25 maja 2010 | |
nie wiem czy przez 25 minut uda mi sie coś sensownego sklecić.nawet nie wiem czy chce mi sie pisać.....jakoś tak mi nie wygodnie,coś niewidzialnego ściska ale czy to tyczy sie tylko pisania?czy to może życie gdzieś uwiera.nasłuchałam sie ostatnio o tym jak to jest być silnym dawać sobie rade co oznacza że sie nie załamuje Osobnik.słyszałam też opowieść Kobiety która przeżyła załamanie nerwowe ....... a potem były takie mądre Oosobniki co Kobiete wyśmiewały,pukały sie w czoło twierdząc że co to ona ma za problemy .Osobniki to dopieeero mają kłopotów i jakoś dają radą,nie mamroczą jak Kobieta,nie szukają wykrętu od swojego nieradzenia lenistwa wygodnictwa.Takie niezrozumienie mnie nie rusza ale wiem jak to boli.....dlatego z Kobietą nawiązałyśmy nić porozumienia........od bardzo dawna zastanawiałam sie czemu akurat ja z prędkością błyskawicy ląduje w kolejnych głebszych bądź płytszych dołkach......pomimo tego że sie staram, że chce wyleźć raz a konkretnie na brzeg po prostu nie moge.inni upadają podnoszą się i jest ok.więc jaki mechanizm rządzi mną ,tym żę jestem wrażliwsza?bardziej zagubiona?dzieciństwo-to tam trzeba szukać przyczyny.w "dorosłe"życie wnosimy bagaż spakowany przez rodziców.jednych walizka wypchana jest wiarą we własne siły,mądrością,spokojem a inni dostają reklamówke bólu,niepewności,i motek wykorzystanych możliwości,ich zapas "paliwa"na życie dawno sie wyczerpal..........ten bagaż można formować później samodzielnie......ale jak to robić gdy sił brak?urodziłam sie w 79 roku i w 97 roku moje życie wywaliło sie do góry nogami dziś mamy 2010 rok a ja nie wygrzebuje w pamięci ani jednego z tych 30 lat roku który niósł by spokój i ukojenie..........często i gęsto jestem na siebie bardzo zła ........że jestem mało skuteczna,że mam dołki,że sobie z czymś nieradze. nie wiem jak długo jeszcze będe pisać coraz bardziej mi sie nie chce,najpiękniejszym czasem jest ten spędzony z kożuszkami i nie zamieniłabym go na nic za żadne skarby!po za tym za dużo osób śledziło blog jeszcze na onecie i jeden na wp.a nie każdy umie czytać ze zrozumieniem.blog czytała siostra pana M ,,,,, przez co razu pewnego wybuchło niezłe piekło,podczytywał większy kożuszek,a nie wszystko jeszcze rozumie,i nie o wszystkim wie i wolałabym żeby nie dowiadywała sie z bloga,podejrzewam też że sam pan M,,,,,, znalazł"moją kryjówke",i jeszcze dwie osoby których bardzo sie boje ......dziękuje babci Danusi
|
Kiedy zycie tak strasznie boli,. Kiedy ciosy rozdaje los, .Kiedy serce umiera powoli, .Kiedy w duszy zapada noc,. Kiedy wiary, nadziei zabraknie, Kiedy nie ma siły by życ, Wtedy się mosty pali ostatnie , By nie było juz nic.... bo życie to nie bajka i próżno szukać kopciuszka.....
|
15 maja 2010 | |
niby wszystko ok.od większego kożuszka dostałam buziaka,wyszła spokojna uśmiechnięta...,z mniejszym "liczyliśmy" ślimaki w drodze do przedszkola....poszedł na góre uśmiechnięty.....wgryzam się w wyryte przez życie koryto,dopasowuje się do tych kształtów może nie zawsze wygodnych.......ale moich,prywatnych.terapeutka powiedziała że to normalne że jeszcze nie raz dopadnie mnie to uczucie na które nie ma określenia......,że mam się nie martwić bo to nie stanowi zagrożenia...... ale co to jest? jak się zachować jak już wpadnie w odwiedziny?zawalczyć ,ze sobą,z tym stanem?dlaczego?niby wszystko jest ok a mnie czegoś,kogoś .......brak??tęsknota?żal?co to jest co siedzi w duszy ważącym tony głazem?dlaczego ?jestem sama ,świadomie moge pozwolić sobie na ten stan lecącego w dół bezwładnie puchu ........by później w obecności "rodziny" znów być normalną.....uśmiechniętą ,żartującą czasem srogą..........dlaczego........ Jak przywrócić życie kiedy jest za późno Nie da się choć anioły są nad nami Możemy w nie uwierzyć, ale wciąż jesteśmy sami.
|
14 maja 2010 | |
.kim jestem dokąd zmierzam?co przede mną, a co za mną?jestem zupełnie normalna jak każdy ,mam dwie ręce,dwie nogi,(dziurawy )łeb tak samo jak Ty. jestem tylko troszke mniej sprawna od Ciebie,psychicznie i fizycznie,wolniej chodze,tępo mówie ale Tobie też zdarza się złapać garba.mam ciało i duszę tak samo jak Ty.Ale różnica polega na tym że Ty masz zawsze z górki a ja absolutnie zawsze pod górke.Tak w skrócie można podzielić rase ludzką.Takich jak Ja jest wielu ale nie zobaczysz nas gołym okiem.uważam się za normalną ale tak naprawdę daleko mi do normalności.są Inni mają jeszcze gorzej ode mnie,Są inni którzy doświadczają bardziej ekstremalnych kopów od życia.A jednak jesteśmy żyjemy,przeżywamy coś co wydawało się nie być do przeżycia.....i tak czasem nawet kilkanaście razy w ciągu krótkiego życia.co pomaga nam przetrwać -tutaj chce opisać siebie,tylko swoje doświadczenia.nie te z życia na pograniczu dwóch światów,nie te płynące z obcowania z aniołami czy duszami.wiara-każdy wierzy w co chce ,każdy ma "swojego" Boga .Jeden czci monete,drugi Budde,trzeci pudełko od zapałek.ja wierze w tego którego nazywamy Bogiem ,wierze w M.Bożą to moja wiara(nie mylić z kościołem).Na palcach jednej ręki moge zliczyć natychmiastową pomoc zaraz po tym jak o coś prosiłam.nie wiem skąd nie wiem jak ale tak po prostu od zawsze był ze mną Cudowny Medalik).Był zawsze i wszędzie ,wtedy gdy kupowałam jako dziecko buty na kolonie które miały kieszonke na suwak ,(jak bym nie miała nic z kieszeniami gdzie schowałabym C.M ?na szyi nigdy nic nie nosze).do której trafił medalik.był ze mną podczas kązdej sprawy w procesie rozwodowym,i wtedy kiedy przez blisko 2 lata musiałam walczyć w brutalny sposób o odzyskanie swojej godności,był też przy narodzinach większego kożuszka .na początku kiedy były siły ,trzymałam go w zaciśniętej dłoni potem jak nie miałam już sił w ręku medalik trzymałam w buzi.dziś ten maleńki kawałek blaszki jest gdzieś w domu,nie mam tylko pojęcia gdzie.......C.M. nie ma ale moja wiara jest i będzie bo namacalnie niejednokrotnie odczułam jego moc ,właśnie Jego czy może mojej wiary?często słyszymy ,jak trwoga to do Boga.Moja wiara nie jest od święta ........wiem że moje życie ,nie jest lekkie,wiem że chwilami przypomina piekło,ale nie widziałam do tej pory ile huraganów przetrwałam.terapeutka dopiero teraz po kilku miesiącach terapii zaczeła składać w całość fragmenty mojego życia ......dopiero teraz jak sama twierdzi dociera do niej kim tak naprawde jestem i co mnie dotkneło.dopiero teraz może obrać konkretny kierunek terapi.otworzyły mi się oczy że nie tylko fragmenty mojego życia można nazwać cudami.dziś jak nigdy widze że jestem tylko dzięki czyjejś pomocy.........a może nie powinnam się już modlić?może powinnam zarzucić wiare bo tyle razy już przekonywałam się że ON naprawdę istnieje........nieuchronnie zbliża się czerwiec ,wszystkie myśli krążą tylko wokół 21.wszystko wraca,świadomie wyciągam zdjęcia ,protokoły ,opisy patrze czytam ,nie dowierzam ..........tyle sygnałów ,znaków .pozwalając sobie na ten ból szybciej go strawie i wydale.21 czerwiec 20008r sobota rano , wsiadam do srebrnej scody ,która tyle razy mi się śniła rozbita,do marki którą kilka tygodni wcześniej w ogóle ze strachu nie wsiadłam ........ufna jak owca prowadzona na rzeź a przecież córa kilka godzin wcześniej widziała koło mnie anioła śmierci........już w drodze budzą się przeczucia kilku ostatnich tygodni.......złe ,śmierdzące........zagłuszam je chyba tylko po to aby dać sobie samej usprawiedliwienie na ten wyjazd......staram się uspokoić .....dzieci zabezpieczone ,brat upoważniony do większości rzeczy jest ok.czemu myśle w ten sposób ?gdzie podziała się moja wiara?modlitwa?a los który wywróżyła kilka lat wstecz wróżka?zaślepiło mnie?odebrało rozum?pamiętam jej słowa że moje życie przeplecie się tragicznie ze służbami mundurowymi na kilka lat!ale ta przepowiednia odeszła wraz ze śmiercią Roberta.dopiero kilkanaście tygodni po wypadku zrozumiałam jej prawdziwe przesłanie.innego znaczenia nabrały też słowa brudaski na Wałach Jasnogórskich > pani siedzisz obiema nogami w grobie ....<.nic nie dzieje się bez powodu,wszystko ma ukryte przesłanie.....wózek stoi w pokoju ,nie sprzedałam,nie oddałam,nie schowałam pyszni się na nim wielki pluszak......stoi ku przestrodze żebym za szybko w piórka nie obrosła i pokorze wobec życia i jego Pana nie zapomniała.....po wypadku działałam szybko a wszystko działo się wolno i monotonnie dziś już nie ma szybko szybko to nic że czas goni,że świat gna ........życie mam tylko jedno .....ja zapomniałam o modlitwie i swojej wierze ale Bóg o mnie nie....
|
11 maja 2010 | |
największy hit 30 lecia wchodze sobie dzisiaj rano do apteki ,miła farmaceutka bierze receptę i oznajmia że ten lek jest dostępny na zamówienie .jak jej powiedziałam że gdzie indziej szukać nie będe ( to była 3 apteka ) to uprzejmie usłyszałam takie słowa - niech siostra zaczeka dowiem się na kiedy odbiór ubieram się na czarno ,czym nieraz wprawiam ludzi w osłupienie ale raczej do zakonnicy mi daleko p.s jeśli ktoś nie może komentować to piszcie noddy@op.pl najwyżej poszukam innego portalu z hasełkiem
|
06 maja 2010 | |
a kuku ?puk puk?czy jest tu jeszcze ktoś? tyle się działo w ostatnich tygodniach że nie wiem od czego zacząć. mniejszy kożuszek. byliśmy na konsultacji u stomatologa bo stan jęgo zębów poprostu mnie przeraził.już kiedyś konsultowałam jego pyszczydło z miejscowym stomatologiem który rewelacji mi nie przedstawił bo zakres leczenia rysował się tak jak u większego kożuszka czyli leczymy dopiero stałe zęby .ale większy nie miał przetok dziąsłowych ani ząbków startych do dziąseł więc było można czekać natomiast malca trzeba by ratować natychmiast.wizyta koszmarna ,dobrze że moja gęba je i też szczekać umie bo inaczej dentystka wbiła by mnie w podłoge .stek oskarżeń,wymądrzań,i zero słuchania co się do niej mówi mama udało się mame upchnąć w szpitalu ,i 22 miała operacje.przebieg był troche inny niż przewidywali lekarze ale wszystko przynajmniej w tej fazie skończyło się dobrze.jak już kiedyś pisałam ,nigdy nie było między nami dobrze,dlatego aby chronić siebie,swoją prywatność i nie wzbudzać w sobie niepotrzebnych emocji nie chciałam jej "oglądać" w szpitalu zwłaszcza że do dziś ma dobrych opiekunów.ale stało się inaczej.sama jestem "szpitalnym dzieckiem" stąd znam się z wieloma lekarzami .i jeden z nich regularnie dzwonił do mnie informując ,że mame właśnie powieźli na blok,że już jest z powrotem na pooperacyjnej,że o 15 będzie jej lekarz prowadzący ...........nie chcąc robić z gęby cholewy ,jak doktorek informatorek miał dyżur to ja gnałam do szpitala.byłam tam jak mama była na sali pooperacyjnej ,lekarz pozwolił ją zobaczyć,pozwolił przy niej posiedzieć ( większy kożuszek problemy z epi,zły wynik EEG,problemy ze zdrowiem,wizyta u ortopedy kolosalne kłopoty w szkole które prawie od razu okazały się tylko wymysłem wychowawcy.i ja próbująca jakoś wesprzeć swoją "pokrzywdzoną " nastolatke,wytłumaczyć,że nie wszyscy są źli, że warto wybaczać,że nie warto od razu obrażać się na cały świat......istny uniwersytet życia gdzie studjuje się na kilkunastu kierunkach jednocześnie a egzaminy niezapowiedziane potrafią odbywać się kilka razy w ciągu dnia. i w tym wszystkim ja..... samotna ,zagubiona,ciągnąca wóz pustaków bez kół z poważnymi decyzjami na karku starająca się wykonać swoje obowiązki od początku do końca prawidłowo i z oddaniem walcząca o normalność swoich dzieci ,walcząca z niezrozumieniem ,z urzędasami,lekarzami z własnymi słabościami i zwątpieniem.i nawet przez chwile pomimo ogromnego ciężaru i beznadziei uwierzyłam( Lui-nie tylko Ty miałaś problem z komentarzem,który jak widać pod ostatnim postem już się rozwiązał Lorely mam nadzieje że Twoje komentarze nabiorą teraz koloru,zmieniłam pare rzeczy i powinno być dobrze
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz