DAMY RADĘ

Przyszłam dziś , już spokojniej niż wczoraj , chociaż wciąż drżę i wcale nie wiem czy za chwilę nie pojawią się bluzgi na tym blogu .Wczoraj było by ich nie mało dziś zaraz się okaże. Kipię już od kilku dni tak falowo z jednej skrajności wpadam wprost w ramiona kolejnej. Jest w moim życiu obecna osóbka z blogowego świata, bo ja tak mam że nawet jak ktoś znika z blokowiska staram się z nim trzymać kontakt na inne możliwe sposoby. Co dziewczyna przecierpiała w swoim życiu to poezja bez ograniczenia. Ostatnio na świat przyszło jej kolejne dzieciątko ,kochane ,wyczekiwane ,wymodlone. Wiedziałam o tym fakcie byłam na bieżąco w Ich sprawach. Jednak okazało się że o jednej rzeczy nie mam pojęcia. Wczoraj podczas rozmowy okazało się że dzieciątko jest niepełnosprawne!!I to żeby jeszcze coś niedużego, może jakaś niewydolność, może niesprawna rączka, albo nóżka. To jakoś łatwiej przełknąć Ale to co spotkało mamę maleństwa........... zdusiło mnie , w żołądku zamieszkał tonowy kamień. W nocy nie mogłam spać Tak bardzo chciała bym pomóc ,wesprzeć, dać oparcie, przytulić uścisnąć dłoń ....Bo ja nie waląc w puste słowa rozumiem tę mamę i jej dramat w ćwierci każdego słowa. Sama przechodziłam wszystkie etapy rozpaczy i napieprzania głowa w mur. Dziś mam w sobie akceptację ale potrzeba mi było namacalnych 6 lat na tę mądrość. Termin „akceptacja” jest często używany zarówno w literaturze naukowej, jak i języku potocznym. „Słownik języka polskiego” podaje, iż akceptacja oznacza „przyjęcie czegoś, zgodę na coś, uznanie, zatwierdzenie, aprobatę …” Zacytowane ujęcie wskazuje, że akceptując kogoś przyjmujemy go takim jakim jest.
Dziecko należy akceptować takim jakie ono jest. Akceptację uważa się za podstawową potrzebę dziecka dla jego prawidłowego rozwoju. Dziecko całkowicie odtrącone nie ma nic lub bardzo niewiele do zyskania, . Pod pojęciem akceptacji rodzicielskiej dzieci niepełnosprawnych rozumie się przyjęcie dzieci takimi, jakie one są, dostrzeganie ich zalet i możliwości rozwojowych przy jednoczesnym liczeniu się z brakami i ograniczeniami. Sposób spostrzegania kalectwa przez rodziców wiąże się nierozerwalnie ze sposobem jego przeżywania i reagowaniem na nie .Rodzicom zawsze  trudno pogodzić się z myślą, że ich dziecko jest niepełnosprawne. Stopień upośledzenia, rodzaj choroby - mają duży wpływ na to, jak rodzice patrzą na inwalidztwo. Właśnie dlatego akceptacja jest najważniejsza, ponieważ bez niej rodzice nie są w stanie wychować dziecka. Z kolei wychowanie jest czynnikiem decydującym o tym, jak dziecko będzie rozwiązywać swoje problemy, patrzeć na samego siebie, jak będzie przystosowywać się do swojego kalectwa. To, jak dziecko poradzi sobie w życiu ze swoim upośledzeniem zależy od tego, jak nauczy się na nie patrzeć od wczesnego dzieciństwa. Wczoraj ożyły obrazy z przed kilku lat. Czas kiedy większa kosmitka "załapała" epilepsję .Telefon ,maraton do przedszkola ,szpital, diagnoza i........... tak cholerna bezradność że nie masz możliwości usiedzieć na krześle ,rozpacz powodująca że głowa spada między kostki od nóg, bezsilność która powoduje że każda ręka waży tonę i bezwładnie opada. Chcesz klęczeć ale opadasz...............Ja nie wiem czemu ale nie pytałam wtedy Boga dlaczego ja ,dlaczego moje dziecko? Ja patrzyłam w przyszłość na to jak my teraz będziemy żyć ile będzie ograniczeń??I jak to wszystko ogarnąć .Szpital to pestka tam wszystko za Ciebie zrobią .podadzą leki ,salowe przebiorą dziecko ,lekarka nawet po głowie pogłaszcze .Ale w domu hard Corę nie do opisania .Najpierw trzeba oswoić aurę ( stała zapowiedź każdego ataku) , potem bacznie obserwować ,w trakcie ataku nie poddawać się emocjom bo klęska murowana tu trzeba zimnej krwi ,żeby przytrzymać ,żeby język nie opadł i dziecko się nie udusiło ,żeby utrzymać boczną pozycję bo inaczej dziecko zadławi się ślina i wymiocinami, a jeszcze trzeba wlewki podać .Koniec ataku  to nie koniec sprawy .Moja kosmitka miała duże pełnoobjawowe ataki ze zmoczeniem i oddaniem stolca. Przeżycie ataku to jedno ,posprzątanie to drugie i czasem tylko chwile dzieliły nas od kolejnego ataku i powtórki z rozrywki. Ogarniecie niepełnosprawności to tylko jedna strona medalu, druga jest nieprzychylność środowiska i otoczenia .Jak byłyśmy na zakończeniu roku szkolnego aż mnie mdliło od listów gratulacyjnych ,nagród i peanów na cześć tych jak to się teraz mówi ścisłych umysłów .Sztandar może nieść tylko ścisły umysł do tego z nienaganna prezencją; A co z tymi którzy chodzą koślawo? Co z tymi którzy będąc w 6 klasie nie nauczyli się jeszcze nawet sznurować butów??Czy Oni są inni ??Gorsi??Co by się stało gdyby takiemu koślawemu dziecku pozwolić raz na rok w asyście ścisłego umysłu ponieść sztandar?????Ubrudził by??Opluł??A co z rodzicami dzieci z wyzwaniami wychowawczymi?????Czy ktoś chociaż przez moment zastanowił się ile Oni wkładali trudu i wysiłku w to aby aby  ich dziecko dostało wymarzoną 3 bo 4 to nierealny szczyt marzeń???!!!Czy takim rodzicom nie należy się list gratulacyjny??? Przychodzi taki ścisły umysł do domu na pytanie jak było biegiem odpowiada że dobrze ,że może ta pani od polskiego jest czepliwa a od angielskiego niesprawiedliwa ale było ok. Siada do lekcji godzina w porywach do dwóch lekcje odrobione ,tematy wyuczone i leci taki ścisły umysł do kolegi a to w nogę pograć a to w gry na kompie ..Rodzic ściślaka nawet nie odczuwa że ma dziecko .I równocześnie jest drugi dom często za ścianą w blokowisk .Tam uczeń z rozwiązanymi ( bo przecież nie potrafi pomimo trudu i wysiłku ich zawiązać) sznurówkami przychodzi do domu 40 minut po swoim szkolnym ścisłym koledze .Umęczony zziajany. Na pytanie jak było macha ręką szkoda gadać. Żal siedzi w duszy że kto inny  sprawdzał obuwie ,a ktoś inny był u dyrekcji a jeszcze kto inny przynosił pomoce dla matematyczki .Lekcję odrabia się od 16 do 21 często z hakiem. Rodzić obowiązkowo u boku .Tłumaczy się jedną kwestię zdaję się że dziecko pamięta , przechodzi  się do drugiej kwestii dziecko nić już nie pamięta z tej pierwszej .Zgrzytanie zębami ,łzy a rodzić ma obok gromadkę rodzeństwa .Pakowanie 6 klasa ścisły pakuje się sam daje rady nie ma problemu ,ale jego kolega nie spakuje się sam wszystko trzeba nadzorować upilnować sprawdzić .ŚCisły umysł ma jeden długopis od 3 lat (regularna wymiana wkładów !!!! )a fajtuś codziennie do szkoły nosi po trzy sztuki bo jeden starcza mu góra na dwie lekcje !.Jak wytrzymać to wszystko, dzień po dniu, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem? Jak żyć ze świadomością tego wszystkiego i jak nie zgłupie ć.Bo przecież dziecko niepełnosprawne to według nauczycieli dziecko krnąbrne ,nieusłużne ,niegrzeczne ,leniwe.
Mnie Bóg obdarował dwójką niepełnosprawnych dzieci nie umiem dzisiaj pwoiedzieć inaczej jak tylko jedno "błogosławieństwo ".Błogosławieństwem było dowiedzieć się, że moje dziecko będzie żyło! Moje kochane dzieci ,bezbronne i potrzebujące opieki .Błogosławieństwo! Gdy z siłą wodospadu  i determinacją dziecko ćwiczy, przezwycięża swoje ograniczenia, osiąga coraz to nowe poziomy rozwoju. Każdy, kto rozwija to w sobie naturalnie, nie jest nawet świadom, jakim sukcesem jest nauczyć się okazywać emocje ,uczucia umieć je nazwać i uzewnętrznić. Dzieci niepełnosprawne odkrywają świat o wiele bogatszy od tego, który znamy na co dzień. Dziecko niepełnosprawne jest darem przy nim dosięgamy takich pokładów swojego człowieczeństwa o które byśmy nigdy sie nie podejrzewali. Razem z dzieckiem uczymy się walczyć ,o siebie swoje prawa .Moje dzieci nauczyły mnie że nie wolno się poddawać, na przekór wszystkiemu. To one uczą  mnie dostrzegać pozytywy tam gdzie ich gołym okiem nie widać. I uśmiechać się do świata, nawet gdy wszystko idzie źle ,nie tak jak potrzeba . Często słyszę ty uśmiechasz??A czemu ?A jak to ?Do końca życia mam siedzieć na tyłku i ryczeć, użalać się nad sobą, jak strasznie mi źle, jak mnie los pokarał? Że mam przejebane na całej linii ? Że czasem jestem zhetana jak dziki koń po rodeo? Że mam wszystkiego dość ? Że tylko tak da się myśleć przy takich dzieciach! A to nie prawda! Bo te  istoty  nauczyły mnie radości... i miłości...Dlatego chciałam powiedzieć blogowej mamie DAMY RADĘ.autyzm występuje u 5 na 10000 osób,a schorzenie dzieciatka blogowej mamy szacuje się na 1 przypadek na 1000 żywych urodzeń.



4 komentarze:

Iczka pisze...

Bo kobiety, bo matki to takie nadzwyczajne istoty które zniosą wszystko... Każda z Nas ma wiarę i nadzieję, że nasze dziecko, nasz cud będzie zdrowy, silny, że nic złego naszych pociech nie spotka...
Kiedyś urodzić chore dziecko to przypadek jak 1 na 1000. Dziś, urodzić zdrowe dziecko to istne szczęście. Niestety coraz trudniej zajść w ciąże, donosić i urodzić zdrowe dzieciątko...
Matka to silna i wyjątkowa kobieta... Wierzę i wiem, że i ta Blogowa Mama Da Radę.

Pozdrawiam Duszku...

Marlena pisze...

Duszku wiem o Kim piszesz, zawsze sądziłam że my matki po przejściach wyczerpałyśmy limit nieszczęść, niestety tak nie jest...ona da radę bo jak napisała 'Holandia również może być piękna"

Eurydyka pisze...

Przy takich ludziach, jak Ty, Duszku, wszystko lżej przechodzi.I Mama maleństwa oczekuje na takie wsparcie. Jesteś dobrym i mądrym człowiekiem. Więc Tobie i Kosmitom i nowej Mamie i jej wszystkim dzieciątkom życzę sił, wiary i wytrwałości. Jesteście niezwykłe. Silne.
Niewiele mogę doradzić, zapewniam o swojej modlitwie.....

majacyranek@gmail.com pisze...

Nie spadną na Twą głowę razy, nie z mojej strony, choć mam oboje dzieci jak to mówisz"ścisłych"ale powiem Ci,że u nas w szkole są klasy integracyjne i na zakończenie roku szkolnego wystąpiły właśnie dzieciaki z takiej klasy.
Był chłopiec o kulach, owszem powoli szedł do mikrofonu, owszem chwiał się i ciężko mu było,ale tak ślicznie śpiewał,aż łzy w oczach stawały.
Był chłopiec niedosłyszący,który zamiast mówił krzyczał,ale miał takie poczucie humoru,że wszyscy się śmiali.
Była dziewczynka z krótszą nóżką, która utykała,ale ślicznie tańczyła Szakirę.
Naprawdę byłam pod wielkim wrażeniem, uważam,że te dzieci, tak jak i Twoje są uzdolnione, na pewno kosztuje ich dużo pracy nauka, czy podstawowe obowiązki,ale są wspaniałe i jedyne w swym rodzaju.