nie ma mnie

Często jest tak że nie wspominamy jakiś wydarzeń,emocji z naszego życia ,z powodu braku czasu,nadmiaru obowiązków.. czekamy jak chociażby na taki dzień jak dzisiaj by móc powspominać tak legalnie ,otworzyć te nasze szuflady skryte w duszy zamkniętę na złoty klucz i móc sobie pozwolić na to co na co dzień chowamy.To nasza wersja.Ale ja odnoszę wrażenie że wspomnienia ,żyją swoim odrebnym życiem.Mam odczucie że One tez mają bijące serce i rozum.I że tak jak my mamy prawo w te dni na legalne wspominanie tak wspomnienia również uznają te dni za świętość,i uzurpują sobie prawo do szczególnego ożywienia.Mówi się że czas goi rany ,a jest zupełnie na odwrót ,nie goi  ran tylko jeszcze mocniej je otwiera i jątrzy przyzwyczajając nas do bólu wykraczającego dopuszczalne granice.Nie chce odnieść się tylko do moich dzieci ,których odejście samo w sobie jest traumą zupełnie inną niż śmierć dorosłego .Chce odnieść się do pojęcia śmierci samej w sobie.Tej dotykajacej każdego nie zależnie od wieku i posady.Dziś uzmysłowiłam sobie że tak samo mocno tęsknię za R..... jak i za moja najukochańszą babunią i że tęsknota za utraconym dzieckiem w moim przypadku jest tak samo silna i bezkresna.Są takie dni jak ten dzisiejszy kiedy pozwalam sobie na samounicestwienie.Pozwalam sobie zginąć ,pozwalam aby strawił mnie płomień bólu.Jest tylko jedno ale..... czy tęsknię za tym że nie ma przy mnie moich dzieci,nie ma R.... ,nie ma babuni ??Czy tęsknię za tym że ich nie widzę ,nie tulę ,nie wiem jak wyglądają ?Dziś zrozumiaąłm jedno to nie tęsknota mnie ćwiartuje żywcem .... to lęk i niepewność.Bo czy nie łatwiej było by każdemu z nas kto stracił najbliższych a w szczególności maleństwo gdybyśmy chociaż raz usłyszeli że kiedyś na pewno spotkamy się tam po drugiej stronie? !Żyjemy rozdzierani bólem bo nie mamy pewności czy w to co wierzymy kiedykolwiek się spełni.
A jeśli nie.Jesłi te chwile tu to były jedyne jakie dane nam było spędzić razem, jeśli już nigdy nie zobaczymy,nie porozmawiamy,nie przytulimy ..... to co wtedy......ja żyje ,moim motorem jest wiara w spotkanie w tamtym świecie .... to dla mnie świętość .... ale są takie dni jak ten dziś kiedy tracę grunt pod nogami ,kiedy ziemia usuwa mi się spod nóg kiedy upadam nie broniąć się tego.I upadam roztrzaskując się na milion drobniuteńkich cząsteczek.........jeśłi nie ma życia po - to, to życie teraz które jest wędrówka na spotkanie tez nie ma sensu.
I tak żyjemy balansując na granicy 
wierząc w bajki 
i dobre wróżki

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

To bardzo trudne. Myślę, że w szczególnie dramatycznych sytuacjach wiara jest jedyną ostoją. Nie ma innej możliwości, aby zrozumieć i przyjąć fakt, że dziecko odeszło. Na to jesteśmy za słabi, jak i na wiele innych trudnych sytuacji, które jedynie wiara pozwala nam przetrwać. To nasza jedyna siła. Pozdrawiam :)) BRZOZA

Anonimowy pisze...

Myślę, że właśnie ta wiara pozwala godnie przeżyć stratę bliskiej osoby...
Bo gdyby nie wiara to co ?
Pozdrawiam cieplutko Duszku

ICZKA