Nie mam kiedy pisać ... biegam między gabinetem dyrektora w gimnazjum i gabinetem dyrekcji w podstawówce.Miedzy czasie praca milion innych spraw i jakoś tak się wykruszyłam.Ale dziś jestem bo i jest coś co zakuło.
Czasy szkolne ,wczesno szkolne
jestem ja i jeszcze inna dziewczynka.Bardzo zamknięta w sobie.Onieśmielona.Przyprowadza ją tata i siedzi z nią w jednej ławce ... bo dziewczynka płacze .Taka sytuacja trwa za zgoda nauczyciela od "O" aż po II klasę.Potem mija rok za rokiem.W IV klasie siedzimy z dziewczynką która jest już dziewczyną w jednej ławce i tak aż do końca klasy VIII.Przez cała podstawówkę zarówno dziewczyną jak i jej starszą siostrą interesuje się tylko tata.Biega na wywiadówki,rozmawia z nauczycielami .Jest zawsze i wszędzie.Dziewczyna jest spokojna,uczy się przeciętnie.Raczej z klasą mało zżyta zresztą jak i ja.
Potem w drugiej połowie lat 90 nasze drogi się rozchodzą na kilka ładnych łat.Ponieważ cztery lata siedziałyśmy w jednej łąwce czasem o niej myśłam .Jak sobie życie ułożyła.Jak jej jest.Nie raz widziałam jej starszą siostrę która co zmiana pory roku to prowadzała się z nowym facetem i za kilka miesięcy chadzała z głebokim wózkiem.
Kilka miesięcy temu ..... dziewczyna już jako żona i matka załozyłą sobie konto na portalu społecznościowym.Znalazła mnie ( chociaż nie wiem jakim cudem bo dane są zaiksowane i nie jest to łątwe ).Obejrzałam jej fotki.Ślubne ,z wypadu w góry, z mężem, solo,i z synkiem.Ciepło mi się na duszy zrobiło.Taka ciapowata fajtowta wiecznie uczepiona ojcowskiej ręki wreszcie ułożyła sobie życie.W planach miałam napisanie meila odświerzenie znajomości ale zawsze coś było nie tak.A to padła bateria i wiadomośc nie została wyslana,a to wystąpił bład na stronie i tez się nie wysłało.
Aż do wczoraj kiedy......
W moim biurze pojawił się Pan .... Stary zniszczony ,zgarbiony ,bez zębów przemielony przez życie jak przez maszynkę do mięsa.Z żalem na ustach i łzami w oczach snuł swoją opowieśc.O żonie ktora dopuszczała się rękoczynów.O pracy na trzech etatach .O spaniu na kuchennej podłodze bo żona miała taki kaprys.O córce która nie zaprosiła go na slub.I drugiej córce która się go wyrzekła.O wnuczce która pod jego oknem wykrzykuje zapytanie "dziadek a kiedy ty się powiesisz?" O spaniu w aucie w lesie po wyrzuceniu go z domu.O zniszceniu auta przez matkę i córkę które było jedynym narzędziem pracy tego styranego człowieka...I wielu innych drastycznych sytuacji które zgotowali mu najbliżsi ... Ci których wychowywał ,utrzymywał ,opiekował się nimi,gotował obiady,zawoził do lekarzy ,,,,,,
1 komentarz:
Jeżeli to nie złe geny, to popełniono gdzieś straszliwy błąd....
Prześlij komentarz