mgnienie

Przekraczając bramę cmentarza wchodzę w inny świat ........  raz na jakiś czas zbieram się w sobie ide na prawie 2 godzinny spacer.Wchodzę głowną bramą i skręcam w lewo.Swoją wędrówkę rozpoczynam od grobu dziadka.Co prawda nigdy go nie poznałam ale jakoś tak zawsze się dbało o jego grób który teraz jest też przyszłym miejscem dla taty.Grób dziadka znajduje się w najstarszej części cmentarza.Cmentarz nawet nie jest duży jest po prostu ogromny.Tuż obok najstarszej jego części jest część nowa i najnowsza.I własnie po wizycie u dziadka idę w tą najnowszą część,część która jeszcze nie dawno była pustym placem .........a dziś zapełnia się wręcz w ekspresowym tempie nowymi krzyżami.Nie jestem w stanie przejśc alejka w alejkę idę tylko do tych najbliższych ,do tych " osobistych".Do kochanej wychowawczyni z sercem ,do kolegów z klasy,do koleżanek ,do przemiłej pani z osiedlowego warzywniaka ,mijam grób zastrzelonych braci ,chwilę zatrzymuje się obok grobu Wioli młodej kochającej życie kobiety która zmarła równo w rok od swojego ślubu przegrawszy walkę z nowotworem.Nie umiem być obojętna nie znałam jej pracowała w firmie Pana M.Ale  jej ostatnia walka i apele w gazecie spowodowały ze poznał ja nasz cały mały W......k i okolice.Co chwilę z zimnej nagrobnej płyty patrzą na mnie znajomi taty i mamy.Z tej części w której najmocniej człowiek rozmyśla i zanosi się zadumą "uciekam" w kolejną alejkę ....Ide ku górze tam gdzie na szczycie wznosi się cmentarna kaplica . stąd jest najpiękniejszy widok ,nie tylko w dniu 1 listopada ale o każdej porze roku i zima i latem.To stąd biegnie alejka wprost do kolejnego grobu .Długi kawałek drogi...... ide powoli tutaj nie ma pośpiechu.........docieram na miejsce ....nogi lekko miękną ,powieka drży ,patrze na zdjecie Jacka i dochodze do wniosku że wiele rzeczy wydarzyło się w naszym życiu nie potrzebnie, że wielu nieprzyjemnych sytuacji mozna było uniknąć............i w ogóle po co było to wszystko to wieczne bieganie udowadnianie ,pokazywanie ......... zbędny balast można było sobie spokojnie odpuścić. Nie ma go a ja nie raczej nie jest to poczucie winy,nie obciążam siebie ale gdzieś w środku boli strasznie pali niewidzialnym ogniem że On i córa nigdy się nie spotkają ,nie poznają nie porozmawiają ........ stoję jeszcze chwilę może dwie sama nie wiem a potem jedna alejka dalej a w niej Kinga słodka 13 latka i na 13 skończył się jej ziemski żywot.....Patrze na datę 13.05.1997 rok ...... Boże to już tyle lat??To wszystko wydarzyło się 14 lat temu??A nie wczoraj przecież pamiętam jak sprzedawczyni ze sklepu zostawiła wszystko i pognała do jej mamy powiedzieć że Kinia zgineła pod pociągiem!!!!To już tyle lat a z wyrytej twarzy wciąż nie bacząc na upływający czas patrzy zaklęta wciąż uśmiechnięta dziewczynka......
Tuż za rogiem ,Rysiek ze swoją dziewczyną i kolegą 17,18,19 lat............Był piątek upalny sierpniowy 98 roku gadalismy z Ryśkiem pod blokiem ,umawialismy na niedzielnego grilla , śmialiśmy.........plany ,marzenia ,beztroska ........ a potem sobota mokra,zimna jak ta wieść która dotarła Rysiek i cała trójka ( dziewczyna kolegi pochowana w innym mieście )nie żyją !!! Cała sobota i niedowierzanie .......niemożliwe,nie nie prawda ,to bzdura,potem pogrzeb kościół i plac przed zbyt mały by pomieścić tłumy ....... Rysiek mój rówieśnik ,byłby dziś 30 jedno letnim mężczyzną .Kim by był?Jaką szkołę skończył?Czy byłby dobrym mężem i ojcem?Czy pozbył by się wreszcie tego loka znad czoła?Kolejna twarz zakleta w marmurze...........W tym samym ciągu można wyliczać ,ciotki,wujkowie,sąsiedzi, dorosłe dzieci znajomych.Odbijam w prawo za dużo przede mną ich zostawiam na następny raz kiedy będzie cieplej.Idę na wprost z daleka widać kaplicę jednak tuż przed nią jest takie miejsce szczególne..... którego nigdy nie powinno być...........Tu w oczy razi kij a na nim przyczepiona ogromna kartka >> TU NIE MA ŚMIETNIKA .USZANUJ TO MIEJSCE<<.Tutaj śpią aniołki.....to ich drugie miejsce na cmentarzu.... Tutaj śpi aniołeczek Maksymilianek .Rok młodszy od mojego synka....tylko i az ,nawet nie zdmuchnął świeczki z pierwszego  w swoim życiu tortu.2007 rok........... liczę