kilka miesięcy.... teraz dojrzała ,czas "na zbiory".

Eurydyka pisze...

Gratuluję tak szczytnej decyzji. Te zmatowiałe barwy nabiorą blasku, nie martw się. Pozdrawiam i życzę realizacji wszystkich życiowych planów :)