30 Stycznia - pogubiłam się
Kolejny raz próbuję ,pomimo światełka w tunelu nie wierzę , nie mam nadziei a jednak jakiś powód tego kroku musi być.Podchodzę do tego jak zimny nieboszczyk bez emocji , po co się starać żeby znów zwatpic...Tyle razy to juz grali....Nie wierzę i koniec,nie ma nadziei ,jest zwatpienie .Ja ,my ,wy ,on ,oni nikt jeszcze nie umiał pomóc nikt nie miął wplywu ,nikt nie powodował trwalszej długotrwałej zmiany więc czemu miąło by to nastąpić teraz?Było dobrze ,jest ok tylko ile razy tak już było?Setki bo tak jest za każdym razem i dlatego nic na mnie nie dZiała nie chcę mi się starać,nie chce mi się wierzyć nie chce się poddać euforii trwającej nano sekunde.Nie wierzę ale jednak Im się udało ,ale IM nie nam a ile pracy w to włożyli ?OBOJE....A ja nie chcę nawet jak ty zechcesz.Nawet jeśli coś drgnie ,coś się " odczaruje " to nie po pierwszym razie ( a może już się odczarowało tylko ja tego nie widzę ) i nie po drugim .U NICH efekt był widoczny dopiero po kilku miesiącach mozolnej pracy i treningu ......Jeśli sie postawię i zacznę się starać to czy doczekam tej chwili zwycięstwa? A jaką cenę przyjdzie mi za to zapąłcić?Jedno okrutne doświadczenie sprzed kilku godzin mam za sobą znów minie kilka a moze kilkanaście dni zanim się podniosę i wyplunę ostatnie ziarnko piasku zgrzytające w zębach....Czy dziś jest coś pewne - nie nic absolutnie nic bo w moim przypadku nawet jutro jest niepewne .Jedyne co pewne i co jestem w stanie określić to to że jestem zagubiona strasznie zagubiona......
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz