Staram się zrozumieć ,nie umiem ,staram się wytłumaczyć nie da się,staram się znaleźć coś pozytywnego nie da się....jedno co się da to to że tak jak traktuje się mnie i Pana M...... nie jest normalne ,zakrawa na zboczenie i nie wiem co jeszcze.
I Rozdział
Pierwszy mąż ,pierwszy ślub. Patrząc na to od początku na nic nie miałam wpływu ,nic nie mogłam .Wszystko działo sie szybko,po za moimi plecami ,byłam za młoda żeby patrzeć jakoś panoramicznie na przyszłość ,za młoda żeby dotarło do mnie że ludzie są niezłymi manipulantami i oszukancami.Do dziś ciężko mi uwierzyć ze można posunąć się absolutnie do wszystkiego przekraczając dozwolone granice aby tylko osiągnąć swój wymyślony cel.Pierwszą rzecz jaka zapadła mi w pamieć to było oświadczenie J...... że ze mną bedzie mieszkał i w ogóle on sobie życia beze mnie nie wyobraża i ze to na poważnie. Okej powaga powagą ale czy od razu trzeba razem mieszkać ,i dowiadywać się o tym na imieninach mojej matki ....i bardziej kierując te słowa do niej niż do mnie?!Zanim otrząsnełam się z słowotoku J.... mama już uszczęśliwiona przytakiwała J.... Postawiłam się jej później jak byłyśmy same chałupa trzęsła się w posadach a rzeczy J.... fruwały przez okno .Na nic moje 'kolce' dowiedziałam się że jestem wyrodna nie doceniam co mi Bóg zsyła ( niby dobrego pracowitego chłopa ) ,że jestem życiową niedorajda i w życiu sobie życia osobistego nie ułożę.I tutaj zagrało to o czym w poprzednich postach pisałam szacunek do starszego do matki że wie lepiej że ma rację że trzeba się jej słuchać.Matka byłą górą działo się tak jak chciała.Miała 17 letnią córkę która od dwóch lat nie mieszkała w domu więc nie za bardzo mamusia troskliwa wiedziała co się z córusią dzieje ,poprzez chłopa jakiego jej wybrała miała kapo idealne.
Potem była ciąża ( której nie powinno być z medycznego punktu widzenia ) i ślub.Kolejny raz podniosłam łęb w celu wyłuskania swojego zdania.Zdanie było takie że ślubu to na pewno nie chcę jeśłi już to cywilny ,bo ani kasy nie ma ani warunków a koscielny mogliśmy wziąć jak chrzcilibyśmy dziecko.Dla mnie i dla jeszcze dwóch innych osób to było najrozsądniejsze wyjście z sytuacji.A dla mojej mamusi podpaliłam niezłe ognisko.Do dziś pamiętam jej krzyk i żądania że jak jest dzieciak to musi mieć wszystko ręcę i nogi i ślub kościelny musi być.Sama byłam w tym wszystkim J..... tylko przyklaskiwał pomysłom przyszłej teściowej. Postawiłam się dalej i kilka dni zięciu nocował u teściowej wyprawiony że jak chce ślub to niech się z teściówką żeni!A potem myślałam ze dadzą sobie spokój odpuszczą ,trochę przycichli ,uspokoili się ....Tylko po aby uroczyście wspólnie oświadczyć mi że wybrali termin ślubu!Kolejna rzecz na która nie miałam wpływu ( no ewentualnie nawiać sprzed Ołtarza.).J.... pił , bił ,demolował .... zawsze jak coś się szykowało awanturniczego w domu mamusia natychmiast znikała.Potem zniknoł J..... raz a porządnie .Po 10 miesiącach małżeństwa powrócił na łono mamusi niczym pijacki bumerang.A moja mamusia omal nie rozszarpała mnie za to na strzępy .
Pierwsza puenta jest taka że jak wszystko działo się za jej przyzwoleniem to było ok.Jak wszystko kontrolowała to było dobrze.Do dziś J..... jawi się jej jako okaz cnót wszelakich ( brrrr bleeee ).
Jak dostawała od zięciunia zjeby ,w ryło bo też się zdarzyło ,jak powybijał szyby w jej oknach to było cacy.
II Rozdział
Drugie małżeństwo.Poznaliśmy się sami ,nie jak w pierwszym, przypadku swatały nas mamusie.O to czy Pan M... może u mnie zamieszkać pytałąm tatę.Jeździłam na "randki " nie mówiąc o nich mamusi i zostawiając większą kosmitkę u cioci.Nasza znajomość rozwijała się z boku bez udziału mamusi wszechwiedzącej.O ślubie dowiedziała się 3 dni wcześniej powiedzieliśmy jej to razem.Na ślubie nie byłą bo nikogo nie było oprócz świadków.Żyliśmy sami ,targani wichrami "namiętności " .Podejmowaliśmy kolejne życiowe decyzje nie włączając w nie mamusi.Podejmowaliśmy pracę odpowiadającą nam którą uzyskiwaliśmy samodzielnie.Często i gęsto nie podzielaliśmy jej zdania o czym głośno mówiliśmy.Jak między mną a panem M.... było źle i szukałam wsparcia u mamusi to ona robiła wszystko aby mnie nastawić jak najbardziej negatywnie.Każdą maleńką iskierką potrafiła rozniecić niezły pożar.
To dziwne jak nie układało się mi z [Panem M.... mamusia była blisko nas ,nie zionęła aż tak ogromną nienawiścią.Dziś odcięliśmy się od niej całkowicie , próbowała mnie zagarnąc dla siebie,oświadczając wprost że mam wyrzucić pana M .. z domu ,że ma na mnie zły wpływ,że sprowadza mnie na zła drogę.
Teraz jak jest dobrze mi to ona jest wściekła .....niszczy wszystko uderzając w moje najsłabsze punkty.
Druga puenta jest taka że jak jestem samodzielna ,moja mamusia nie jest o wszystkim informowana na bierząco,układa mi się w życiu ,nie daje się mamusi prowadzić na sznurku to jest źle ba nawet bardzo źle..... i trzeba to jak najszybciej zniszczyć.Pan M.... nie pije na razie nie bije ,pracuje stara się i przeszlismy razem niezłe piekło to dla mamusi jest zerem śmieciem i najgorszym łajdakiem!Chwilami nie wiem co robić ,gubie się .Chciała bym aby było dobrze ale to nie mozliwe .Mam swoją rodzinę i będę jej i chronić i bronić.Bo dla mnie ta moja rodzina to rzecz świeta. A matka tylko niszczy.....
1 komentarz:
i moja mnie niszczy choć w zupełnie inny sposób, przymierzam się nawet do postu na ten temat...a Ty kochana bądź szczęśliwa na przekór wszystkim i wszystkiemu, nie ważne co inni o Was sądzą, najważniejsze jest to czy Ty w tym związku się odnajdujesz, czy dostajesz od niego to na co zasługujesz, mimo burz które niekiedy nawiedzają każdego z nas..ściskam mocno
Prześlij komentarz