ile świąt minęło,ile jesieni,ile wszystkiego ..................... zatrzymało się w miejscu.....Ta część jest przypisana na lata 80 i 90 ...........Schodzę ciut niżej ,ide delikatnie staram się na nic nie nadepnąć niczego nie strącić co wcale nie jest łatwe w tym pomniejszonym świecie.Docieram do Zosi i Andrzejka.To dzieci sąsiadów bliźniaki. Pamiętam grubą jak globus sąsiadkę która pomimo ogromnego brzucha była lekka jak motyl.I pamiętam tatę jak zbierał sąsiadkę rodzącą z ulicy .A potem obraz jak w zwolnionym flmie kadr po kadrze .Jak drzwi w izbie przyjęć zamykają się za rodzącą ,chwilę potem damska ręka wystawia niebieskie sandały na szpilce za drzwi i mówi  " zostaje".I to co działo się tygodnie później... Sąsiadka spowita w czerń od góry do dołu,nigdy już na jej twarzy nie widziałam uśmiechu,przez długi okres czasu nie miałam bladego pojęcia co stało się z dziećmi a mała nie byłam miałam 11 lat.Nikt nie mówił u nas o tym co się stalo nie tłumaczył ,to był temat tabu.Dopiero jak już sama byłąm mamą po rozmowie z najstarszą córką sąsiadki dowiedziałam się co  się stalo wtedy............Po drodze mijam Agnieszkę,Filipka ,Maciusia dzieciaczki dwóch braci .........Znów jestem na głównej alejce mój wzrok zatrzymuje sie przy Maciusiu chłopcu który otrzymał anielskie skrzydeka mając 1 rok i 4 miesiące w 91 roku.I ten sam schemat co poprzednio ,liczę ile lat by miał,kim by był,ile płatków śniegu i promyków słonka go minęło............Zaglądam jeszcze do Krzysia 9 letniego arcy mistrza w przekładaniu długopisu miedzy palcami z tego był znany w calej szkole .91 rok miałby dziś 29 lat ........... Przegrał walke z białaczką .......To juz tyle lat a obraz srebrnej trumny i niekończąy się kondukt żałobny nic a nic nie blaknie pod powiekami.........Tutaj ma się wrażanie że te tragedie już się nie dzieją ,że dzieci już cicho nie wymykają się do Boga.Ta część śpi jakby nie tknięta od lat.Nie ma tutaj dat z 2000 roku po za maleńkimi wyjątkami......Aż mój wzrok napotyka  bielutki krzyż i dwie bielusieńkie tabliczki Staś i Adaś ur. i zm. 11.11.2010 i w jedenej sekundzie dostaje w twarz niewidzialną lodowatą ręką ,a piorun z przenikającej ciszą burzy trafia w moje ciało ,z kązdej strony,razi poziomo,pionowo,na wspak,na skok ,od dołu do góry.........a jednak ,rodzice wciąż przezywają tragedię ,jednak wciąż anielinkowe zastepy powiększają się.To tak jak z blondynka która musi zdobyć śliwkę ale drzewko jest ogrodzone wielkim murem nie do pokonania .........więc wali głową w mur i mówi że ma już swoją sliwkę.Rozbijam się o swoje własne myśli o swoją naiwnośc,o wiarę w to że te rzeczy działy się kiedyś..........Odchodzę rozszarpana ...... kolejna alejka na wprost nasz grobek na końcu za lekkim zakrętem .Nie płaczę wyprałam swój mózg.Uśmiecham się mówię >> część skarbki<< .I proszę Je aby pozwoliły mi pomilczeć bo czasem tak mam że nie umiem nic już w słowa ubrac.W tym miejscu normą jest że nigdy nie siadam na ławce tylko przykucam lekko przy grobie i kłade na nim schowaną w kaptur twarz.Dlatego tez z tego wzgledu uwielbiam być tu sama...........
Tutaj czas staje w miejscu i zatacza koło ,nierówne koło.....!Odchodząc nigdy nie oglądam sie za siebie tak jak robie to przy innych.I znów wkraczam po kilknastu krokach w inny świat.Michaś,Jerzy,Natalia,Weronika kolejne aniołki.Ale tutaj jest cos innego ........... tam gdzie swoje miejsce ma Maksio grobki są maleńkie,jasne z aniołami - dziecięce, w tym miejscu dzieciątko jest najważniejsze.Nie ma komercji.A tutaj ........ groby sa szykowne ,miniatury ogromnych budowli ,ciężkie trawertynowe krzyże za nic pasują do tych maleńkich aniołków.Przemykam wręcz jak mysz docieram do Wacława -sąsiada .licze dni tygodnie lata 11 lat jak go niema a zapach smak jego zupy grochowej wciąz za mną chodzi..........................Nie jestem stara ale patzrąc na daty na nagrobkach mam wrażenie że za mna jest jakies 100 lat życia...........100 lat które mineło jak pstryknięcie palcem.Bedąc przy czyimś grobie ,przy domku jakiegoś aniołka zawsze "głaszcze " płytę.To chyba jedno co mi zostało.I zawsze nagrobki nie zaleznie czy jest + 30 stopni czy tez - 30 stopni są lodowate!!!!!



5 komentarzy:

Marlena pisze...

Cmentarz jest miejscem gdzie jestem blisko swojego barta, zarazem jest miejscem które mi go zabrało...masz rację nagrobki zawsze są lodowate i tak brutalnie przypominają o naszej stracie :(

shy pisze...

Bliskie i cenne a zarazem obce i takie od których chciąło by sie uciec.

Iczka pisze...

Może to dziwne, ale lubię cmentarz gdzie sa moi dziadkowie... Jest wielki, ogromny, jak małe miasteczko... Setki, nie tysiace grobów, pomników, długie aleje, moi leżą prawie na końcu, choć tu, w tym miejscu nie ma końca, zawsze pojawia sie nowy grób, nowa mogiła... Lubię to uczucie kiedy przekraczam bramę cmentarza, kiedy podążam alejką do Nich... Lubię, bo mam uczucie, wrażenie takie że za chwilę, za parenaście kroków będę z Nimi, będę blisko w chwili obecnej najbliżej jak się da, będą Oni i będę ja... Teraz już u Nicha na grobie nie płaczę, teraz się śmieję, uśmiecham i nawet czasem żartuję, że wnusi nawet kawy nie zrobili :), choć czasem skapnie łza, serce zwolni i znów zabije mocniej, wiem że Oni są, kochaja, opiekują się... Tak, lubie ten cmentarz, ten lubie...

lorely pisze...

Masz rację, to jest inny, zimny świat.. Świat w ktorym bez wzg na daty wszystko stało sie wczoraj..

Anonimowy pisze...

I ja sporo znajomych juz mam po drugiej stronie. Podjęliśmy decyzję, gdzie spoczniemy, a raczej nasze spopielone prochy. Wiem, gdzie, obok kogo.... Nie trzeba uciekać od takich decyzji, to i tak nieuniknione..... Eurydyka